iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Poradnik (nie)szczęśliwego sprzedawcy

W wielu sklepach zaczyna panować jakaś dziwna epidemia. Nie wiem czy sprzedawcy zarażają się tym od klientów, od dostawców czy może od siebie nawzajem. Wiem natomiast, że jest to zjawisko coraz powszechniejsze i nader irytujące. Wspomniana epidemia polega na ignorowaniu klienta i spędzaniu dnia pracy na wykonywaniu prywatnych telefonów, piciu kawy i zajmowaniu się własnymi sprawami. Krótko mówiąc ma to na celu uprzyjemnienie nudnego dnia pracy i uszczęśliwienie sprzedawcy jak mniemam. Innych możliwości nie widzę. W dobie kryzysu, o którym wciąż się mówi, jest to zjawisko nader dziwne. Wydawałoby się, że sklepy będą walczyć o każdego potencjalnego nabywcę. Cóż - sklepy być może tak, ale sprzedawcy już niekoniecznie. Wydawałoby się, że w obecnej sytuacji nikt nie może sobie pozwolić na utratę posady. Najwyraźniej jednak wiele osób uważa, że już samo przychodzenie do pracy wystarczy by pobrać odpowiednią zapłatę. A skoro już się tą pracę ma - trzeba ją jakoś znosić. Podpatrzyłam jak to robią "najlepsi z najlepszych", prawdziwi fachowcy i oto kilka porad dla tych, którzy chcieliby pójść w ich ślady:

  • Po pierwsze i najważniejsze: nigdy, ale to nigdy nie okazuj zainteresowania klientom. Jak raz pokażesz, że potrafisz - już nigdy nie dadzą Ci spokoju. Skutek będzie taki, że kawę będziesz pić zimną, a przyjaciółka spragniona plotek umrze z nudów czekając na Twój telefon.
  • Jeśli klient wejdzie do sklepu kiedy rozmawiasz przez telefon - nie waż się kończyć rozmowy! Kontynuuj ją i nie zwracaj uwagi na pochrząkiwania niepożądanego osobnika. W końcu mu się znudzi i pójdzie sobie...
  • Nie trać czasu na wychodzenie z inicjatywą i nie proponuj klientowi pomocy w wyborze odpowiedniego zakupu. Niech się napatrzy na wystawiony towar, może sam się na coś zdecyduje? Zaoszczędzisz czasu i gadania -  możesz w tym czasie opiłować paznokcie.
  • Jeśli klient zada Ci pytanie, udawaj, że nie słyszysz. Nie podnoś wzroku i nie reaguj. Niech sam poszuka sobie ceny lub innego rodzaju towaru.
  • Nigdy, ale to przenigdy nie uśmiechaj się w pracy! Klient może to opacznie zrozumieć i już się go nie pozbędziesz! Najlepiej wyglądaj na osobę nieprzystępną i ponurą. Ryzyko zaczepienia przez klienta gwałtownie się zmniejszy.
  • Jeśli zauważysz, że mimo wszystko ktoś zamierza do Ciebie podejść, natychmiast udaj się w kierunku magazynu, mijając natrętnego klienta jak powietrze.
  • Jeśli już dojdzie do konfrontacji - nie możesz być zbyt grzeczna/-y. Nie trać czasu na konwenanse i miłe słówka. Bądź ironiczny/-a i opryskliwa/-y, wyraźnie okazuj swoje niezadowolenie.
  • Jeśli trafisz na klienta maniaka, który nalega byś mu doradziła  - doradź źle. Więcej nie wróci.
  • Dopij spokojnie kawę i delektuj się ciszą, poczytaj gazetę. A kiedy kończąc pracę zauważysz, że kasa jest pusta - nie przejmuj się tym. To nie Twoja wina, że klienci nic nie kupili. Przecież Ty zrobiłaś/-eś co w Twojej mocy!

Tak oto wygląda praca sprzedawcy - marudni klienci, którzy nie wiedzą czego chcą, trudności w wykonywaniu rozmów prywatnych no i ta zimna kawa... Jeśli jednak zastosujesz się do wypunktowanych przez mnie wskazówek, szybko umilisz swój dzień pracy.

