iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Nagroda na kredyt?

Prezydent Obama odebrał pokojową nagrodę Nobla. Pieniądze przekazał na cele charytatywne. A po uroczystości wręczenia Mu nagrody - zniknął.

Spekulacji i opinii na ten temat jest tyle co ludzi na świecie. Jedni mówią, że prezydenta nagrodzono niesłusznie, inni - że to najlepszy wybór. Cóż... Trudno powiedzieć. Jeśli nagroda przyznawana jest za działanie - to Obama póki co nie może się jeszcze pochwalić znacznymi osiągnięciami. Jeśli natomiast komitet przyznaje nagrodę za potencjał - to zapewne wybór nie mógł być lepszy. Obama ma potencjał. Ma również możliwości. Pytanie czy będzie w stanie je wykorzystać czy też poprzestanie na deklaracjach i mądrych słowach?

Nie jestem żadną specjalistką w tej dziedzinie. Wiem natomiast, że jest wiele osób na świecie, które zasłużyły na pokojową nagrodę Nobla. Takich, które od wielu lat działają na rzecz pokoju na całym świecie. Takich, które oddały się temu bez reszty. Nie są to osoby znane. Nie są to osoby, o których się mówi. Nie mówi się także o tysiącach wyrzeczeń, w które obfituje ich życie, ani o tym jak wiele musiały poświęcić. Nie mówi się, bo Ci ludzie nie są medialni. Najważniejsze, żeby medialna była ich sprawa. Medialność tematu i sprawy jest ważna. Bo rzeczywistość jest taka, że jeśli o czymś mówi się w mediach, to łatwiej jest skruszyć mury i serca ludzkie. Łatwiej jest trafić do mas. A CI ludzie? Nie potrzebują stać na piedestale. Wystarczy im to, że walczą o sprawę... Wystarczy im, że mówi się o sprawie i że coś się  w rzeczonej sprawie robi. A nie poprzestaje na słowach.

Obama ma potencjał, pięknie przemawia i rysuje ludziom przed oczami piękne wizje. Do tego jest osobą publiczną, a słowa takiej liczą się bardziej. Miejmy nadzieję, że na słowach się nie skończy.

Świat ma już dość biurokracji, dyplomatycznych gestów i słów. Świat potrzebuje działania. Rozpaczliwie i od zaraz. Świat potrzebuje pokoju, którego nie zaznał tak naprawdę od bardzo dawna. Świat potrzebuje ludzi dobrej woli, którzy podejmą słuszne decyzje i wykonają gest pojednania... Czy to realne?

Komentarze (10)
Palaczu! Nie truj!

Światowa Organizacja Zdrowia informuje: "Ponad 94 % ludzi na świecie nie ma zapewnionej ochrony prawnej przed dymem papierosowym".
W czym rzecz? Oczywiście chodzi o tzw. bierne palenie. Polega ono na wdychaniu dymu pochodzącego z papierosów osób palących oraz dymu wydychanego przez te osoby. Dlaczego to takie szkodliwe? Cała tajemnica leży w składnikach dymu papierosowego.

DYM PAPIEROSOWY I JEGO SKŁADNIKI

Dym papierosowy wygląda niewinnie. Ot, mgiełka. Niestety ta mgiełka zawiera bardzo wiele niezwykle szkodliwych substancji. Najczęściej wymieniane to:

  • ACETON - wykorzystywany do produkcji  farb, lakierów, barwników, środków czyszczących. Doskonały rozpuszczalnik. Jeszcze całkiem niedawno używany jako zmywacz do paznokci (dziś jest to w Polsce zakazane). Charakteryzuje się ostrym specyficznym zapachem (na pewno go znacie). Aceton jest toksyczny. Wdychanie jego oparów powoduje podrażnienia błon śluzowych nosa i ust, a także łzawienie oczu i ból głowy. Osoby wrażliwe odczuwają jego działanie już w bardzo niskich stężeniach;
  • ARSEN - rakotwórczy;
  • BUTAN - występuje w ropie naftowej, stosowany do wyrobu benzyny, kauczuku syntetycznego, napełniania zapalniczek;
  • CYJANOWODÓR - kwas pruski. Ma zapach gorzkich migdałów. Jest silnym środkiem dezynsekcyjnym i deratyzacyjnym. Silne trujący, używany przez hitlerowców w komorach gazowych;
  • FORMALDEHYD - używany do konserwacji zwierząt, produkcji dywanów i wykładzin syntetycznych. Stosowany do wyrobu żywic, barwników i jako środek odkażający;
  • POLON - pierwiastek radioaktywny;
  • NIKOTYNA - zwiększa ciśnienie krwi, przyspiesza akcję serca i zaburza jego rytm, jest rakotwórcza;
  • TLENEK WĘGLA czyli czad - zmniejsza zawartość tlenu we krwi;
  • CIAŁA SMOŁOWATE - silnie rakotwórcze.

