iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Czy starszemu naprawdę wszystko wolno?

Czy wraz z wiekiem nabywamy jakieś prawo do mówienia więcej niż wypada? Czy osoby w podeszłym wieku nabywają jakieś nowe prawo mówienia co myślą bez względu na konsekwencje? Nawet jeśli to bzdury i kłamstwa?

Nie wiem co się porobiło z tym dzisiejszym światem. A może zawsze tak było? Osobom w wieku podeszłym - przerażającej większości tych osób - wydaje się, że mogą wszystko! Mogą wszystko powiedzieć - nawet jeśli nie jest to zgodne z prawdą. Mogą obrażać najbliższych - bo na pewno będzie im wybaczone. Mogą mieć dziwaczne zachcianki - bo zostaną spełnione. Pytanie: czy to przychodzi z wiekiem, czy też to postawa społeczeństwa tak kształtuje ludzkie charaktery? Założę się, że wielu z Was słyszało: "No trudno, On/Ona ma już tyle lat". Widząc, że granica dla pewnych norm jest im przesuwana, wiele starszych osób zdaje się to wykorzystywać.

Co byście zrobili, gdyby się okazało, że Wasze dziecko rozpowiada kłamstwa na Wasz temat? Zapewne staralibyście się dojść przyczyny problemu. W końcu dziecko jeszcze nie rozumie do końca, co jest dobre a co złe, szuka granicy - co wolno, na ile może sobie pozwolić. A co zrobilibyście gdyby to osoba dojrzała i dorosła rozpowiadała na Wasz temat nieprawdziwe rzeczy? Oczywiście - staralibyście się to ukrócić. Pojawiłaby się złość i agresja. Bo dorosła osoba powinna umieć odróżnić dobro od zła. A co się dzieje kiedy oczernia Was - zdawałoby się - przemiła staruszka? Cóż również pojawia się złość. Ale problem jest szerszy - bo starszym wszyscy wierzą. Bo niby czemu starsza pani miałaby coś wymyślać? I niewiele można z tym zrobić.

Starsze panie mają ten dziwny sposób wypowiadania się o młodszych pokoleniach, sugerujący, że one znają życie i wiedzą lepiej. Owszem, znają życie - ale to, które same przeżyły. Wszystko zmienia się z biegiem czasu. Czy przetrwałyby, gdyby przyszło im żyć w naszych czasach? Trudno powiedzieć...Czy umiałyby się dostosować? Niektóre z nich...

Osoby starsze, to osoby, które generalnie powinno się otaczać szacunkiem, zrozumieniem, miłością. Jakże trudno jednak otoczyć szacunkiem i zrozumieniem kogoś, kto opowiada niestworzone rzeczy o naszym prywatnym życiu! Kto mąci, roznosi plotki, jątrzy... Czy celowo? Hmm... Może z nudy? A może, żeby zwrócić na siebie uwagę? A może chce dobrze, ale nie uznaje innych metod niż te ogólnie przyjęte za czasów młodości? Trudno powiedzieć... Wiem natomiast, że podeszły wiek nie może być usprawiedliwieniem dla wymyślanych kłamstw czy obrażania kogoś. Każda próba usprawiedliwienia takiego zachowania i przymknięcie na nie oka owocuje przesunięciem granicy. Pojawiają się kolejne kłamstwa. coraz ciekawsze, barwne, powodujące coraz więcej problemów. Więc jak myślicie? Czy wiek powinien wszystko tłumaczyć? Czy powinniśmy przymykać oczy? Czy może należy takie sytuacje od razu prostować? Może wtedy będzie ich mniej? Czy to wiek powoduje, że ludziom wydaje się, że mogą wszystko? Czy też to społeczeństwo kształtuje nas w ten sposób, że nabieramy przekonania o swojej nieomylności?

Komentarze (22)
Avatar - zagrożeniem doktryny Kościoła katolickiego???

Jak można się było tego spodziewać, film "Avatar" został ostro skrytykowany przez Kościół katolicki. Główne powody podawane przez przedstawiciela Watykanu - to jego płytkość i brak podstawowych ludzkich emocji u przedstawicieli obcej rasy. Mówi się również o tym, że film szerzy teorię wędrówki dusz (reinkarnacja) - a więc przechodzenia duszy do nowego ciała i odradzania się w nim, co jest sprzeczne z doktryną Kościoła katolickiego.

