iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Przyjaciel czy wróg? Historia Oli.

Czy Twoi przyjaciele naprawdę są Twoimi przyjaciółmi czy może znajomość z Tobą jest tylko szansą na zysk?

Moja dobra znajoma, Ola, zatrudniła się w pewnej firmie. Od początku nie ukrywała tego, że zyski materialne są dla niej ważne. Miała swoje plany i w ten sposób dążyła do ich realizacji. Współpraca z szefostwem układała się ciężko. Ola, bardzo ambitna dziewczyna, robiła więcej niż powinna, wykazywała inicjatywę, tryskała pomysłami. Szefostwo doceniło ją w bardzo dziwny sposób. Kiedy przyszło do zapłaty, dziewczyna dostała tylko połowę uzgodnionej kwoty. To znacznie ostudziło jej zapał. Szefowie nie uzasadnili swojej decyzji, ale stwierdzili, że są zadowoleni z jej pracy. Dotknięta niesprawiedliwością Ola postanowiła robić tylko tyle, ile musi. Ograniczyła się do swoich obowiązków. Dopiero wtedy szefostwo dostrzegło swój błąd i postanowiło wynagrodzić pracownicy niesprawiedliwą decyzję. Mimo wszystko Ola była dla nich bardzo cennym pracownikiem, którego nie chcieli stracić. Niestety, kwestie finansowe jeszcze kilka razy stały się powodem konfliktów między Olą a zwierzchnikami.

Minęło kilka miesięcy. Przed Olą otworzyły się nowe perspektywy. Wiązały się one z wyjazdem za granicę. Poinformowała szefostwo, że za pół roku opuści firmę i wyjedzie na jakiś czas. Reakcja przeszła jej najśmielsze oczekiwania. Rozmowa skończyła się wielką awanturą. Dziewczynie zarzucano, że chce zostawić firmę na lodzie, że ciężko będzie znaleźć kogoś na jej miejsce z podobnymi kwalifikacjami. Ola przejęła się sytuacją i postanowiła wszystko wyprostować, czyli znaleźć zastępstwo na czas ewentualnego wyjazdu. Zapytała przyjaciółkę, czy podjęłaby się zastępstwa, gdyby ona musiała wyjechać. Iwona, bo tak miała na imię owa przyjaciółka, zgodziła się. Zastrzegła sobie jednak, że to tylko i wyłącznie wtedy, jeśli Ola naprawdę wyjedzie. Szczęśliwa Ola przedstawiła szefostwu kandydaturę potencjalnej zastępczyni.

Niestety, wszystko potrafi zmienić się z dnia na dzień. Wyjazd Oli został odwołany. Wydawało jej się więc, że będzie po staremu. Nie przewidziała tylko tego, że Iwona zmieniła swoje nastawienia do ewentualnej pracy i postanowiła ją zdobyć za wszelką cenę. Poszła do zwierzchników Oli i opowiedziała im wymyśloną historyjkę. Z jej ust padło między innymi stwierdzenie, że Ola oszukuje pracodawców, że jej wyjazd jest aktualny, ale nic nie mówi, bo chce się na nich zemścić.
Pracodawcy uwierzyli Iwonie, nie słuchali wyjaśnień Oli. Zawiesili ją, Iwonę przyjęli na okres próbny.

Obecnie Iwona chadza do kawiarni i klubów w towarzystwie jednego z szefów... Ola straciła pracę i została z niczym. Czy Iwona od początku chciała tak postąpić? A może przekonały ją ewentualne zyski finansowe? Tego nie wie nikt...

Życie nieustannie czegoś nas uczy.  Trzeba bardzo uważać na to, kogo nazywamy przyjacielem. Może się bowiem okazać, że pod maską dobra i życzliwości, ktoś skrywa zupełnie inne zamiary...

Komentarze (11)
Dlaczego starsze panie kłamią?

Blada, poorana zmarszczkami twarz. Czas pozostawił na niej piętno wielu przeżytych lat. W centrum twarzy uwagę przykuwają oczy - nieco mętne, zmęczone tym co dotąd widziały. Spojrzenie doświadczonego życiem człowieka. Któż nie uwierzyłby takiej osobie? Któż nie uwierzyłby dziewięćdziesięcioletniej staruszce? Czemu miałaby kłamać? Pewnie nic nie przychodzi Wam do głowy. A może to znacie? Otóż moi drodzy - takie starsze panie potrafią być prawdziwą fabryką kłamstw, oszczerstw i centrum konspiracji. Każdego dnia serwują nam prawdziwy popis gry aktorskiej.

Dlaczego starsze panie kłamią?

Powodów może być kilka. Po pierwsze zwykle czują się samotne. Są spychane przez społeczeństwo na margines i zostają same, wyłączone z życia. Kłamią, żeby tą samotność nieco oszukać. Żeby zmusić krewnych do częstszych odwiedzin. Do zwiększenia troski, uwagi. Niby takie niewinne kłamstwo nie powinno nikomu zaszkodzić. Dopóki nie stanie się czyjąś obsesją. A zdarza się to dość często. Kilka niewinnych kłamstw zamienia się w prawdziwą lawinę oszustw, pogłębiającą się z każdym dniem. Kłamstwo staje się chlebem powszednim kochanych staruszek.

Najczęstszym tematem kłamstw jest oczywiście stan zdrowia. Starsze panie często mówią, że czują się znacznie gorzej niż jest w rzeczywistości. Głównie po to, by wzbudzić czyjeś współczucie. Czemu mielibyśmy im nie wierzyć? W końcu wiek robi swoje. Ale zauważyłam, że to nie do końca jest tak jak nam się wydaje.

Ostatnio byłam świadkiem sytuacji, w której starsza poważna pani tak kłamała lekarzowi na temat swojego stanu zdrowia, że nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Tylko po to by przepisał więcej leków (chyba trochę na wszelki wypadek) i by udowodnić krewnym, że jest ciężko chora. W domu każdego dnia odgrywa przed nimi prawdziwą komedię. A kiedy zostaje sama...wyskakuje z łóżka i dostaje skrzydeł. Kiedy zostaje sama doskonale sobie ze wszystkim radzi i potrafi nawet robić piesze wycieczki. Może nie są to maratony, ale jak na kogoś kto wmawia wszystkim, że nie może w ogóle chodzić - to sporo :).

Po trzecie - starsze panie kłamią, aby osiągnąć cel. Staruszkom się przecież nie odmawia. Często udają mniej sprawne lub mniej świadome tego co się dzieje, jeśli jest to dla nich korzystne. Czasem chodzi o to, by zostać zauważonym, czasem o to by czuć się potrzebnym. Tak niejednokrotnie jest z paniami, które "wiedzą", że widziały coś czego nie było. Szybko wyciągają wnioski - i na poczekaniu uwiarygodniają i ubarwiają swoje słowa wymyślonymi historiami.

Kłamstwo które staje się prawdą

A najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że w pewnym momencie starsze panie same gubią się w swoich kłamstwach i już nie wiedzą co jest prawdą a co nie. Zaczynają więc same wierzyć w to, co mówią. Dzięki temu stają się bardziej wiarygodne. Są przekonane, że mówią prawdę i mają rację. Z czasem przychodzi im to coraz łatwiej, aż wreszcie nawet one same tego nie zauważają. I nawet lekka sugestia dotycząca ich pseudoprawdomówności wywołuje burzliwą dyskusję na temat niesprawiedliwości oszczerczego świata.

Gdyby się nad tym zastanowić, niektórzy  z nas przechodzą podobne stany dużo wcześniej. Może z wiekiem to się po prostu nasila? A może to my jesteśmy winni takiemu stanowi rzeczy, bo spychamy ludzi w podeszłym wieku na margines? Przecież człowiek, któremu niczego nie brakuje, nie musi zwracać na siebie uwagi. Warunki materialne i byt to nie jest wszystko co niezbędne ludziom do życia. Ludziom przede wszystkim brakuje miłości. Może tej dajemy seniorom zbyt mało? Może za rzadko ją okazujemy?

Takie "niewinne" kłamstwa potrafią rozbić lub skłócić całe rodziny. Starsze panie często ranią innych swoimi słowami i wiele razy udaje im się komuś zaszkodzić lub zepsuć opinię. Bo kto nie uwierzy słowom starszej schorowanej pani?

Komentarze (2)
Czyżby legalne oszustwo?

Umowa 12-miesięczna. Wedle niej przez okres kolejnych 12 okresów rozliczeniowych operator przyznaje abonentowi pewne wymienione w umowie profity i zniżki. Tak wygląda to na papierze. W rzeczywistości rabaty i obiecane zniżki przyznawane są jedynie przez okres 11 miesięcy, dzięki zastosowaniu przez operatora bardzo sprytnego wybiegu. Czyżby legalne oszustwo?
Zdenerwowałam się wczoraj. Jestem (nie?)szczęśliwą posiadaczką numeru telefonu w tzw. mixie. Co miesiąc płacę stałą kwotę (druki do zapłaty operator przesyła z wyprzedzeniem na cały czas trwania umowy), a jeśli potrzebuję więcej - doładowuję kartą. Od lat również jestem związana z tym samym operatorem telefonii komórkowej (choć coraz częściej zaczynam zastanawiać się dlaczego - może to kwestia przywiązania?).Zdarzały nam się wcześniej nieporozumienia, ale o ile sobie przypominam nigdy nie poczułam się oszukana. Do wczoraj.

Moja stara umowa wygasła 30 maja tego roku. Nowa umowa została podpisana jeszcze w marcu (za sprawą dzwoniących do mnie konsultantów). Wedle dokumentu, który mi przysłano i który został podpisany przez obydwie strony, cytuję "Umowa zostaje zawarta na czas określony 12 miesięcy, liczone od 2009-05-30". Oczywistym dla mnie był fakt, iż zarówno zniżki jak i inne korzyści oraz taryfy zaczynają obowiązywać tego właśnie dnia. Nic bardziej mylnego. A wydało się przypadkiem. Zadzwoniłam bowiem do konsultanta z prośbą o przesłanie mi kolejnych druków do zapłaty. Pan nie umiał mi dobrze wytłumaczyć o co chodzi, ale stwierdził, że moja umowa wchodzi w życie dopiero z dniem 29 czerwca. Poprosiłam grzecznie aby ponownie sprawdził, ale jego odpowiedź była taka sama. Trafiło mnie. Po południu zadzwoniłam jeszcze raz. Tym razem telefon odebrała kobieta, z którą rozmawiało mi się dużo łatwiej i która wytłumaczyłam mi w czym rzecz. Otóż umowa obowiązuje od 30 maja tego roku do 30 maja roku następnego. Obowiązuje MNIE - tzn. że nie mogę w tym czasie wypowiedzieć umowy i muszę utrzymać aktywny numer. Natomiast obiecane w umowie profity są aktywowane "najpóźniej z dniem rozpoczęcia najbliższego okresu rozliczeniowego następującego po dniu zakończenia umowy na czas określony". Słowo wyjaśnienia. Każdy okres rozliczeniowy zaczyna się 29 dnia miesiąca. Tak więc ostatni okres rozliczeniowy zaczął mi się 29 maja - kiedy to jeszcze obowiązywała stara umowa. Mimo że nowa umowa weszła w życie 30 maja, to usługi dla niej aktywowane będą dopiero z początkiem nowego okresu rozliczeniowego czyli 29 czerwca. Od 29 czerwca tego roku do 30 maja roku przyszłego jest tylko 11 miesięcy jeśli mnie pamięć nie myli. I w ten oto sposób umowa 12-miesięczna, z której miałam czerpać korzyści przez kolejnych 12 miesięcy, nagle obowiązuje tylko miesięcy 11. Oczywiście operatora. Tak przynajmniej zrozumiałam. Czy nie sprawiedliwiej byłoby wyznaczyć początek nowej umowy na dzień będacy początkiem nowego okresu rozliczeniowego - czyli 29 maja? Wtedy wszystko pasowałoby idealnie, nie byłoby niejasności... Pytanie - czy z dniem 29 maja roku przyszłego zostaną mi przyznane po raz kolejny (12) zniżki, skoro umowa kończy się 30 maja 2010? Nie sądzę...
W chwili obecnej czekam na jasną i klarowną odpowiedź w tej sprawie. Póki co piętrzą się przede mną administracyjne schody. 

Jestem zła, ponieważ jestem związana z tym operatorem od lat. Tymczasem nacisk w tej firmie położony jest na zdobywanie nowych klientów - bardziej niż na zatrzymanie starych i zasłużonych. Gdzie tu jest sens i logika? Człowiek wiąże się z operatorem umową, korzyści ma i tak niewielkie w porównaniu do osób dopiero co wstępujących, taryfy wyższe, i jeszcze dochodzi do takich sytuacji... Pretensje oczywiście nie do Bogu ducha winnych konsultantów, którzy wykonują swoją pracę, ale do osób przygotowujących treść umowy. Na chwilę obecną czuję się oszukana. Mam nadzieję, że sprawa wkrótce wyjaśni się z korzyścią dla mnie, choć raczej się na to nie zanosi.

Komentarze (6)