Nie wiem tylko, czy sprzedawca, który odstrasza klientów i dba o swój komfort psychiczny zostanie doceniony przez pracodawców... Brak pieniędzy w kasie, może przekładać się na ubytki w wypłacie... Lecz cóż - przecież nie można mieć wszystkiego!

Na szczęście dla nas klientów - epidemia nie dotknęła jeszcze wszystkich. I z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować tym, którzy z uśmiechem i cierpliwością służą pomocą i dobrą radą. Jesteście niezastąpieni!

Pozdrawiam i miłego dnia życzę!

 

Komentarze (6)
Zwierzęta mówią - nie tylko w wigilijny wieczór....

Zbliżają się święta. Ludowe wierzenia mówią, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem (i niektórzy ludzie również, choć to nie zostało w pełni potwierdzone). Jako małe dziecko często próbowałam podsłuchiwać domowe zwierzaki. Byłam przekonana, że widząc mnie nie wyduszą z siebie ani słowa, bo będą się wstydzić. Dlatego też wymyślałam najróżniejsze fortele, chowałam się po kątach i czekałam... Niestety, nigdy nie doczekałam się ani słówka. Dziś wiem, że zwierzęta na swój sposób rozmawiają z nami codziennie. Tylko my nie chcemy lub nie potrafimy ich słuchać. Nasi pupile komunikują się z nami cały czas, za pomocą gestów i znaków, których zwyczajnie nie umiemy odczytać...

Niedawno wpadła mi w ręce jedna z książek brytyjskiego zoologa, Desmonda Morrisa. Napisana bardzo przystępnym językiem, objaśnia niektóre spośród zachowań czworonogów, a konkretnie rzecz ujmując w tym przypadku mowa o psach :). Książka zatytułowana " Dlaczego pies merda ogonem? O czym mówi nam zachowanie psa" jest świetna. Polecam ją nie tylko miłośnikom tych zwierząt, ale nawet tym, którzy psów nie lubią lub boją się ich. Być może dzięki tej właśnie pozycji książkowej, Wasz strach zniknie, a w jego miejsce pojawi się życzliwe zainteresowanie.

Książka nie jest klasycznym poradnikiem, który  tylko i wyłącznie instruuje nas jak karmić zwierzę, ale skupia uwagę na wielu spośród tych zachowań psów, które wydają nam się niezrozumiałe, bądź są przez nas błędnie interpretowane. Sięga do podstaw biologii tych zwierząt, historii ich udomowienia, zachowań w stadzie i relacji z człowiekiem.

Książka odpowiada m.in. na takie pytania jak: dlaczego pies zakopuje kości, dlaczego pies merda ogonem, dlaczego owczarki są tak przydatne do pasienia owiec, dlaczego psy myśliwskie wystawiają zwierzynę, czy pies ma dobry wzrok, dlaczego czasem jada trawę, dlaczego pies lubi tarzać się w nieczystościach, dlaczego szczeniaki lubią obgryzać nasze kapcie i jeszcze wiele innych.

Książka tłumaczy dlaczego nie należy karać psa, który próbuje dokonać aktu z nogą swojego pana i jak postępować w sytuacji kiedy do tego dochodzi. Wyjaśnia też dlaczego psy chcą spać w jednym łóżku ze swoim panem i kiedy przejmują przewodnictwo w  "sforze zastępczej", którą są dla niego domownicy. Podkreśla również jak ważne jest dopilnowanie, by pies się nie nudził i co dzieje się kiedy jest inaczej. Wyjaśnia też dlaczego psy nie lubią pewnych ludzi bardziej niż innych i skąd się wzięła nazwa popularnych dzisiaj hot-dogów.

Autor przekonuje, że wedle wszelkich badań ludzie mający w domu psa lub kota, żyją dłużej niż Ci, którzy kontaktu ze zwierzętami nie mają. Dlaczego? Przeczytajcie i przekonajcie się sami! Ta książka pomoże Wam odkryć prawdziwe oblicze Waszego pupila i lepiej go zrozumieć.