I wiele, wiele innych. Niezła mieszanka, prawda? Przyglądając się temu bliżej zaskakujący pozostaje fakt, że tak wielu z nas dobrowolnie przyjmuje te substancje. Przerażające natomiast jest to, że pozostali z nas wdychają te substancje mimo woli, w postaci dymu papierosowego.

ODDZIAŁYWANIE DYMU PAPIEROSOWEGO
Dym papierosowy może być alergenem. Może podrażniać śluzówkę, powodować łzawienie oczu, powodować zatkany i cieknący nos. Osoby wdychające dym papierosowy mogą kichać i kaszleć, mieć duszności. Oprócz tego mogą pojawiać się bóle i zawroty głowy, nudności i senność. Można by tu zapewne wymienić jeszcze wiele innych objawów, ponieważ każdy organizm ludzki jest wielką indywidualnością. Niemniej jednak takie objawy mogą występować u osób narażonych na wdychanie dymu papierosowego. Jeśli kontakt z dymem się powtarza i jest długotrwały, dym papierosowy zwiększa ryzyko zachorowania na raka, choroby serca, astmę (szczególnie u dzieci) i alergię (bądź nasila ich objawy jeśli dziecko jest biernym palaczem). Dym papierosowy zwiększa ryzyko wystąpienia infekcji płuc, uszu, wystąpienia poronień i wad wrodzonych.
 
"GLOBALNA EPIDEMIA TYTONIOWA"

Tak właśnie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zatytułowała opublikowany przez siebie raport. Wedle niego aż 94% populacji nie ma zapewnionej ochrony prawnej przed dymem papierosowym. Oznacza to, że mogą być one biernymi palaczami, świadomie bądź nie. WHO podaje, że palenie zabija rocznie ponad 5 milionów osób, z czego około 600 tysięcy ludzi rocznie umiera z powodu biernego palenia. Według Światowej Organizacji Zdrowia ludziom grozi epidemia tytoniowa i do 2030 roku liczba zgonów spowodowanych paleniem może wzrosnąć do 8mln rocznie o ile nie zostaną podjęte żadne środki zaradcze.

ZAKAZY PALENIA

Od roku 2004 stopniowo w niektórych krajach na świecie wprowadzane są zakazy palenia w restauracjach, pubach, kawiarniach. Tych miejsc jest jednak wciąż za mało. Teoretycznie mamy wyznaczone miejsca dla palących i niepalących, jednakże nie wszędzie zakazy są przestrzegane, nie wszędzie też miejsca takie są wyznaczone. Gdyby dobrze się zastanowić, miejscem, w którym najczęściej stajemy się biernymi palaczami - jest nasz dom rodzinny. Nasi najbliżsi palą, nie zawsze zwracając uwagę na to, że dym szkodzi także innym. Najbardziej cierpią najmłodsi, którzy nie zdają sobie sprawy ze szkodliwości dymu papierosowego ani ze skutków jego oddziaływania na ich organizm. Dzieci często nie mają też w tej kwestii nic do powiedzenia. Są narażone na wdychanie wszystkich wymienionych wcześniej szkodliwych substancji - i wielu innych. Nie wystarczy, że dziecko nie będzie obecne w momencie palenia papierosa. Nie wystarczy, ponieważ dym papierosowy osiada na meblach i ścianach.  Przenika otoczenie. Jest wszechobecny.

Nie palę. Nie potępiam jednak żadnego palacza. Wszystko jest dla ludzi i jeśli ktoś chce się truć, czuje się z tym dobrze i wie jakie będą konsekwencje - nic mi do tego. To jego życie. Nie zgadzam się jednak na to by czyniono ze mnie biernego palacza. Chciałabym móc wdychać czyste powietrze, pracować w pomieszczeniach nie przesiąkniętych dymem i przebywać w nie zadymionych lokalach. Takich, w których widać coś więcej niż mgła z papierosa. Chciałabym, aby dzieci, które znam i wszystkie pozostałe nie były skazywane na konieczność wdychania dymu papierosowego i nie były biernymi palaczami od najmłodszych lat. Dlatego miałabym tylko jedną prośbę do osób palących: nie trujcie dzieci!!! Ja jako osoba dorosła potrafię się w jakimś stopniu uchronić przed biernym paleniem. Najmłodsi - nie mają tej możliwości.