Nie jest to pierwszy film, który nie zyskał aprobaty Watykanu. Wcześniej ostro krytykowana była seria filmów o Harrym Potterze (zarówno filmy jak i książki), które rzekomo promują czarną magię i okultyzm. Z bardzo nieprzyjemnym przyjęciem i opinią Kościoła spotkały się również dwie ekranizacje książek Dana Browna: "Kod Da Vinci" oraz "Anioły i demony". Inne ostro skrytykowane przez Watykan filmy to m.in.: "Ostatnie kuszenie Chrystusa", "Matka Joanna od Aniołów", głośny film Mela Gibsona "Pasja", "Stygmaty" oraz "Antychryst". Można by zapewne wymienić jeszcze wiele im podobnych.

Kościół krytykuje filmy stanowiące w Jego pojęciu zagrożenie dla doktryn katolickich, propagujące "czarostwo" i magię, wypaczające idee biblijne. Na liście filmów zakazanych znalazł się także film "Złoty kompas" - zdawałoby się - niewinna bajka, w której - wybaczcie - ja nie umiem dopatrzyć się niczego złego.

Im głośniejszy i bardziej popularny film - tym silniej Kościół doszukuje się w nim przesłanek satanistycznych. Wiadomo bowiem, że takie obrazy trafiają do mas. Wynika z tego tylko tyle, że trwająca tysiące lat instytucja Kościoła czuje się zagrożona wobec pojawiających się w kinie kolejnych produkcji. Nadinterpretując w wielu przypadkach fakty - Kościół obawia się o swoją pozycję oraz zamęt jaki w umysłach wiernych mogą wywołać wspomniane filmy. Czy nie jest to wyraz niepewności i braku zaufania do wiernych? Czy nie jest to wyraz powątpiewania w czystość naszej wiary?

Tymczasem nikt nie reaguje, kiedy w TV pojawiają się bajki typu "Włatcy móch", które moim prywatnym zdaniem dużo silniej deprawują podatne na ingerencję najmłodsze umysły. Tak silnie krytykowany Harry Potter, mimo stosowania magii - zmaga się ze złem i propaguje szlachetne ludzkie odruchy i postawy. Nikt nie reaguje, gdy pojawiają się ekranizacje baśni polskich, gdzie pierwiastek diabelski przejawia się wielokrotnie. Jak więc to nazwać? Czy Kościół katolicki jest po prostu niedokładny w swoim działaniu? Czy też wypowiada się tylko wtedy, gdy oglądalność filmu sięga milionów na całym świecie?

Komentarze (38)
Drogą pod prąd...

Życie ludzkie jest dziwne. Trudne - wszak nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Nikt nie powiedział, że nie będzie problemów, chwil zwątpienia, trosk... Nikt też nie obiecywał szczęścia. Na wszystko co w życiu mamy - trzeba sobie zapracować. I tylko nieliczni dostają od życia prawie wszystko. Prawie - bo nigdy nie jest tak, że całość podana jest im na srebrnej tacy. Ktoś kto dostaje bogactwo - rzadko otrzymuje w prezencie od losu także szczęście niematerialne, jak miłość, przyjaźń, szacunek. Te wartości zwykle nie idą w parze z pieniędzmi. A Ci, którzy otrzymują od losu więcej niż inni - często nie potrafią tego docenić. Miast cieszyć się własnymi osiągnięciami, często zaglądają ciekawie w życie innych ludzi. Szukają w nim luk, wad. A niejednokrotnie i wchodzą w nie z butami. Nie umiejąc dostrzec własnego szczęścia bądź nie potrafiąc go zatrzymać - burzą szczęście innych osób. Po co? Być może po to, by znów móc poczuć się lepiej, dowartościować się cudzą porażką.