Desmond Morris "Dlaczego pies merda ogonem? O czym mówi nam zachowanie psa" - gorąco polecam!!!

Komentarze (10)
Egocentryzm, szpan czy bezmyślność?

Ósma rano. Wracam do domu. Po prawie 17 godzinach pracy i godzinie czekania na busa. Ponad 24h na nogach. Pasażerów jest niewielu, co cieszy mnie z oczywistych względów - tłok i hałas zawsze męczą. Siadam tuż za kierowcą. Jestem zmęczona. Marzę - marzę o gorącym prysznicu i odpoczynku. Mam nadzieję się zdrzemnąć. Przynajmniej trochę. Jest spokojnie, z radia leci bardzo cicha, mało natarczywa muzyczka, co jakiś czas dolatuje mnie szmer rozmowy współpasażerów. Przysypiam. Mija kilkanaście minut. Bus staje na przystanku i wsiada człowiek z czapką z daszkiem na głowie. Od wejścia wymachuje komórką. Trudno jej nie zauważyć. Z głośników telefonu wydobywa się głośna muzyka. Kupuje bilet, zaraz wyłączy - myślę. Błąd. Gość siada na fotelu za mną. Nic nie wyłącza, nic nie ścisza. Teraz już telefon wyje po kolei różne piosenki, z reguły te bardziej hałaśliwe, zagłusza wszystko dokoła.  Mijają dwie minuty i stwierdzam, że nie ma już mowy o spaniu. Ten piekielny maniak z tyłu i jego telefon!!! W dodatku opiera się ręką o okno, tak, że telefon znajduje się prawie tuż nad moim uchem. Wiem już, że nie zniosę tego dłużej. Tymczasem właściciel aparatu zdaje się nie zauważać absolutnie niczego - ani tego, że wszyscy nagle pomilkli, ani tego, że gapią się na niego z dość wymownym oczekiwaniem. Ignoruje wszystko. Wbijam morderczo wzrok w lusterko wsteczne pojazdu i też intensywnie wpatruję się w kolesia. Rezygnuję po minucie i zastanawiam się czy nie uświadomić mu, że wynaleziono coś takiego jak słuchawki i żeby w nie zainwestował.Ale musiałabym przekrzyczeć telefon z trzeszczącymi już teraz głośnikami. Delikatnie odwracam się i próbuję dać mu do zrozumienia, że jest za głośno i że nie jest jedynym pasażerem. Zero reakcji.Wysiada po kolejnych 15 minutach. .

To tylko przykład. Czego? Nie wiem. Nie wiem czy to tylko ludzka bezmyślność, szpan czy totalny egocentryzm. Spotykam się  z przykładami takich zachowań wszędzie. Zachowania aspołeczne. Tacy ludzie nie liczą się z innymi. Robią co chcą, gdzie chcą, jak chcą. Jeśli to bezmyślność - to jeszcze jest nadzieja. Można ich uświadomić. Ale jeśli egoizm - to nic się z tym nie da zrobić. I tylko zastanawia mnie jedna rzecz. Jak można funkcjonować w społeczeństwie i oczekiwać, że będziemy szanowani a nasze prawa respektowane, kiedy sami nie przestrzegamy podstawowych zasad obowiązujących między ludźmi?

A Wy? Spotykacie się czasem z takimi zachowaniami? Oby jak najmniej... Tego wszystkim życzę. Miłego popołudnia!

 

Komentarze (4)
Moc słów czyli kto jest winien i o co chodzi?

No to się pokłóciliśmy. Pierwszy raz od dawna, tak na poważnie. Ja mu powiedziałam, że zachowuje się jak dziecko, a On mi, że się uwzięłam. Śmieszne, co? Dwoje dorosłych ludzi (przynajmniej w papierach). A żeby było jeszcze śmieszniej - nawet nie wiem o co ta awantura. Bladego pojęcia nie mam. Ale jakiś powód być musiał, skoro żadne z nas nie chciało odpuścić.
Słowo wyjaśnienia. Pokłóciłam się z moim przyjacielem. O przepraszam! Wróć! Z człowiekiem, którego uważałam za swojego przyjaciela. Kiedy ośmieliłam się określić Go tym - jakże bezczelnym i obrzydliwym - słowem w trakcie naszej kłótni, zwrócił mi natychmiast uwagę, że nim nie jest. Jest KOLEGĄ. Aha. Dobrze, że mi przypomniał, bo zdaje się, coś mi się w głowie pomyliło i niechcący od dłuższego czasu traktowałam Go jak przyjaciela. I to dobrego. Takiego, na którego można liczyć. Takiego, który jest, gdy inni odchodzą. Jak mogłam?! Doprawdy, żal ściska mą udręczoną duszę! I od nowa pojęć nauczyć się muszę! (I nawet nie czuję, że rymuję :P).

Istota wyżej wspomnianego sporu jest mi niestety nieznana, mimo iż brałam w nim czynny udział jako jedna ze stron. A tak właściwie to wcale się nie pokłóciliśmy. Chyba. Nie mam stuprocentowej pewności, ponieważ stanowisko i zdanie mojego oponenta w tej kwestii zmieniało się co najmniej dwukrotnie. Punkt wyjścia - nie kłócimy się. Środek - kłótnia na całego. Zakończenie - jaka kłótnia? No i powiedzcie same - można się zgubić, prawda? Toteż ja się zgubiłam, pomyliłam pojęcia przyjaźni z koleżeństwem i nazwałam Go dzieckiem. Chyba o to się obraził. Właściwie kompletnie nie rozumiem dlaczego. Przecież każdy facet to w jakiejś części duże dziecko, więc nie minęłam się z prawdą aż tak daleko. A nawet gdyby. Znam lepsze powody do obrazy niż nazwanie kogoś dzieciakiem i przyjacielem. Znam też inne słowa, których mogłam użyć, ale nie zrobiłam tego. Nie wydawały mi się uzasadnione, chociaż teraz, po namyśle.... :D
Oczywiście wspomniana kłótnia miała swój wielki finał. Najpierw usłyszałam, że to ja się uwzięłam i że to moja wina. Potem zachował się jak prawdziwy mężczyzna i dumnie wziął winę na siebie - że niech już będzie, że to On jest ten zły i kropka. Po czym, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, orzekł, że nie chce Mu się ze mną gadać i idzie spać, a ja ,jeśli mam ochotę, mogę do Niego nawet całą noc pisać wyrzucając zaciekle jad w postaci gorzkich słów, On sobie rano przeczyta. No, nie powiem, korciło mnie napisać tak, żeby Mu w pięty poszło. Może wyzwałabym Go od facetów albo jakiś innych typów. Ale bardziej obraźliwych słów niż przyjaciel czy dzieciak w swoim bogatym słownictwie nie znalazłam :D. Toteż powściągnęłam żądzę zemsty i chęć wyrzucania z siebie czegokolwiek zwracając Mu uwagę na jedną tylko rzecz: WINA ZAWSZE LEŻY POŚRODKU. W pełni świadoma tej starej prawdy, gotowa byłam odpokutować swoją część. Odpowiedź jeszcze nie nadeszła :D
No i same powiedzcie - te chłopy to jednak nie wiedzą czego chcą. Jak ich zrozumieć i pojąć czego chcą skoro oni sami tego nie wiedzą???
A teraz idę popracować nad urozmaiceniem swojego słownictwa w słowa równie brutalne jak te użyte wczoraj :D. Na wypadek kolejnej kłótni. Przecież nie mogę się powtarzać ;P

 

P.S. Właśnie otrzymałam odpowiedź od wyżej wspomnianego. Ręce mi opadły. To jest znów moja wina według Niego i On się jako pierwszy nie ma zamiaru do mnie odezwać. Litości!!! Czy jest tu jakiś lekarz? Bo mojemu koledze chyba trzeba pomóc i tlen podać. Wygląda na to, że cofnął się ponad dwadzieścia lat do etapu piaskownicy i zabawek. Przeprosiłabym - ale nawet nie wiem za co???? Czy ktoś potrafi mnie oświecić w tej kwestii? Czy może ja tu czegoś po prostu nie zauważam? Jakiś haczyk, motyw, wyjaśnienie... Cokolwiek... Cóż, wygląda na to, że nasza tzw. przeze mnie przyjaźń i znajomość koleżeńska (zwana tak przez Niego) właśnie dobiega końca. Niewielki płomyczek nadziei tlił się we mnie od wczoraj - że może do rana wróci Mu Jego rozsądek. Ale, zdaje się, rozsądek gdzieś sobie poszedł i zabalował. Ba! Może nawet się ulotnił? W związku z czym iskierka nadziei zgasła pod naporem rzeczywistości. Aha! I doinformował mnie właśnie, że mam zostawić Go w spokoju. Hmm... To pewnie ten sam spokój, o który ja prosiłam wczoraj. Po czym jak miecza użyłam słów, które zabiły naszą znajomość. Przestrzegam więc Was, moje drogie, przed używaniem tych tajemniczych słów - widocznie mają w sobie jakąś destrukcyjną moc :D Te słowa to...DZIECKO i PRZYJACIEL :D

P.S.2 Ale jakby ktoś wiedział o co chodziło - to proszę o sugestie :D będę wdzięczna. Prawie dozgonnie. :)
 

Komentarze (3)
Unikat

Jak to dobrze, że ludzie tak bardzo różnią się od siebie. Zaskakujące jest tylko to, że w zasadzie wszyscy zmagamy się z tymi samymi lub podobnymi problemami, a jednak każdy przeżywa je inaczej, inaczej do nich podchodzi, inaczej je odbiera. Nawet gdy mamy do czynienia z identyczną sytuacją , nie jest powiedziane, że ludzie zachowają się w ten sam sposób. Nawet gdy problem jest taki sam - rozwiązania mogą być zupełnie różne. Inaczej myślimy, mamy inne systemy wartości, odczucia, doznania. Ekspresja myśli również bywa - i zwykle jest - zupełnie odmienna. Wspomniane różnice są zauważalne nie tylko pomiędzy kobietami i mężczyznami, ale także między osobami tej samej płci. Kształtują nas odmienne doświadczenia, otoczenie, nawet pochodzenie... To jak z odciskami palców, które są niepowtarzalne. Każdy z nas to pewna indywidualność. Jedyny na świecie egzemplarz - unikat.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak często wstydzimy się tego i usiłujemy naśladować innych. Przecież gubimy przez to siebie, tracimy swoje ja i oryginalność. Czy naprawdę warto całe życie udawać kogoś kim się nie jest? Kreować wizerunek, który nie jest prawdziwy? To mało komfortowe. Poza tym taka POZA sprawia, że jesteśmy mało autentyczni - a co za tym idzie - trudniej nam zdobyć czyjeś zaufanie. Każdy człowiek jest wyjątkowy i dlatego życie jest takie ciekawe. Możemy uczyć się od siebie, pomagać sobie, wspierać się w trudnych sytuacjach. Możemy wskazywać sobie rozwiązania, które normalnie nie przychodzą nam do głowy. Możemy realizować cele, które wydają się być nieosiągalne. Możemy zarażać pasją i uśmiechem, i uczyć się od innych cierpliwości lub opanowania. Dzięki tak wielkiej indywidualności każdego z nas świat się rozwija. Dzięki niej istnieje naturalna równowaga - jeśli ktoś sprawia nam ból, ktoś inny z pewnością jest w stanie go uśmierzyć.

Czasami ludzie próbują zmieniać nas na siłę, kształtować wedle własnego upodobania. To nie fair. Mamy prawo do indywidualności - nie pozwólmy go sobie odebrać. Warto kochać ludzi razem z ich wadami i akceptować ich takimi jakimi są, aby oni mogli zaakceptować nas.

I jedno zasadnicze pytanie - czy mając oryginał warto zastępować go kopią?

Komentarze (0)