Komentarze (9)
Złośliwość przedmiotów martwych

Wracam sobie z wakacji, po tygodniu nieobecności, zasiadam dziś przed komputerem, wchodzę na iWoman i... rozbijam się o ścianę. Jeden wpis,drugi, trzeci - nie mogę nic skomentować. Zmieniam przeglądarkę - znów to samo. Złośliwość przedmiotów martwych nie zna granic jak widać. Wybaczcie więc, że nie komentuję - zwyczajnie  nie jestem w stanie. Natomiast jeśli pod Waszymi wpisami pojawi się komentarz z moim loginem i jakimś dodatkiem to pewnie będę to ja - jako gość komentować mogę. Jest to chwilowo jedyny sposób w jaki mogę dodawać komentarze. Mój login komputerowi się najwyraźniej nie podoba, bo kiedy go używam, odmawia posłuszeństwa. Wczoraj miałam również problem z dodaniem wpisu - za trzecim razem się udało. Nie wiem jak będzie dziś. Właśnie piszę na próbę. No i oczywiście wciąż mam nadzieję, że uda się odnaleźć błąd i przywrócić stary porządek rzeczy. Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie! :)

Komentarze (5)
Jestem

Wróciłam. Tydzień był fantastyczny! Nabiegałam się zwiedzając, najeździłam z miejsca na miejsce, nawdychałam cudownego powietrza i odpoczęłam od codzienności. Oprócz tego zrobiłam mnóstwo zdjęć i wyczerpałam miejsce na dwóch kartach. Przy okazji zapomniałam co to telefon komórkowy i prawie zupełnie odcięłam się od sieci internetowej. Prawie, bo nie mogłam się powstrzymać, by choć raz na chwilę do Was nie zajrzeć.

Do domu dotarłam dwie godzinki temu i zaraz zamierzam odespać ostatnią dobę. Poczytam Wasze wpisy, pokomentuję. Sama mam Wam mnóstwo do opowiedzenia. Ale to już raczej nie dziś. Potrzebuję chwili na oddech o powrót do rzeczywistości. A strasznie deszczowa i mokra ta rzeczywistość dzisiaj :).

Powiem tylko, że takie wakacje były mi bardzo potrzebne. Chyba nie mogło być lepiej.

Teraz chwilowo mówię dobranoc. Do jutra! :)

Komentarze (4)
Głód przygód.

Moje życie to podróż. Od kilku lat nie tylko w sensie przenośnym, ale także i dosłownym. Podróże bliskie i dalekie, ciągłe wyjazdy - można powiedzieć, że jestem wiecznie w drodze. Potem wracam na chwilę do domu. Choć teraz moim domem stało się wiele miejsc. Wracam na chwilę - bo już po kilku dniach tęsknię za tym co znane i nieznane - a odległe.
W ostatnich miesiącach udawałam się tylko w krótkie podróże, miejsca znane, bliskie. Krótkie wyjazdy, jednodniowe, czasem kilkudniowe. Na początku to wystarczało. Ale przestało. Zaczęło mi brakować wędrówek w nieznane, poznawania nowych miejsc, obcowania z innymi ludźmi. Kiedy raz wyruszysz w daleką podróż w nieznane, potem zaczyna tego brakować....

Taka podróż, w której jesteś zdany sam na siebie to taka prawdziwa szkoła przetrwania. ZA pierwszym razem jest ciężko - daleko od domu, obcy ludzie, obcy język (jeśli to podróż zagraniczna), nic znajomego, inna kutura. Na początku trudno zrozumieć i pojąć wiele rzeczy. A potem z dnia na dzień po prostu wiesz. Rozumiesz. Zaczynasz lubić. A po powrocie - tęsknić. Tak było po moim pierwszym pobycie w Indiach. Krótkie wyjazdy poniekąd służbowe nie wystarczały mi zupełnie. Czułam wewnętrzny głód - pragnienie przygody. Serce rwało mi się w świat, a wraz z nim moje myśli i dusza. Potem już cała ja - wiedziałam, że nie usiedzę w jednym miejscu. Pojechałam więc drugi raz. Zostałam na dłużej. Ale przebywając w Indiach - też  podróżowałam. Z miasta do miasta...