To od nas samych zależy, czy pozwolimy obcym/znajomym/rodzinie niszczyć nasze życie - wtrącać się w nie, decydować o nim. Nasi bliscy i dalecy często nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele znaczy dla nas ich opinia. A ta opinia często oparta jest o utarte schematy, stereotypy... Ci bliscy i dalecy często nie zdają sobie sprawy z tego jak bardzo nas ranią ich słowa - o tym, że nie żyjemy zgodnie z ich oczekiwaniami, że odstajemy od reszty, że żyjemy inaczej, że nie idziemy z duchem czasu. Te słowa padają zwykle, kiedy zupełnie się ich nie spodziewamy i nie oczekujemy - bo ułożyliśmy życie po swojemu, lepiej lub gorzej, i jest nam z tym dobrze. Czujemy się szczęśliwi. I wtedy w sam środek tego szczęścia ktoś wpada ze swoimi przepowiedniami, złymi wróżbami, złorzeczeniem. Podobno człowiek myśli, że jest szczęśliwy, dopóki ktoś mu nie uświadomi że nie jest. Być może. Ale ja myślę inaczej. Człowiek jest szczęśliwy, dopóki żyje w zgodzie ze sobą i nie zastanawia się nad tym, co pomyślą inni. Człowiek jest szczęśliwy dopóki spełnia swoje pragnienia, a nie cudze. Wreszcie - człowiek jest szczęśliwy, dopóki ktoś swoimi mądrościami i wizjami nie zechce tego szczęścia zburzyć. A ponieważ jesteśmy tylko ludźmi - rozważamy to, co zostaje poddane w wątpliwość. Nawet jeśli to nasze własne życie i szczęście. Wystarczy jedna mała chwila słabości. Wystarczy Jedna chwila zwątpienia.

Dlatego w życiu warto przecierać nowe szlaki, zamiast iść tymi utartymi. Inspiracją tego wpisu jest nowa blogerka i jej dzisiejsze wpisy. Omeno1 - to dzięki Tobie powstał ten tekst. Zawdzięczam go także Chince (vel. Formic)  i Wacikowi.

W komentarzu napisałam dzisiaj, że to, że wszyscy płyną z prądem nie oznacza, że ja też muszę. Nie muszę. Mogę wybrać drogę pod prąd. Będzie trudniej. Będzie więcej problemów. I ludzi, którzy zechcą zburzyć mój spokój. Moje szczęście. Ale ja wiem kim jestem sama dla siebie. I dopóki będę wierna sobie - będę szczęśliwa. Nie mogę tylko pozwolić innym na to, by poddawali moją wartość w wątpliwość. Ja znam swoją wartość i nikt mi tego odebrać nie może. Nie będę tracić czasu na przekonywanie do siebie tych, którym wcale na moim szczęściu nie zależy. Bo prawda jest taka, że gdy ktoś wykazuje niezdrowe zainteresowanie moim życiem - nie robi tego dla mnie. Lecz dla siebie. Niszcząc coś mojego - zapomina o tym jak bardzo sam jest nieszczęśliwy.

Dlatego trzeba pozostać wiernym sobie - nawet jeśli oznacza to drogę pod prąd. Dopóki jestem szczęśliwa - nie potrzebuję innych by poddawali moje życie ocenie ani ich opinii, by czuć się kimś wartościowym. Dopóki jestem szczęśliwa i postępuję zgodnie z własnym sumieniem - wiem, że wybrałam właściwie. I tylko to się liczy.

Komentarze (18)
Przyjaciół poznaje się w biedzie

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Ja swoich wirtualnych przyjaciół poznałam podczas wielu miesięcy prowadzenia bloga - podczytując i komentując ich wpisy, czytając komentarze pod moimi wpisami. Nie zawsze się zgadzamy. Miewamy odmienne zdania. Ale - tu uwaga - nie trzeba się zawsze ze sobą zgadzać, żeby się lubić. Nie trzeba mieć identycznych opinii, żeby się wspierać. To, że mamy odmienne zdania nie oznacza, że musimy się kłócić. Można dyskutować w atmosferze harmonii, nie trzeba się atakować ani używać agresywnych zwrotów. Trzeba natomiast wzajemnie siebie szanować. I umieć uszanować tę całą odmienność.

Grono przyjaciół, o których piszę, nie zawsze było takie same. Zaczęło się od jednej osoby i stopniowo się powiększało. Nadal się powiększa. Ale powoli. Gdy ktoś nie tylko bierze, ale i daje coś z siebie. Wrogość i agresja nie sprzyjają atmosferze zawierania przyjaźni. Trzeba dobrej woli, czasu, zrozumienia. Nie jest to grono zamknięte. W każdej chwili może się powiększyć. I nie trzeba do tego przechodzić dziwnych prób. Na początek wystarczy dać coś z siebie innym - i dać się poznać.

Moi wirtualni przyjaciele to niby tacy zwyczajni ludzie. Żony i mężowie, matki i ojcowie, studenci, ludzie pracujący, mający swoje słabości. Ale dla mnie to ludzie absolutnie nieprzeciętni. Błyskotliwi, czasem zapalczywi, innym razem spokojni. Ludzie inteligentni, posiadający własne zdanie, umiejący wyrazić je w sposób kulturalny. To ludzie pełni wiary i siły. Ludzie, których łączy wzajemna sympatia. Ludzie, którzy potrafią się wspierać w trudnych sytuacjach i pomagać sobie gdy zachodzi taka potrzeba. Czy można oczekiwać czegoś więcej od definicji wirtualnego przyjaciela? To ludzie pełni zrozumienia i uroku, ale trzeba dać im szansę i zechcieć ich poznać.

Wiem też, że mam wielu wirtualnych przyjaciół, których nie znajdziecie wśród moich znajomych. Z różnych powodów są to osoby, które własnego bloga nie prowadzą. Czasem coś skomentują. Czasem tylko prześlą prywatną wiadomość. A czasem po prostu są. To już bardzo wiele.

Wszystkim moim wirtualnym przyjaciołom dziękuję. Za to, że jesteście. Nie będę wymieniać imiennie, ponieważ nie leży to w mojej mocy. Ale Wy wiecie, że to dla Was. Wszystkim, którzy są i pamiętają, wszystkim, którzy tu wracają.

A tych, którzy nie wierzą w wirtualne przyjaźnie, nie będę przekonywać że ta więź jest prawdziwa. Nie słowa bowiem, lecz czyny mówią same za siebie. Dzięki niedowiarkom i malkontentom ta więź staje się jeszcze bardziej rzeczywista i silna. Bo my nie opuszczamy siebie w potrzebie. Stajemy ramię przy ramieniu.

Nie ma ludzi doskonałych, dlatego też żaden z moich przyjaciół doskonały nie jest. Wszyscy popełniamy błędy, czasem dajemy się ponieść emocjom. To wszystko sprawia, że jesteśmy ludźmi. Właśnie ta niedoskonałość. Ale każdy wielki człowiek był kiedyś napiętnowany w jakiś sposób. Przez innych ludzi, bądź życie. A dla  mnie - moi drodzy wirtualni przyjaciele - jesteście wielcy. Bo nie trzeba zdobywać szczytów by być wielką osobowością. Wystarczy być dobrym człowiekiem.

Komentarze (29)
Co najbardziej zniechęca u mężczyzn? Ankieta.

Starając się odwrócić ogólną uwagę od działań na tyłach wroga i próbując schować własne emocje do pudełka z napisem "potem", postanowiłam zamieścić kolejną lekką i niewinną ankietę. Sprawdzałam już, co najbardziej podoba się nam w mężczyznach. Czas dowiedzieć co nas najbardziej do nich zniechęca.

Wiadomo - ile kobiet, tyle zdań na ten temat. Wybrałam kilka cech, zamieściłam w ankiecie i bardzo prosiłabym odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie.

Wiadomo. Po jakimś czasie, gdy poznamy człowieka i jego wady - łatwo jest mówić o tym co nam w nim przeszkadza. Są jednak również cechy, które dają się zauważyć już na pierwszy rzut oka, podczas pierwszego spotkania. Może to być wyjątkowa agresja człowieka lub niechlujny wygląd. Niektórym wystarczy, że dana jednostka pali papierosy lub nadużywa alkoholu. Czasem wydaje nam się to niewielką przeszkodą - bo przecież są to rzeczy "zmienialne", a kobiety lubią wierzyć, że swoją miłością zmienią każdego mężczyznę. Cóż, historia zapewne zna i takie przypadki, ale najczęściej takie próby wprowadzenia zmian kończą się fiaskiem. Mężczyzna mówi "Od samego początku wiedziałaś jaki jestem". I w sumie ma rację... Pomijając dywagacje na ten temat, są kobiety, którym bardziej przeszkadzają inne cechy. Na przykład wulgarne słownictwo lub brak dobrych manier. Inne odrzuca zapaszek sugerujący brak znajomości elementarnych zasad higieny osobistej. Jeszcze inne są poirytowane dyktatorskim sposobem bycia :).

Cóż panowie, różne mogą być powody, dla których kobieta nie chce się z Wami umówić po raz drugi. Albo nawet po raz pierwszy. Zapewne przyglądacie się teraz sobie z zaciekawieniem. Jeśli znacie ten ból, być może będziecie zainteresowani wynikami tejże ankiety. Przekonajmy się więc, które cechy dyskwalifikują Was z miejsca :)

Gorąco zachęcam do udziału w ankiecie. Z góry dziękuję za wszystkie oddane głosy. Pozdrawiam :)

Komentarze (20)
Na poprawę humoru - zima wieczorową porą...

A na poprawę humoru (głównie swojego) i dla zmiany tematu wstawiam kilka fotek. Zimowych rzecz jasna. Właściwie już bez komentarza. I robię sobie wolne. Na jakiś czas....Trzymajcie się ciepło! ;)

Komentarze (22)
O rekordach słów kilka

Dzisiejszy wpis dedykuję rekordzistom :). Będzie bowiem o rekordach. Nie Guinessa bynajmniej, aczkolwiek czuję że zbliżamy się  i do tej granicy. Ostatnie dni bowiem obfitują w przekraczanie szczytów już zdobytych.

Otóż poległam :). Poległam przygwożdżona:

  • ilością zaproszeń do znajomych. O tym mówi się na blogach od kilku dni;
  • ilością komentarzy - często nie na temat. Krótkich, niezrozumiałych, mało tematycznych, wieloznacznych;
  • zmiennością zdania i opinii u jednej i ten samej osoby, która może pojawić się w czasie komentowania tego samego artykułu;
  • infantylnością argumentów lub zupełnym brakiem właściwej argumentacji;
  • nieumiejętnością czytania ze zrozumieniem - na ilość, a nie na jakość;
  • zawiścią i zazdrością ludzką - tylko czego niby mieliby mi zazdrościć? Nie ma mnie nawet w pierwszej trzydziestce rankingu:) Może celności uwag? :) A może to strach przed prawdą? Nie, na pewno się czepiam ;)
  • nagłym wzrostem zaślepienia ludzkiego i szaleństwem tłumu biegnącego w kierunku marchewki, jakby to była jedyna marchewka na świecie (znacie powiedzenie z kijem i marchewką? )To chyba jednak prawda, że lody i hamburgery kontrolują nasz mózg ;). Zdaje się wpływają też na trzeźwość osądu ludzkiego a nie tylko na samo łaknienie;
  • siłą inwencji twórczej - przyznam, że jest wprost powalająca.

Zauważyłam rosnącą tendencję bicia rekordów. Przede wszystkim modne staje się posiadanie grona znajomych rzędu minimum kilkuset osób. Czy szczęśliwym posiadaczom tylu przyjaciół zazdroszczę? Nie. Ponieważ wszystkie osoby, które znajdują się wśród moich znajomych są mi lepiej lub gorzej znane. Wiem coś o ich pasjach, radościach, smutkach, o tym co lubią a czego nie. Wiem coś o nich samych. Wiem coś o ich życiu, rodzinach, nadziejach i motywacji na przyszłość. Znam ich marzenia. Interesuje mnie to to co robią poza blogiem i czy wszystko u nich w porządku. Będąc szczęśliwą posiadaczką kilkuset znajomych nie miałabym czasu pytać ich o zdanie czy plany na przyszłość. Nie miałabym czasu na teraźniejszość. Pewnie zwyczajnie zaczęliby mi się mylić po pewnym czasie. Jeśli nie umiem zapamiętać imienia znajomego lub dostrzec go wśród innych - to już chyba nie jest znajomy, prawda? A moi znajomi, również potrafiliby powiedzieć o mnie coś więcej. Bo to są relacje, które budowaliśmy miesiącami. Mają solidne podstawy. Wiele już razem przeżyliśmy i cieszy nas wzajemne towarzystwo. Jesteśmy otwarci na nowe jednostki i nowych przyjaciół. Ale żeby kogoś nazwać tym słowem - trzeba go choć trochę poznać. I moje minimum - polubić i szanować.

Niektórzy postanowili ustanowić rekord w ilości komentarzy. Niestety - jak napisałam - postawili na ilość a nie na jakość. Ktoś zapytał mnie, dlaczego ja dodaję komentarze skoro nie zależy mi na punktach? To proste: bo chcę i mogę, a to forum nie zostało stworzone tylko dla konkursowiczów, ale także dla ludzi, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia. Niestety, jednostki takowe giną w rozjuszonym tłumie ;). Być może niektórym trudno jest pojąć fakt, że nie wszystko robi się dla konkursu. Czasem robi się to dla zasad. Czasem po to by polemizować. Czasem by pokazać, że komentarz może być dłuższy niż dwa słowa - i może być na temat ;).

Jeszcze inni ustanawiają rekordy w ilości opinii na jeden i ten sam temat. Cóż, widać jestem ograniczona myślowo, bo kiedy mam jakąś opinię na temat czegoś, to trzeba użyć zdrowych argumentów by mnie przekonać do jej zmiany. Niektórzy nie potrzebują tak wiele - wystarczy słowo, by zmienili swoją opinię i wyrazili ją w kolejnym komentarzu. A co z obroną własnego zdania? Cóż, nie można bronić swojego zdania, kiedy nie posiada się wystarczających argumentów. Wtedy - najprostszym rozwiązaniem jest zmiana stanowiska.

Niektórzy biją rekordy w szybkości czytania. Niestety, przekłada się to na jakość rozumienia i odbioru. Kłania się czytanie ze zrozumieniem. Może należałoby po prostu czytać wolniej? Albo..... nie napiszę tego, ktoś mógłby się obrazić, gdyby niechcący dotarł do tego miejsca mojego wpisu.

No i wreszcie - dotarliśmy do najważniejszego. Wpisy. Inwencja twórcza powaliła mnie na kolana. Cóż, ilość nie zawsze przekłada się na jakość. Aby wpis był sensowny, muszę mu poświęcić nieco czasu. Nie piszę dość szybko by w ciągu minuty dodać 3-4 wpisy. Wszak trzeba pomyśleć co napisać i poklikać sporo zanim takowy wpis na blogu zagości. A czasem i zdjęcia trzeba dołączyć - co znów czas produkcji wpisu wydłuża.To dopiero jest sztuka, dodać w ciągu 10 minut 5 wpisów. Zdolne bestie!!! Pozazdrościć tempa ;).

Co gorsze, w tłumie napływających wciąż "nowości", giną fajne blogi. Mamy tu taką niepisaną zasadę, że kiedy pojawia się ktoś nowy - czytamy jego wpisy, by trochę go poznać, przywitać. To, że ktoś pojawił się tu dla konkursu, nie oznacza od razu, że jest zły. Ale wybaczcie dziewczyny, jeśli nie odkryjemy Waszego bloga od razu. W tej chwili panuje tu niesamowity bałagan. Nie da się przeczytać wszystkiego od razu. Jeśli jednak będziecie cierpliwe, z pewnością w końcu do Was dotrzemy, polubimy i przyjmiemy do swojego grona. Wbrew pozorom - lubimy kiedy ktoś dołącza do naszego grona, dzieli się swoimi radościami i smutkami, pasjami. Lubimy, kiedy ktoś ma coś ciekawego do powiedzenia i zaoferowania innym.Kiedy ktoś nie wstydzi się siebie. Lubimy kiedy ktoś uczestniczy w naszym blogowym życiu. I powoli staje się jednym z nas... Takie osoby witamy z otwartymi ramionami. Takich szukamy i odgrzebujemy z gruzów - otrzepujemy z kurzu całej masy nic nie wnoszących informacji. Niestety zajmie nam to trochę czasu. Bądźcie więc cierpliwe, nie poddawajcie się po jednym wpisie i nie odchodźcie. Zapewniam, że jesteśmy i czytamy. Może to właśnie Ty nas zainspirujesz?

Wybaczcie dziewczyny, że poruszyłam wiele z tych tematów akurat na swoim blogu. Uznałam, że forum nie jest dobrym miejscem do tego celu - żeby przypadkiem nie zarzucono mi, że nabijam sobie punkty komentarzami, a gdybym zechciała napisać komuś co myślę prywatnie - znów zostałoby to wypaczone. Poza tym zauważyłam, że niektórzy wolą publiczną polemikę. W związku z tym to co miałam do powiedzenia - napisałam właśnie teraz, by móc temat zakończyć i postawić kropkę nad przysłowiowym "i".

 

P.S.Ups... Przekroczyłam tysiąc znaków!!! Myślicie, że powinnam podzielić ten wpis na pięć mniejszych? Eeeeeeeee, zostawię to innym ;)

P.S.2 Pod marchewką, do której wszyscy tak pędzą znajduje się coś dużo wartościowszego. Wystarczy się rozejrzeć....

Komentarze (15)
Nie ma złych ludzi. Są tylko ludzie, którzy się mylą.

Od wczoraj mam problemy techniczne na swoim profilu. Tu nie mogę wejść, tam wyświetla mi się pusta strona, gdzie indziej błąd. To jeszcze pół biedy. Wczoraj wieczorem pojawiły się problemy z dodawaniem komentarzy do wpisów na blogu. Ale nie u wszystkich Was. Problem mam m.in. u siebie. U pozostałych z Was, tam gdzie problem się pojawia, nie loguję się, tylko komentuję jako osoba niezalogowana. Inaczej chwilowo się nie da. Przez chwilę nawet myślałam, że chyba wyczerpałam jakiś limit na komentowanie wpisów - ale jednak nie :). W każdym razie nie znikam. Będzie mnie może trochę mniej zanim ogarnę ten techniczny bałagan, ale będę. Znacie to powiedzenie :"jak wyrzucą Cię drzwiami, wejdź oknem. Jak zamkną okno, wejdź kominem". To o mnie :). Z tą różnicą, że mnie nikt nie wyrzuca a jedynie urządzenia płatają mi figle. Zdaje się - nie przepadają za mną :).

Patrzę tak na to co tu się dzieje - ale pozostawię bez komentarza. Myślę, że ta gorączka wkrótce przeminie, kto ma zostać, zostanie. To szaleństwo kiedyś osłabnie. Swoją drogą - ludzie to dziwna jednostka. Sami nie wiedzą czego chcą, dopóki się nie pomylą. A wtedy często jest zbyt późno by naprawić błąd.

Wiecie, często oszukujemy się, że jesteśmy lepsi od innych. I też do czasu. Do chwili, kiedy okazuje się, że wcale nie. Ulegamy tym samym słabościom co inni. Depczemy czyjeś wartości i świętości w imię zdobycia szczytu, rywalizacji. Czasami trzeba spojrzeć szerzej....

Uczono mnie, żeby zawsze grać fair. Nikt nie zabrania mi grać znaczonymi kartami. Ja sama nie chcę. Podejmuję rękawicę gdy wiem, że walka jest uczciwa. Jeśli nie - nie zamierzam się po nią schylać by nie dostać nożem w plecy. Może śmiałe porównanie, ale czy tak nie jest w życiu? Czy gdybyście wiedziały, że walka nie będzie uczciwa wzięłybyście w niej udział? Nawet gdybym wzięła w niej udział, nie zniżyłabym się do poziomu przeciwnika. Bo nie chodzi o wygraną, tylko o zasady i czyste sumienie. Chodzi o grę, zabawę i sprawdzenie siebie. Dla mnie ważniejsze jest bym mogła spokojnie spać w nocy. Tak, tak, wiem - naiwna babka ze mnie. Ale przynajmniej nie postępuję wbrew sobie.

Trochę melancholijny ten dzisiejszy wpis. Cóż, widać aura tak na mnie działa :).

Ja uparcie wierzę, że nie ma złych ludzi. Są tylko ludzie, którzy się mylą - w swoim postępowaniu, osądach, czasem nadziejach. Ludzie, którzy bywają zagubieni.  Wszak mylić się i błądzić jest rzeczą ludzką. Dlatego, proszę - dajcie poznać prawdziwych siebie. To wystarczy by iść dalej...

 

Komentarze (18)
SPA Jelenia Struga w Kowarach - podróży ciąg dalszy: ośrodek

Jak wspominałam ostatnio sam resort SPA Jelenia Struga leży w środku lasu, daleko od miejskiego zgiełku i hałasu. To tak jakbyście się nagle znalazły w zupełnie innym świecie. Cisza i odgłosy natury. Mieszkając w dużym mieście często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że cisza, która nas tam otacza, wcale nie jest ciszą. Prawdziwą ciszę można odnaleźć w lesie, nad rzeką, czasami na wsi i właśnie tutaj - w Jeleniej Strudze. I ten niesamowity zapach wokoło!!! Zapach igieł, zieleni, choinki - po prostu zapach lasu!

Ośrodek widać z daleka. Kolorowo wyziera spomiędzy świerkowych gałęzi. W tle oczywiście góry - niestety nie będzie tego dobrze widać na zdjęciach, bo akurat osiadła mgła. Uwierzcie mi więc na słowo, że w tle są góry ;).

Z bliska budynek wita nas przyjaznymi kolorami.

Ośrodek jest bardzo malowniczy. Równie malowniczy jest staw i ogród z drugiej strony budynku. Zapewne latem wygląda jeszcze lepiej, jednak i zimą jest niczego sobie. Roztacza się stąd przepiękny widok.

Tutaj budynek odbija się w stawie. Woda jest przejrzysta i jak dobrze się przyjrzeć, można nawet dostrzec małe rybki, które dotarły tu potokiem wpadającym do zbiornika wąską strużką...

Jestem nieco ograniczona ilością miejsca i muszę wybierać które fotografie umieścić. A chciałabym pokazać wszystkie. To widok z mostku w ogrodzie. Słońce już zachodziło, stąd ta kolorystyka, poza tym dodałam filtr, jak poradziła mi moja przyjaciółka :). Tyle, że cyfrowo :).

Pięknie, prawda? W tle ledwo majaczą góry, pną się choinki, a wszystko przykrywa mgła. Sceneria jak z filmu. Idealna by odpocząć i się zrelaksować...Relaks - tego nam wszystkim BARDZO potrzeba :)

CDN...

Komentarze (16)
Wizyta księdza

Za każdym razem kiedy ksiądz przychodzi po kolędzie przypomina mi się skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju zatytułowany "Wizyta księdza". Kto nie widział - podaję linki, zobaczcie koniecznie!

Kabaret Moralnego Niepokoju - Wizyta księdza

Kabaret Moralnego Niepokoju - Wizyta księdza 2

Dobrze jest się śmiać, ale sporo w tym skeczu prawdy.

Wracając do księdza. Nie wiem jak to jest w większych miastach i blokach, ale w moim małym miasteczku rodzinnym odkąd pamiętam było tak, że ksiądz wybierał sobie na dzień dwie trzy ulice, ogłaszał to i danego dnia zaczynało się wielkie oczekiwanie. No właśnie. Nigdy nie mogłam tego pojąć. No bo przecież ksiądz - jak każdy inny człowiek - przyjdzie, zapuka i będzie. Czy to konieczne żeby siedzieć nieustannie w oknie przed i po wizycie? Patrzeć, z której strony duchowny przyjdzie i liczyć ile czasu spędzi u sąsiadki? Wychodzić i marznąć na zewnątrz i podpatrywać jak sąsiad biegnie do drugiego sąsiada pytając czy już coś wie? Odmawiać sobie posiłku, bo przecież w każdej chwili może nadejść ksiądz? Chyba nie. Nie musi to być aż tak przerysowane. Może nie wszędzie jest????

No tak to niestety zawsze wyglądało w moim rodzinnym miasteczku. Ta cała małomiasteczkowość...A i tak ksiądz zazwyczaj ludzi zaskoczył i przyszedł z innej strony niż się spodziewali.

No w każdym razie ksiądz był ekspresem. A ja myślałam, że się dzisiaj nie obudzę. Śniły mi się trumny, krzyże i wieńce... Ech.... Mam nadzieję, że to wbrew pozorom pomyślne znaki ;). pozdrawiam!

Komentarze (23)
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |