iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

JUŻ JEST!

Już Mam!!!

Czekałam tylko jeden dzień, od wczoraj. Jeszcze w czasie weekendu złożyłam zamówienie, zrobiłam przelew i dzisiaj wreszcie JEST! Z niecierpliwością pilnowałam dzisiaj przyjścia listonosza i... Chyba się trochę przestraszył, że go tak napadłam na klatce schodowej, ale co tam :) Najważniejsze, że już jest :). Co jest? Oczywiście książka wydana przez naszą blogową koleżankę Marietkę! :) Dla tych, którzy jakimś cudem jeszcze nie wiedzą: Marietka wydała książkę! Tak, tak, nasza Marietka :). Tych, którzy chcieliby poczytać na ten temat więcej, odsyłam do źródła, czyli TUTAJ i jeszcze TUTAJ. Na tych stronach sama autorka opowie Wam o wszystkim :).

A ja - zabieram się do czytania :). 

Żeby Was zachęcić, dodam, że książkę otrzymałam z dedykacją :), a dodatkowo dołączone do niej zostało zdjęcie autorki z autografem!!!

Marietko - jesteś wielka! :)

Komentarze (8)
Samotność - drugie imię wolności

Nie widziałam go od kilku dni, bo przychodzi i wychodzi kiedy chce. Ma swoje życie, swój mały świat, swoje własne ścieżki, które tylko czasem prowadzą go do domu. Wczoraj wreszcie się spotkaliśmy. Siedział na schodach, pod drzwiami i wyraźnie czekał. Kiedy podeszłam bliżej, spojrzał na mnie i przywitał głębokim pomrukiem, tak charakterystycznym dla jego gatunku. Ale nie wstał jak zwykle, tylko siedział i wpatrywał się we mnie. Wtedy dostrzegłam jak bardzo zmienił się przez tych kilka dni. Zmarniał, oczy straciły blask, wyraźnie rozchorował się. Wzięłam go na ręce i zaniosłam do domu, przygotowałam posiłek, ale nie był nim zainteresowany. To dla niego takie nietypowe... Podeszłam więc do niego, przyjrzałam się i już wiedziałam - bez lekarza się nie obejdzie...

Koty są samotnikami. Zazdrościmy im swobody, późnych powrotów, nocnych wypadów, własnych wydeptanych ścieżek, niezależności. Nazywamy to wolnością. Jak często jednak mylimy wolność z samotnością?

Jest dobrze, gdy mamy do kogo wrócić. Jest dobrze, gdy ktoś się o nas martwi i troszczy, choć nieraz wywołuje to nasz sprzeciw. Jest dobrze, gdy ktoś może się nami zaopiekować, zauważy chorobę, poda pomocną dłoń.

A co się dzieje gdy nie mamy nikogo? Pędzimy z miejsca na miejsce zachłyśnięci wolnością, żyjemy dla siebie, twierdzimy, że nie potrzebujemy nikogo. Ale jeśli znikniemy - nikt tego nie zauważy. Jeśli zachorujemy - nikt nie pójdzie do apteki po leki. Nikt nie pomoże wstać z łóżka. A gdy staniemy na skraju rozpaczy, a pod nami rozciągnie się otchłań bez dna - nikt nie chwyci nas nagle za rękę... To już nie jest wolność. To samotność.

Sztuką jest żyć tak, by czuć się wolnym - dopóki nie oznacza to samotności. Wolnym można być wszędzie. Natomiast prawdziwa samotność przychodzi najczęściej wtedy,  gdy otacza nas tłum... Można w nim utonąć wraz z wszystkimi problemami - i nikt tego nie zauważy.

Dlatego warto nauczyć się odróżniać niezależność od samotności. Warto, by zawsze w pobliżu był ktoś, kto we właściwym momencie weźmie nas  za rękę...

Komentarze (13)
W krzywym zwierciadle - być albo nie być gwiazdą!

Każdy z nas choć raz w swoim życiu pragnął stać się gwiazdą. Najczęściej jako dzieci marzyliśmy o wielkiej sławie na scenie lub ekranie. Niektórzy z nas marzą do dziś - że ktoś ich odkryje, że jeszcze zrobią karierę, zdobędą wielkie pieniądze. Mało kto widzi, jak tragiczne potrafi być życie gwiazdy. Ma ono bowiem nie tylko blaski, ale przede wszystkim cienie. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że cienie przesłaniają blaski całkowicie...

Po pierwsze gwiazda nie ma życia prywatnego. Tematem do plotek ogółu jest nie tylko jej życie zawodowe, ale przede wszystkim prywatne. Wyobraź sobie, że masz okropnego sąsiada, który rozpowiada paskudne plotki na Twój temat. A teraz wyobraź sobie, że takich "sąsiadów" masz całą Polskę. Każdy żeruje na Twoich porażkach i potknięciach, wyszukuje skandaliczne przykłady Twojego zachowania - choćby i z przedszkola. Nie ma dnia, żeby nie włóczył się za Tobą jakiś dziennikarz z aparatem fotograficznym. Sensacją jest Twoja nowa nieudana fryzura - i chociaż najchętniej zapadłbyś się pod ziemię, wmawiasz wszystkim dokoła, że to nowy image.Wreszcie Twój masażysta zdradza za grube pieniądze ułomności Twojej figura.

Mało? Dorzućmy więc fakt, że Twoje życie erotyczne jest tajemnicą publiczną. Nigdzie, nigdy nie jesteś sam. Na basenie, w jacuzzi, w łóżku, w restauracji - wszędzie mogą czaić się żądni krwi fotoreporterzy. Ze złamanego paznokcia - zrobią uraz ręki, z guza - obrażenia głowy. Z plamy na spódnicy - niechlujny strój, a w przypadku rozdarcia - powiedzą, że byłeś topless...

Nadal mało? Naśladują Cię setki nastolatków. A właściwie nie Ciebie, tylko to co zrobiły z Tobą media. Bo Twój wizerunek - tak dumnie przedstawiany na pierwszych stronach gazet czy w wiadomościach - nijak się ma do tego rzeczywistego. Możesz przeczytać o sobie wiele - np. że jesteś na diecie, podczas gdy nigdy żadnej nie stosowałeś. Możesz przeczytać, że obraziłeś swoim zachowaniem jakąś ważną osobistość, którą specjalnie na tą okazję wynalazły media. Możesz nawet przeczytać, że byłeś w trzech miejscach jednocześnie, czemu by nie?

Sława to ogromna presja psychiczna. Musisz dawać z siebie dwieście procent normy. Jeśli dasz mniej - powiedzą, że się nie starałeś. Każde potknięcie zostanie wykorzystane przeciwko Tobie. Musisz grać tak, żeby Twoje wady stały się Twoimi atutami, a porażki - zamierzonym działaniem. Żeby udźwignąć to wszystko, sięgasz po środki wspomagające - alkohol, antydepresanty, narkotyki... Często nie jesteś już w stanie bez nich funkcjonować. Opuszczają Cię znajomi - bo nigdy nie masz dla nich czasu. Odchodzą przyjaciele - bo w pijackim szale zdradziłeś ich sekrety swojemu szoferowi, a ten - mediom. Wreszcie odchodzą najbliżsi, którzy przewracając się natrafili na Twoją pięść. Ty tego nie pamiętasz - oni zapamiętają na zawsze...

A co jest w tym wszystkim najgorsze? Twój publiczny wizerunek, tak daleki od rzeczywistego, z biegiem czasu staje się całkiem realny. Już nie jesteś sobą, jesteś produktem mediów. Dokładnie takim, jaki one wykreowały. Nagle odkrywasz, że wszystkie przypisywane Ci wcześniej cechy, na które tak bardzo się oburzałeś - istnieją! Stały się faktem. I oto jesteś: zupełnie sam, uzależniony od prochów, przechodzący kolejne załamanie nerwowe - borykasz się z bólem fizycznym i psychicznym. Stać Cię na samochody, stać Cię na podróżowanie po świecie, stać Cię na willę w najdroższej dzielnicy - ale nie stać Cię na to, by być człowiekiem, którym byłeś wcześniej. Za sławę i bogactwo płacisz najwyższą z cen - płacisz własnym JA, które zostaje pogrzebane żywcem w imię popularności.

Ze słynnego "być albo nie być - oto jest pytanie" - chyba lepiej wybrać BYĆ. Ale być człowiekiem. A nie gwiazdą. Mieć normalne, zwyczajne i szczęśliwe życie. I nie łudzić się, że  "ze mną będzie inaczej". Nie wmawiać sobie "ja nie odwrócę się od przyjaciół". Nie powtarzać, że "mnie sława nie zmieni". Bo wielu już poszło tą drogą - lecz żaden nie miał racji...

Czy nadal chcesz być gwiazdą?

Komentarze (13)
Zagłuszyć myśli

Osoby, które śpią samotnie zwykle potrzebują usypiacza w postaci radia lub telewizora. Oczywiście nie wszystkie bo nigdy nie jest tak, że reguła obejmuje wszystkich bez wyjątku. Ale większość owszem.

Zauważyłam, że osoby które są przyzwyczajone spać w pojedynkę, samotnie - nie potrafią usnąć w ciszy. Cisza je uwiera, przeszkadza, przytłacza. Sięgają po pilota do TV nie po to, by obejrzeć film, tylko po to by coś grało. Włączają odbiornik cicho i ustawiają automatycznie, aby sprzęt wyłączył się po tym jak zapadną w sen. Inni włączają radio, płytę CD i słuchają muzyki, która ich relaksuje, uspokaja... A może po prostu zagłusza to, co niesie ze sobą cisza? Może te dźwięki bez których nie potrafią usnąć mają za zadanie zagłuszyć niespokojne myśli, odwrócić od nich uwagę? Może mają zagłuszyć uwierające sumienie? Może mają odwrócić uwagę od problemów, które szczególnie mocno przed snem kumulują się w głowie i nie pozwalają zasnąć? A może po prostu pozwalają zapomnieć o samotności?

Może. Ktoś mi powiedział, że to zwykłe przyzwyczajenie. Ale przyzwyczajenia też się z czegoś biorą. Na pytanie skąd to się wzięło, usłyszałam "Boję się ciszy. Nie lubię jej".

Co można usłyszeć w ciszy? Echa doświadczeń, gorycz porażek, nieustające pytania.  Może zbyt wiele...Cisza potrafi boleć. A może nie chodzi o to co można usłyszeć w ciszy, lecz o to czego w niej nie słychać? Płaczu dziecka, szeptu na dobranoc, a może zwyczajnie - czyjegoś oddechu? Obecność drugiej osoby sprawia, że nie potrzebujemy zagłuszaczy. Obecność drugiej osoby nie uleczy sumienia ani nie naprawi błędów, ale dodaje otuchy i wiary w to, że wszystko będzie dobrze. Podświadomie czujemy się bezpieczniej, bo razem raźniej. Szmer czyjegoś oddechu obok, a nawet sama czyjaś obecność gdzieś w drugim pokoju pozwala zapomnieć o tym, że w ciszy kryje się samotność....

Komentarze (2)
NIE JESTEŚ SAMA...

Są takie dni, kiedy nic nie układa się po Twojej myśli. Są takie dni, kiedy masz ochotę zapaść się pod ziemię. Zniknąć. Dni, kiedy wydaje Ci się, że cały świat jest przeciw Tobie, kiedy nie widzisz szans na lepsze jutro... Jeśli tak się dzisiaj czujesz - chcę Ci powiedzieć jedną ważną rzecz: NIE JESTEŚ SAMA!

Jeśli czujesz, że spadasz w przepaść, która nie ma dna, chwyć się dłoni, którą podają Ci życzliwi ludzie. Złap się wyrastającego ze skał korzenia, walcz o siebie! Walcz o swoje życie, swoje ja, swoją duszę!!!

Życie jest naprawdę piękne - nawet jeśli trudno Ci w to w tej chwili uwierzyć. Ale jest!!! I przyjdzie dzień, kiedy i Ty to dostrzeżesz. Może jeszcze nie jutro i nie za tydzień. Ale przyjdzie. Bo zawsze przychodzi. I dla takiego dnia naprawdę warto walczyć o siebie. Nie ma sensu czekać na lepsze jutro - bo jutro zaczyna się dziś. I to jakie będzie zależy tylko od Ciebie.

A jeśli czujesz, że nie masz już siły by walczyć o siebie i chcesz spaść w tą przepaść - nie licz na to! Zanim dotkniesz dna - pochwycą Cię dłonie tych wszystkich, którym na Tobie zależy. Bliskich, dalszych bliskich i bliskich dalekich - jak my, tu, w iWoman. Podsuwamy Ci wirtualną poduchę, która zamortyzuje ewentualny upadek - o ile nasze ramiona nie będą w stanie Cię utrzymać. Stanie się tak tylko  jeśli nam na to nie pozwolisz...

Więc nie broń się. Wypłacz się w wirtualny rękaw, który podsuwamy, oprzyj na silnym ramieniu kobiet, które przeżyły lub przeżywają to co Ty w tej chwili i potrafią zrozumieć. Śmiej się z nami, płacz  z nami, dziel się z nami swoimi wątpliwościami, żalem, radością, smutkiem, entuzjazmem lub bólem. My to udźwigniemy, pocieszymy Cię, wesprzemy w trudnych chwilach... Daj nam szansę. Daj szansę sobie. I uwierz - NIE JESTEŚ SAMA!

Jeśli ten wpis jest o Tobie - dedykuję Ci dzisiaj tą piosenkę: Nie jesteś sama.

Komentarze (4)
Samotność otwiera oczy

Bezsenność ma jedną cechę, która może być uważana zarówno za wadę, jak i zaletę: czas na myślenie. Częściej uważane za wadę i problem - bo nadmiar myślenia zwykle szkodzi, zwłaszcza kiedy wszystkie myśli biegną nie tym torem co trzeba. Ale taki czas na przemyślenia jest potrzebny. Pójdę dalej i zaryzykuję stwierdzenie, że każdy człowiek potrzebuje czasem odrobiny samotności. Żyjemy wśród ludzi i z ludźmi, ale to samotność pozwala nam lepiej poznać siebie, życie i świat.

Brzmi absurdalnie, prawda? A jednak takie nie jest. Jest prawdziwe.

Wyobraźcie sobie, że przebywacie z kimś non stop. Spędzacie ze sobą 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, 30-31 dni w miesiącu, 12 miesięcy w roku. Razem spożywacie posiłki, razem pracujecie (jako zespół), razem wracacie po pracy do domu, razem robicie zakupy, razem spędzacie czas wolny i dzielicie pokój na pół. Czy zdarzyło Wam się kiedyś coś takiego? Mnie się zdarzyło. Na początku jest fajnie i sympatycznie. Cieszycie się spędzanym wspólnie czasem. Ale w pewnym momencie zaczyna Wam czegoś brakować. Zaczynacie odczuwać coś w rodzaju niepokoju i zmęczenia. Szukacie kąta dla siebie. Ciszy. Spokoju. Prywatności... Szukacie samotności... Po co? Dlaczego? Przecież jest dobrze... Więc jaki w tym sens?

Teraz wyobraźcie sobie pustelnika, który żyje z daleka od cywilizacji. Nie ma wiedzy o technologii, ale za to ma przeogromną wiedzę na temat życia. Ludzie przychodzą do niego, by się poradzić, by znaleźć odpowiedzi, by odszukać sens życia, bo wydaje im się ono tak zagmatwane, że nie potrafią go ogarnąć.

Człowiek potrzebuje czasem samotności. Dzięki obcowaniu z innymi ludźmi nabywamy doświadczenia, uczymy się, ale to samotność pokazuje nam co jest naprawdę ważne. Bo dopiero kiedy zostajemy sami uświadamiamy sobie czego nam brakuje i co jest dla nas najważniejsze. Samotność stwarza nam możliwość wyciągania właściwych wniosków, dokonywania porównań i wreszcie zastanowienia się nad sobą i życiem. To samotność w pewnym sensie uświadamia nam, które wybory były słuszne a które nie. To chwile samotności pozwalają nam określić jacy naprawdę jesteśmy. Żyjemy wśród ludzi, przeżywamy z nimi to co dobre i złe, dzielimy radości i smutki. Ale dopiero kiedy zostajemy sami możemy te wszystkie zdarzenia uporządkować i określić co jest dla nas dobre a co nie. Dopiero wtedy możemy decydować z pełną świadomością tego, że to tylko nasz wybór i nikt i nic nie miało na niego wpływu.

Dlatego ośmielę się zaryzykować stwierdzenie, że samotność nie jest zła i nie trzeba się jej bać. Pomaga znaleźć równowagę i spojrzeć na wszystko z pewnego dystansu. Ważne jednak, by umieć potem wrócić do ludzi i współistnieć z nimi. Ale już inaczej - pełniej, bardziej świadomie. To samotność pozwala nam odkryć swoje potrzeby, motywy działania, pragnienia. Nawet jeśli ktoś uwielbia otaczać się ludźmi i z nimi przebywać - czasem szuka chwili oddechu. Bo samotność to miejsce, w które trzeba się czasami udać by odnaleźć siebie...

Komentarze (14)
Dlaczego nie chcemy wierzyć w miłość

Chciałam zatytułować ten wpis "Dlaczego nie wierzymy w miłość?", ale to przecież nie jest prawda. Bo wierzymy. Czekamy, tęsknimy, marzymy... Z zapartym tchem śledzimy losy bohaterów telenoweli, którzy z łezką w oku wyznają sobie po raz kolejny najszczersze uczucie. Próbujemy i mamy nadzieję - staramy się znaleźć tą drugą połowę. Więc jednak wierzymy. Tylko że nie przyznajemy się do tego. Ukrywamy przed światem swoje pragnienia, unikamy pytań o życie osobiste, bo nikt nie chce mówić o tym co się nie udaje, co nie jest na plus, co boli. Wolimy powiedzieć, że samotność to sposób na życie i świadomy wybór, niż przyznać się, że "znowu nie wyszło". Oszukujemy innych po to, by móc oszukać siebie. Wtedy żyje się łatwiej. Jeśli inni w to uwierzą to i dla nas największe kłamstwo stanie się w końcu oczywistą prawdą. Slogan "Miłość nie istnieje" albo "Nie wierzę w miłość" jest na porządku dziennym. Kiedy widzimy szczęśliwą, zakochaną parę, to tak bardzo zazdrościmy jej szczęścia, że przepowiadamy im rychły koniec, mówiąc o zauroczeniu i przejściowej fascynacji. Osiągamy mistrzowski poziom w sztuce udawania i zaczynamy wierzyć w to co mówimy do tego stopnia, że gdy miłość puka do drzwi - nie chcemy jej otworzyć. Odwracamy się na pięcie i uciekamy, wciąż wmawiając sobie, że to nie to, że i tak się nie uda, że przecież jest nam dobrze. A potem żalimy się znajomym, że jesteśmy poszkodowani przez życie i uczucie, które przychodzi do wszystkich i tylko nas wciąż omija.

Właściwe pytanie powinno brzmieć: dlaczego nie chcemy wierzyć w miłość? Dlaczego nie dopuszczamy do siebie myśli, że istnieje i jest piękna? Bo bywa nieszczęśliwa? Bywa... Ale jeśli boli, to dlatego, że to, co czujemy, jest/było prawdziwe. A może dlatego, że boimy się, że do nas nie przyjdzie? Łatwiej jest myśleć, że coś, co nam się nie zdarzyło i tak nie ma racji bytu. Jeśli nas ominie - nie będzie żal... A może to strach przed odrzuceniem lub pomyłką powoduje, że nie chcemy w miłość uwierzyć? A może...

Może byłoby jeszcze więcej powodów i wszystkie byłyby prawdziwe. Faktem jest, że nie chcemy wierzyć w miłość, boimy się wierzyć. Bo tak łatwiej, bezpieczniej, wygodniej. A mimo to - szukamy, czekamy, marzymy... Bo miłość była, jest i będzie. I nic tego nie zmieni. A my? Możemy się z tym pogodzić lub nie:) Ale dużo łatwiej żyje się ze świadomością, że miłość jednak istnieje. Akceptacja pozwala wierzyć, wiara niesie ze sobą nadzieję, a nadzieja... Pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy - i dostrzec to, co wcześniej było dla nas niewidoczne :)

 

***
umarłam dla Ciebie
w puste odeszłam przestrzenie
daleko od domu
którym dla mnie byłeś

nie piszę
nie dzwonię
nie pytam
pozwalam nie myśleć o sobie

lecz i tak wiem
że część mnie
nadal żyje w Tobie
 

Komentarze (4)
W pogoni za... za czym?

Może to dziwne, ale lubię być i czuć się niezależna. Od nikogo. Jest tak, ponieważ zbyt wiele razy zawiodłam się na ludziach, którzy mieli mnie rzekomo wspierać, pomagać, opiekować się mną. Kiedy tego wszystkiego nagle zabrakło, okazało się, że świetnie sobie radzę sama. Nie muszę czekać, aż ktoś zechce coś dla mnie zrobić, nie muszę prosić, zabiegać o coś - po prostu idę i robię. Liczę na siebie. I często, nawet jeśli jest inna możliwość, to i tak wolę załatwić sprawy sama. W ten sposób ilość obowiązków zaczyna się piętrzyć i osiąga niebotyczne rozmiary. Zbyt wielkie, aby mogła to ogarnąć jedna osoba. Nie można być w dwóch miejscach jednocześnie, a doba ma tylko 24h. Do tego dochodzi obciążenie psychiczne. W końcu któregoś dnia siadam i zastanawiam się czemu jestem taka uparta? Czemu jestem tak głupio uparta? Przecież część tych obowiązków może wziąć na siebie ktoś inny. Byłoby mi lżej, miałabym więcej czasu na własne sprawy... Czy ja naprawdę lubię być aż tak zajęta? Czy muszę mieć zawsze wszystko dopięte na ostatni guzik? Chyba tak... To zapewnia mi uczucie pewnego komfortu - wiem, że nie będę musiała niczego poprawiać. Będzie zrobione raz i porządnie. Łącznie z kropką nad przysłowiowym "i".
A co z tego mam poza satysfakcją? Zmęczenie :) Jak widać nadmiar ambicji bywa szkodliwy :) A wszystko dlatego, że lubię czuć się niezależna. I tylko czasem myślę, że dobrze byłoby mieć kogoś, kto udowodni mi, że można tą niezależność dzielić na pół - i świat się przez to nie zawali... Kogoś kto zatrzyma mnie i powie, że nie muszę się już spieszyć. Że to, czego szukam - jest właśnie TUTAJ...

OCAL MNIE

ocal mnie
gdziekolwiek jesteś
pomyśl przez chwilę
że gdzieś ktoś myślą
wypisał Twe imię
i chociaż go nie zna
to sercem je wielbi
spójnością słowa
przenika do głębi

i marząc prosi
ocal to pragnienie
gdzie dwa losy zawarte
w jedno są istnienie

ocal ten wzrok
co tęskni przemgliście
i usta szepczące
zaklęcia soczyście

raz jeden pomyśl
i ocal mą duszę
żyć bez niej nie mogę
a bez Ciebie muszę
 

Komentarze (8)
Wiosenna melancholia

 Snuję się dzisiaj sennie po domu. Pada deszcz... Lubię to - skłania do refleksji. Siadam do komputera i czytam Wasze wpisy na blogach, opisy do profili...I przychodzi mi do głowy tylko jedno pytanie: skąd tyle nieszczęśliwych i zagubionych osób wśród nas? Chyba każdy może opowiedzieć jakąś smutną historię ze swojego życia...

Kiedy byłam dzieckiem, wydawało mi się, że dorośli to bardzo szczęśliwi ludzie. Przecież mogą wszystko - iść gdzie dusza zapragnie, wracać do domu kiedy zechcą i zjeść tyle słodyczy, ile tylko dadzą radę. Nikt im nie mówi co mają robić... Rzeczywistość okazała się inna. Wszyscy jesteśmy w jakiś sposób ograniczeni - przez czas, pieniądze, zobowiązania w pracy i w domu. Nie stać nas na beztroską radość i spontaniczność. Nie stać nas na prosty gest, na ludzkie odruchy, ani nawet na bezinteresowny uśmiech. Wszyscy nosimy w sobie jakiś żal, a na sercu rany - jeszcze świeże lub już zabliźnione. Nie czujemy się szczęśliwi w tym dorosłym świecie, który miał być taki wspaniały. Wraz z dzieciństwem tracimy wolność a w zamian zyskujemy tylko prawa: prawo do odpowiedzialności, prawo do głosowania... I najbardziej zaskakujące - wszyscy walczymy o prawo do życia. A przecież to jedno zyskujemy już w chwili poczęcia - prawo istnienia. Niestety - w dzisiejszym świecie pełnym przemocy, upadków gospodarczych i kryzysów toczymy nieustanną walkę - o przetrwanie. O godne życie - życie szczęśliwe, życie bez upokorzeń... I w zaciszu własnego domu niejednokrotnie przeżywamy dramaty, z którymi żadna telenowela nie może się równać. Bo są nasze własne... Bo nie zawsze kończą się happy end'em. A może nawet bardzo bardzo rzadko... Pod grubą warstwą makijażu ukrywamy nieprzespane noce i siateczkę zmarszczek, nakreśloną nie znakiem czasu, ale bagażem ciężkich doświadczeń...

I dziś każdej kobiecie, która zna uczucie pustki, zagubienia i jest nieszczęśliwa, każdej, która potrzebuje wsparcia i czuje się samotna, chcę powiedzieć tylko jedno: NIE JESTEŚ SAMA. Jest nas wiele...

Komentarze (0)