Oczywiście zatęskniłam za Polską i rodziną. Kolejny powrót. Powiedziałam, że na stałe. I naprawdę się staram. Krótkie wyjazdy wystarczały mi przez jakiś czas. Teraz potrzebuję czegoś więcej. Muszę nasycić ten wewnętrzny głód, muszę uspokoić duszę, która rwie się w obce strony. Więc oto przede mną wycieczka. Właściwie w nieznane, bo nigdy wcześniej w Krakowie nie byłam. Oczywiście - kultura ta sama, język ten sam, ale jednak miejsce inne i myślę, że wyjątkowe. Mam nadzieję, że ten wyjazd dostarczy mi niezapomnianych wrażeń.

Także opuszczam Was na jakiś czas. Chyba, że znajdę gdzieś chwilkę i zakradnę się cicho do jakiegoś komputera. To jest możliwe ;), ale nie obiecuję. Za to obiecuję pełną relację po powrocie z całego wyjazdu. Aaa!!! Byłabym zapomniała. Cały wyjazd - czyli Kraków plus odkładane od dawna SPA.

Mam nadzieję, że będą to niezapomniane dni. I że zaspokoję w ten sposób to pragnienie gonienia w nieznane. Będę za Wami tęsknić - to jasne jak słońce. Ale jak przyjemnie stęsknionemu człowiekowi wraca się potem do domu! A tu w iWoman czyję się właśnie jak w domu :).

Pozdrawiam serdecznie. Ściskam tych od futer, tych z problemami, tych bez problemów i wszystkich, którzy -tak jak ja - udają się w nieznane - dosłownie i w przenośni :).

Komentarze (6)
Wspólne doświadczenia łączą.

Zauważyłam, że nic tak ludzi nie jednoczy jak kłopoty zdrowotne (to akurat potrafi także dzielić) lub wspólna podróż. To dwie sytuacje, w których ludzie najłatwiej zawierają znajomości. I dwa miejsca: przychodnia/szpital oraz środek transportu jakim jest np. pociąg.

W pierwszym przypadku ludzie roztrząsają swoje problemy zdrowotne przed zupełnie obcą osobą - bo wszyscy domownicy znają je już na pamięć. Poza tym nie uskarżają się na to samo, więc nie rozumieją chorego i w jego pojęciu wręcz bagatelizują problem. Tymczasem tu obcy człowiek w podobnej sytuacji, równie mocno spragniony zwierzeń to idealna okazja by wyrecytować listę dolegliwości i opisać etapy leczenia ze szczegółami. I tak oto dwoje obcych ludzi zaczyna znajomość.

W drugim przypadku ludzi łączy zmierzanie w tym samym kierunku. Podążanie w nieznane, pragnienie przygody, dreszczyk emocji... Wspólnie przeżyte chwile zostają w pamięci na długo.

Tak. Podobnie i w życiu. Łatwiej nam kogoś zrozumieć jeśli sami przeżyliśmy coś podobnego. Łatwiej wczuć nam się  wtedy w czyjąś sytuację, łatwiej współczuć i oferować pomoc. Bo rozumiemy co dana osoba przeżywa. W przeciwnym razie tylko nieliczni potrafią postawić się na czyimś miejscu i pomóc. Nic tak ludzi nie łączy jak podobne doświadczenia lub zainteresowania.

Podobnie i nas tutaj w iWoman łączy wiele rzeczy: pierwszą jest sam serwis i blogowanie, a na kolejne składają się nasze doświadczenia życiowe, którymi możemy się swobodnie dzielić i pomagać sobie... iWoman to taki nasz pociąg, dzięki któremu odbywamy wspólną podróż - w życie i po życiu :).

Komentarze (6)
Pomocy - co można i trzeba zobaczyć w Krakowie?

Dzisiejszy wpis będzie krótki. Potrzebuję Waszej pomocy. Za kilka dni wybieram się do Krakowa. Jeśli mieszkacie w Krakowie, znacie to miasto, byliście, wracacie do niego - bardzo proszę o informację co MOŻNA i co TRZEBA zobaczyć będąc w Krakowie. Będę Wam dozgonnie wdzięczna za informacje. Są oczywiście przewodniki - ale one nie piszą o wszystkim. Gdzie najlepiej się zatrzymać? Gdzie najlepiej coś zjeść? Tak więc jeśli moglibyście służyć radą - zamieniam się w słuch :).

Komentarze (16)
Jak coś robić - to dobrze albo wcale.

Od dawna wyznaję zasadę, że jak coś robić - to dobrze albo wcale. Nie lubię olewactwa. A robić po to żeby robić - po prostu nie ma sensu. Nie mniej jednak czasem każdemu się zdarzy. Czasem - to jeszcze nie zbrodnia. Wiadomo - zdarzy się gorszy dzień albo złożą się na to jakieś okoliczności i nie jest wtedy tak jak być powinno. Ale jeśli komuś wchodzi to w krew i nie potrafi inaczej - to jest to już problem. Dopóki dotyczy on tylko jednej osoby, to mnie nie obchodzi. Ale kiedy czyjeś działania mają istotny wpływ na cały zespół czy grupę ludzi - to momentami szlag człowieka trafia. Bo kilka czy kilkanaście osób wychodzi z siebie i staje na głowie, żeby było dobrze, a jednej zwyczajnie się nie chce. Nie raz na jakiś czas. Nie chce jej się wcale. Nie chce jej się nigdy. Robi tyle ile musi w najlepszym przypadku a i to rzadko się zdarza.

Mam znajomego, który wpadł na genialny pomysł otworzenia własnej knajpy. Niestety, chyba nie przemyślał tego do końca. Knajpę otworzył, owszem, i na tym swoją pracę zakończył myśląc, że reszta zrobi się sama. O brak zysków ma pretensje do personelu. Sam natomiast nie postarał się ani o reklamę ani o uczynienie lokalu atrakcyjnym dla klientów. Było kilka osób z pomysłami, które oferowały mu swoją pomoc, ale mój znajomy na nic się nie zgodził. W rezultacie pub dogorywa finansowo. I chyba nie ma się czemu dziwić. A szkoda. Bo mogłoby to być naprawdę fajne miejsce. Ale trzeba w to włożyć odrobinę wysiłku i pracy, żeby móc potem uzyskać pożądane rezultaty. Robić po to żeby robić - rezultatu nie przyniesie.

I znam jeszcze wiele innych osób, które zabrały się za coś spodziewając się nadzwyczajnych efektów. Potem okazywało się, że na efekty trzeba dłużej poczekać i więcej popracować, więc wspomniane osoby zaczęły poniekąd sabotować (chyba podświadomie) własne pomysły. Nie chciało im się zwiększyć ani chociaż utrzymać nakładu sił i pracy na tym samym poziomie co na początku. Efekt oczywiście był, ale negatywny. Potracili nawet najwierniejszych klientów. Bo nikt nie lubi jak się go "olewa" i ignoruje.

Wniosek z tego taki, że nie jest istotne czy pracujesz dla pięciu, dziesięciu, stu czy tysięcy osób - nakład pracy powinien być taki sam. Lub wręcz powinien rosnąć w miarę jak ilość klientów maleje. Bo wtedy najbardziej chodzi o jakość. Jeśli właścicielowi pomysłu czy lokalu nie zależy na jego własnym dorobku, to czemu ma na tym zależeć obcym ludziom? I zwykle nie zależy. Ludzie wbrew pozorom nie są głupi, mają oczy i uszy, widzą i słyszą co się dzieje. Jeśli nic nie przykuwa ich uwagi - odchodzą. Jeśli czują się ignorowani - odchodzą. Jeśli czują się niesprawiedliwie traktowani lub wyczuwają matactwa - odchodzą. A sami zainteresowani nie dostrzegają w swoim postępowaniu nic niewłaściwego i za niepowodzenia winią wszystkich dokoła, tylko nie siebie. Jeśli więc kiedykolwiek nie będziecie zadowoleni z efektów Waszej pracy, jeśli kiedykolwiek Wasz biznes czy pomysł nie wypali - zastanówcie się czy naprawdę nie ma w tym Waszej winy i czy ze swojej strony zrobiliście wszystko. Czy aby na pewno Wasz pomysł gdzieś w trakcie nie stracił na jakości? Czy może przypadkiem nie odpuściliście sobie gdzieś po drodze, przez co straciliście klientów lub odbiorców? Jeśli na każde z tych pytań odpowiadacie "nie" - to znaczy, że zrobiliście wszystko co w Waszej mocy, a przegraliście z okolicznościami. Jeśli jednak choć na jedno z pytań padnie odpowiedź "tak" - warto się zastanowić jak bardzo zaważyło to na rezultacie końcowym...

Dlatego jeśli nam na czymś NIE ZALEŻY - lepiej wcale się za to NIE zabierać. A jeśli już podejmujemy się jakiegoś zobowiązania, dbajmy o to by standard naszej pracy rósł a nie malał z upływem czasu. A przynajmniej żeby się nie zmieniał na gorsze, co niestety jest jednym z najczęstszych przypadków.  Jeśli już coś robić - to trzeba to robić dobrze. Same dobre chęci nie wystarczą, bo takimi to podobno piekło jest wybrukowane.

Komentarze (0)
Inwestycja w przyszłość czy naiwność?

Dość często wyświadczam ludziom różne przysługi. Czasem proszą mnie o coś przyjaciele, czasem znajomi. Czasem sama z siebie chcę coś dla kogoś zrobić i nie trzeba mnie o to prosić. Przysługi też bywają różne, od najprostszych do najbardziej skomplikowanych.

Nigdy mi to specjalnie nie przeszkadzało. Zauważyłam jednak, że niektórzy zaczęli to wykorzystywać. "Odpracowuję" dla nich najczarniejszą robotę i poświęcam swój czas, kiedy oni sami tylko czekają aż skończę. I wiecie co w tym wszystkim najgorsze? Bywa, że potrafią być niezadowoleni z efektów :) i powiedzieć, że oczekiwali czegoś innego. Nie ma słowa "dziękuję" (w końcu ja przecież nic nie muszę, robię to z dobroci serca, mogłabym ten czas spożytkować zupełnie inaczej). Zamiast tego jest niezadowoleni, bo oni "zrobiliby to inaczej". Mało tego. Oczekują, że spędzę kolejne pół dnia dopasowując wszystko do ich widzimisię.

To wszystko dotarło do mnie całkiem niedawno. I pomyślałam: dlaczego ja się na to zgadzam? Ci ludzie nie są moimi przyjaciółmi, nie mam  z tego żadnych profitów, często nie pada nawet podziękowanie. Jak coś komuś potrzebne, to wie bardzo dobrze do kogo się zwrócić. Do mnie. Gdy trzeba coś znaleźć, załatwić, poszukać, poświęcić swój czas - jestem osobą idealną. Nie odmawiam pomocy, jeśli jestem w stanie jej udzielić.

I właśnie dotarło do mnie, że niektórzy to wykorzystali. Wykorzystali mnie, przypisując sobie potem moje zasługi. Czemu się na to zgadzałam? Chyba wierzę, że ludzie z natury są dobrzy. Mimo, iż mam świadomość tego, że gdy ja będę potrzebowała pomocy - mogę się o nią zwrócić tylko do nielicznych. Ale Ci nieliczni to ludzie zaufani. I nawet dla takiej garstki z nich - warto dawać z siebie wszystko.

Bezinteresowna pomoc to rodzaj inwestycji w przyszłość. Może i nie przynosi korzyści. Ale pozostaje satysfakcja i świadomość, że zrobiło się coś dobrego. 

Komentarze (6)
Praktyka czyni mistrza (mam nadzieję!)

Prawo jazdy odebrane jakiś czas temu. Leżało sobie spokojnie czekając aż zdecyduję się na pierwszą "oficjalną" przejażdżkę. Odkładałam to, bo jestem świadoma swoich braków. Z drugiej strony dobrze wiem, że jeśli nie będę jeździć - to przecież niczego się nie nauczę ani nie nabędę doświadczenia. Toteż dzisiaj podjęłam się prowadzić.

Jak było? W dużym skrócie: uffffffffffff....

Rezultat:

  • straty fizyczne i materialne: brak. Kierowca - cały, pasażer - cały, samochód - cały, samochody, koło których parkowałam - całe.
  • uszczerbek na zdrowiu psychicznym: u kierującej (czyli u mnie) - niewielki (chcę z powrotem do eLki!!!), u pasażera (też kierowca) znaczny. Auto strat moralnych ani psychicznych nie zgłosiło.

Wniosek:

  • muszę jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć. Tylko tak mogę zdobyć doświadczenie jako kierowca. Nie po to robiłam prawo jazdy, żeby teraz sobie leżało. Umiejętności, które nabyłam trzeba teraz ćwiczyć i rozwijać. Inaczej nigdy nie będzie naprawdę dobrze. To praktyka czyni mistrza a nie sama teoria.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie wieczorem :)))

Komentarze (6)
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |