iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Ile jest ludzkości w ludziach

Czy miewasz czasem dni, kiedy wydaje Ci się, że nikt, ale to nikt Cię nie rozumie? Czy miewasz dni, kiedy jedyne o czym marzysz to święty spokój? Z daleka od tłumów, gwaru, problemów i awantur... Z dala od niewygodnych pytań, zbędnych słów, natłoku informacji... Dni, kiedy kochająca rodzina ma nagle jakieś nieuzasadnione pretensje, przyjaciele przeżywają kolejny zawód miłosny albo są zbyt zapracowani by Cię wysłuchać, kot się na Ciebie obraża, a mrówki robią Ci na złość łażąc po kuchni... Niby wszystko jest jak być powinno, nie ma tragedii, zaledwie setka drobnych kłopotów, czyli dzień jak co dzień. A jednak nie jest dobrze.  Narasta w Tobie jakiś trudny do wytłumaczenia żal. Źle się czujesz w pracy, miotasz się po domu, denerwujesz na niewinne mrówki i na kota tylko za to, że jest kotem i chodzi swoimi ścieżkami. Wreszcie siadasz w kąciku z uczuciem, że na dziś masz już serdecznie dość i nie umiesz dostrzec przyczyny tego stanu rzeczy... Powtarzasz sobie, że nic takiego się przecież nie dzieje. Gorszy dzień, sprzeczka w domu, nieprzyjemne zajście na ulicy... Tylko tyle. A może aż? Może w tym wszystkim po prostu czegoś brakuje? Może nasze biedne ludzkie życie stało się zautomatyzowane do tego stopnia, że zapominamy o uczuciach i szacunku? I o tym co najważniejsze - o wzajemnym zrozumieniu...

Wszyscy jesteśmy ludźmi. Mamy swoje zwycięstwa i porażki, radości i smutki, wzloty i upadki. Odgrywając codziennie swoje życiowe role - rodziców, dzieci, partnerów, szefów, podwładnych - zapominamy o tym, że tam nieco głębiej łączy nas to, co określa się mianem człowieczeństwa. Oczekujemy od siebie nawzajem perfekcji, w każdej dziedzinie, w każdej chwili, w każdej sytuacji. Od dzieci - że będą idealne, chociaż dopiero uczą się żyć i liczą na nasze wsparcie. Od rodziców - że nie będą nas krytykować i pozwolą nam żyć własnym życiem, chociaż chcą dla nas dobrze. Od podwładnych - że nie będą popełniać absolutnie żadnych błędów i pracować z maksymalną wydajnością, chociaż nikt nie jest maszyną. Od szefów - że będą mniej surowi i pochwalą, chociaż chcą tylko, abysmy osiągali lepsze wyniki. Od partnerów - że będą podporą, opoką i wsparciem, i że zastąpią nam cały świat, krótko mówiąc, że będą idealną hybrydą supermana i jasnowidza. Tak naprawdę brakuje nam chyba jakiegoś ogólnego zrozumienia - dla drugiego człowieka, dla jego potrzeb, uczuć, obaw, oczekiwań. Świetnie potrafimy wytykać sobie nasze błędy, ale nie staramy się ich zrozumieć ani wytłumaczyć, nie dociekamy DLACZEGO. Jako rodzice nie pytamy naszych dzieci dlaczego tak opuściły się w nauce. Nie chcemy słuchać tłumaczeń, a jeśli nawet jakieś padną - puszczamy je mimo uszu. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że może było w tym nieco naszej winy. Jako dzieci - jesteśmy wściekli, że rodzice nas nie słuchają, stosują ciągłe zakazy i ograniczenia. Ale nie próbujemy z nimi rozmawiać, z góry zakładając, że i tak nie zechcą wysłuchać. Jako podwładni - narzekamy na przełożonych, ale nie zadajemy sobie pytania: czy na pewno wypełniam swoje obowiązki sumiennie? Jako szefowie - często karcimy pracowników, zapominając, że czasem każdy ma gorszy dzień i potrzebuje zachęty lub pochwały. A jako partnerzy - kłócimy się o drobiazgi, cieknący kran, spóźniony obiad, zapominając, że jesteśmy ze sobą, bo się kochamy. I tak w codzienności spraw i zdarzeń gubimy sens tego, co naprawdę istotne. Nie chcemy i nie staramy się wzajemnie zrozumieć. Żądamy i wymagamy zamiast kochać, szanować, wspierać i motywować...Stajemy się mało ludzcy i innym także odmawiamy prawa do ludzkości. A wystarczyłaby odrobina dobrej woli, trochę chęci i zrozumienia faktu, że jesteśmy TYLKO ludźmi.

Komentarze (2)
Wojny ciąg dalszy. Cisza przed burzą?

Dzień drugi. Walki trwają. Liczebność nieprzyjaciela jakby zmalała. Chyba naprawdę nie lubią octu. Chociaż wczoraj nie zapowiadało się to dobrze. Co prawda barykady w postaci ściereczek nasączonych tą substancją zostały przez nie zauważone, ale wydawało mi się, że sobie z tym poradzą. Najpierw uformowały większe skupiska badając problem. I z tym je zostawiłam wczoraj wieczorem.

Ech, każdy nieproszony gość jest do przyjęcia jeśli w końcu sobie pójdzie. Ale jak stwierdził dzisiaj mój brat: jak chcesz przeprowadzić inwazję to się z własnej woli nie wyniesiesz. No racja. Ale czy ta inwazja musi się odbywać akurat w mojej kuchni??? Przecież ciepło się zrobiło, słoneczko grzeje, tyle miejsca na zewnątrz i jest tak ładnie, zielono. Na kiego pchają się do domu? Mrowisko za małe czy jak??? Nie żebym coś przeciwko mrówkom miała. Nawet po staropolsku je przywitałam, chlebem i solą. Z tym, że chleb wzięły sobie same, a sól im posypałam, żeby mi ktoś nie zarzucił, że mało gościnna jestem. No i ta sól z octem chyba im się nie spodobała, bo mrówcze ścieżki się przerzedziły. Znacznie.

Przeczesałam nawet strony internetowe w poszukiwaniu jakiegoś skutecznego domowego sposobu. Ameryki nigdzie nie odkryli. Sól, ocet, mięta. Akurat jeśli chodzi o miętę to jestem gotowa się kłócić, bo te mrówki zdaje się są na nią odporne. Nawet gdzieś zaproponowano, żeby z cukru uformować ścieżki i wyprowadzić mrówki na zewnątrz. No jasne, a jak wrócą po więcej??? Ten sposób zdecydowanie odrzuciłam. No trudno. Postawię im ultimatum. Dostaną czas do jutra. Albo się wyprowadzą zniechęcone moją gościnnością albo...zastosuję CHEMIĘ - proszek na mrówki. Na razie chyba się trochę ograniczyły i wstrzymały z inwazją. Widzę tylko pojedynczych zwiadowców.

Tak się właśnie zastanawiam... Ta zmiana liczebności - może to jeszcze nie jest zawieszenie broni tylko przysłowiowa cisza przed burzą?Może planują właśnie działania taktyczne i dopiero mi pokażą co to znaczy być MRÓWKĄ???

Komentarze (0)
Wojna!

No i wprowadziły się. Przyszły - nie wiem skąd ani dlaczego, ale wygląda na to, że zaczynają się czuć jak u siebie. Początkowo były to pojedyncze osobniki, a dziś moim oczom ukazała się pierwsza czarna, ruchoma "ścieżka". Mrówki... Na początku miałam nadzieję się z nimi zaprzyjaźnić, ale wygląda na to, że ich celem jest ekspansja i podbój mojej kuchni. A to wyklucza zamiary pokojowe.

No i rozejm szlag trafił, tuż po tym jak trafiły do szafki z cukrem. Odbiło im. I mnie też. Jestem daleka od jakiejkolwiek przemocy i agresywnych rozwiązań, w związku z czym chwilowo skreśliłam z listy możliwości wszelkie proszki i trutki. Próbowałam z nimi negocjować, ale są jakieś mało komunikatywne. Po polsku nie rozumieją czy jak??? Próbowałam stanąć im na drodze, ale wtedy czarna ścieżka zwyczajnie zmieniła swój bieg i mnie ominęła. Zostałam brutalnie zignorowana. Wcale nie przejęły się ani moją obecnością ani tym, że coś do nich gadam. Poszły sobie dalej.

No i w ten oto sposób wybuchła prawdziwa wojna! Pokojowe działania nie przyniosły pożądanych rezultatów, trzeba więc sięgnąć dalej. Na dobry początek wypróbowałam miętę, której mrówki podobno nie lubią. TE LUBIĄ!!! Nie zareagowały zupełnie. Odbiło się to wśród nich zaledwie niewielkim, życzliwym zainteresowaniem. I maszerują dalej. Aaaaaaaaaa! Najgorsze jest to, że nie mam sumienia żadnej rozdeptać. A nawet gdybym miała, to i tak nie powinno się tego robić, bo królowa zauważy, że ma coraz mniej podwładnych i zacznie składać więcej jajeczek, co zaowocuje zmasowanym atakiem wroga. Obecnie wypróbowuję ocet. Wojna trwa!

Komentarze (2)
Niewinny żart - część druga

Idąc za ciosem, postanowiłam poszukać w internecie informacji na temat tzw. żartów telefonicznych. Okazuje się, że pojawiają się one w sieci wielokrotnie. Na wielu stronach czytelnik jest wręcz zachęcany do wykonywania telefonicznych żartów. Na forach internauci wymieniają się własnymi dokonaniami w tej dziedzinie. W większości przypadków są to po prostu wybryki dzieciaków, których śmieszy fakt obrażania i wyzywania innych. Uważają to za bardzo dobry kawał. Mało tego - w Stanach, Kanadzie i niektórych krajach europejskich działają nawet całe serwisy internetowe umożliwiające dzwoniącemu podszycie się pod numer innej osoby i zmianę głosu w celu zrobienia znajomym fajnego żartu. A całą rozmowę można nagrać.

Pojawiają się także dużo poważniejsze artykuły, opisujące sytuacje, w których niewinny telefon postawił na nogi policję, pogotowie i straż. I tak np. uczeń, jadąc autobusem, postanowił popisać się przed kolegami. Korzystając z komórki wybrał przypadkowy numer i poinformował rozmówcę, że w jego domu podłożono bombę. Traf chciał, że dodzwonił się do prezydenta miasta. Numer namierzono, a rodzice dzwoniącego ponieśli wszelkie koszty (źródło: http://nt.interia.pl/tylko-u-nas/najlepiej-oceniane/news/kosztowny-telefoniczny-zart,1013727). W innym przypadku dyspozytorkę pogotowia powiadomiono, że w szpitalu podłożono ładunek wybuchowy, który miał być zdetonowany po upływie 30 minut. Na szczęście okazało się, że był to żart 14-letniego gimnazjalisty (źródło: http://www.telix.pl/artykul/za-glupie-zarty-odpowiedza-przed-sadem-3,22174.html).

Wspomniane przypadki były żartami niedojrzałych małolatów. Natomiast na terenie całej Polski pojawiają się informacje o osobach podszywających się pod pracowników Urzędu Skarbowego. Ma to na celu wyłudzenie poufnych danych .

Przeczytawszy te wszystkie artykuły doszłam do wniosku, iż powinnam się cieszyć, że w moim przypadku był to tylko żart. Uważam jednak, że w każdej sytuacji należy takie zachowania tępić i piętnować. Bo jeśli dorosła osoba posuwa się do takich żartów - to nie możemy winić dzieci, które swoje wzorce czerpią od nas.

Komentarze (0)
Niewinny żart

Wraz z rozwojem telefonii komórkowej pojawiła  się moda na robienie żartów telefonicznych. Moda bądź co bądź nieco irytująca. Dowcipy te bywają mniej lub bardziej śmieszne, często jednak są po prostu MAŁO INTELIGENTNE, żeby nie powiedzieć głupie. Przykładowa sytuacja: dzwoni komórka, na ekranie pulsuje "numer nieznany" lub jest to numer obcy mojej książce telefonicznej. W każdym razie odbieram. I rozmowa od początku jest dziwna. Jakaś bliżej nieokreślona osoba, której imię i nazwisko są mi obce, mówi przykładowo, że ich firma wyłoniła mnie jako zwycięzcę w konkursie, którego sobie nie przypominam. Rozmowa nabiera tempa i zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że pojadę na zasłużony wypoczynek, by w cieniu palm popijać drinki kokosowe ( bo taką wizję przede mną roztacza mój rozmówca), kiedy nagle okazuje się, że to wszystko tylko żart i nic więcej. To tzw. "lightowa" sytuacja. Słyszałam o innej, kiedy chłopak dzwoni do dziewczyny i mówi, że dziś nie przyjdzie, bo miał wypadek i jest w szpitalu. Okazało się to być żartem - przyznacie, że w bardzo złym guście.

I ofiarą takiego właśnie żartu telefonicznego padłam ostatnimi czasy. Tym razem podano się za przedstawiciela urzędu państwowego, który rzekomo miał mieć kilka pytań. Sytuacja zszokowała mnie na tyle, że nie mogłam sobie skojarzyć ani samej instytucji ani osoby, która dzwoniła, więc ostatecznie umówiliśmy się na spotkanie. Do spotkania jednakże nie doszło, ponieważ rzeczona osoba zadzwoniła ponownie by spotkanie potwierdzić. Na ten telefon byłam już przygotowana, wymieniając wszystkie luki i uchybienia jakie udało mi się znaleźć w całej historii i stanowczo zażądałam podania prawdziwych personaliów. Okazało się, że miałam rację. Niewinny żart. Może i niewinny, ale kosztował mnie dużo nerwów. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ofiara takiego niemądrego żartu jest przykładowo chora na serce. To przykre, że ,mamy w społeczeństwie osobniki tak bezwzględnie egoistyczne i nie potrafiące przewidywać zdarzeń ani konsekwencji jakie "niewinny żart" może nieść ze sobą. Pomijając sankcje prawne, trzeba liczyć się ze stratami moralnymi jakie ponosi potencjalna ofiara, a czasem i uszczerbkiem na zdrowiu. Osobiście mam się całkiem nieźle, pomijając mordercze myśli, które pojawiają się w mojej głowie na samo wspomnienie rzeczonej sytuacji. Plus uraz do odbierania połączeń z numerów, które nie są mi znane.

Gdyby kiedykolwiek przydarzyło Wam się coś podobnego, pamiętajcie, że są na to przepisy a żartowniś wcale nie musi pozostawać bezkarny.

Komentarze (0)
Unikat

Jak to dobrze, że ludzie tak bardzo różnią się od siebie. Zaskakujące jest tylko to, że w zasadzie wszyscy zmagamy się z tymi samymi lub podobnymi problemami, a jednak każdy przeżywa je inaczej, inaczej do nich podchodzi, inaczej je odbiera. Nawet gdy mamy do czynienia z identyczną sytuacją , nie jest powiedziane, że ludzie zachowają się w ten sam sposób. Nawet gdy problem jest taki sam - rozwiązania mogą być zupełnie różne. Inaczej myślimy, mamy inne systemy wartości, odczucia, doznania. Ekspresja myśli również bywa - i zwykle jest - zupełnie odmienna. Wspomniane różnice są zauważalne nie tylko pomiędzy kobietami i mężczyznami, ale także między osobami tej samej płci. Kształtują nas odmienne doświadczenia, otoczenie, nawet pochodzenie... To jak z odciskami palców, które są niepowtarzalne. Każdy z nas to pewna indywidualność. Jedyny na świecie egzemplarz - unikat.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak często wstydzimy się tego i usiłujemy naśladować innych. Przecież gubimy przez to siebie, tracimy swoje ja i oryginalność. Czy naprawdę warto całe życie udawać kogoś kim się nie jest? Kreować wizerunek, który nie jest prawdziwy? To mało komfortowe. Poza tym taka POZA sprawia, że jesteśmy mało autentyczni - a co za tym idzie - trudniej nam zdobyć czyjeś zaufanie. Każdy człowiek jest wyjątkowy i dlatego życie jest takie ciekawe. Możemy uczyć się od siebie, pomagać sobie, wspierać się w trudnych sytuacjach. Możemy wskazywać sobie rozwiązania, które normalnie nie przychodzą nam do głowy. Możemy realizować cele, które wydają się być nieosiągalne. Możemy zarażać pasją i uśmiechem, i uczyć się od innych cierpliwości lub opanowania. Dzięki tak wielkiej indywidualności każdego z nas świat się rozwija. Dzięki niej istnieje naturalna równowaga - jeśli ktoś sprawia nam ból, ktoś inny z pewnością jest w stanie go uśmierzyć.

Czasami ludzie próbują zmieniać nas na siłę, kształtować wedle własnego upodobania. To nie fair. Mamy prawo do indywidualności - nie pozwólmy go sobie odebrać. Warto kochać ludzi razem z ich wadami i akceptować ich takimi jakimi są, aby oni mogli zaakceptować nas.

I jedno zasadnicze pytanie - czy mając oryginał warto zastępować go kopią?

Komentarze (0)
Cenzura obowiązkowa?

Obejrzałam program, przeczytałam artykuł - człowiek trafił do więzienia, ponieważ powiedział co myśli. Napisał skargę i szukał sprawiedliwości - i jeszcze go za to ukarano... uhm...to jak to w końcu jest z tą wolnością słowa w naszym kraju? Jest czy jej nie ma? Bo coraz częściej słyszy się o tym, że jednak jej nie ma. Jeśli obywatel dostaje wyrok za to, że mówi, co myśli, to chyba coś tu nie gra. Jak to jest, że nasze prawo jest sprawiedliwe ale nie dla wszystkich? Intensywnie zastanawiam się teraz nad tym czy nie ocenzurować swojego bloga, bo może pisać tego co się myśli i czuje też nie wolno??  Naprawdę rozumiem, że każdy ma prawo do ochrony dobrego imienia, ale kopać leżącego to chyba już przesada! 

Często bywa, że wymyślonymi bzdurami plotkujący ludzie - dodający ponad połowę "od siebie" - rujnują komuś życie. I to się nazywa wolnością słowa. Ale gdy dziennikarz chce napisać prawdę o kimś, kto jest na szczeblu i ma na to dowody -  to już tylko pomówienia. Po czym znajduje się szybki powód i sposób na to, by zamknąć autorowi usta albo zdyskredytować go w oczach narodu. A przepraszam - a co z równością w społeczeństwie? Co z konstytucją? Dlaczego tyle programów telewizyjnych i artykułów podlega cenzurze??? Gdy - nie wymienieni tu z nazwiska (podkreślam!!!) - panowie i panie w dobie  kampanii wyborczej obrzucają się wzajemnie błotem - to posługują się sloganem " społeczeństwo ma prawo wiedzieć". Ale kiedy członkowie tego samego społeczeństwa chcą uświadomić innych szarych obywateli, opowiedzieć o krzywdzie i niesprawiedliwości jaka się dzieje, o "czarnych sprawkach" tych samych osób, które wcześniej dowolnie  krytykowały i atakowały się publicznie nie przebierając w środkach, to hasło "społeczeństwo ma prawo wiedzieć" przestaje mieć nagle rację bytu. pojawia się za to ograniczenie wolności słowa i święte oburzenie. To jak to jest? Im wolno się wzajemnie obrażać ,ale nam pisać prawdy już nie???

Może ujmijmy to tak. Coś, co funkcjonuje w naszym kraju jako wolność słowa ma rację bytu tylko w bardzo wąskim i zaufanym gronie każdego z nas, w najbliższym otoczeniu. W pozostałych sytuacjach obowiązuje nas szeroko pojęta "poprawność polityczna", ponieważ równość praw obywateli do swobodnego wyrażania siebie zdaje się być w tym przypadku fikcją. Stare przysłowie, mówiące, że mowa jest srebrem a milczenie złotem, okazuje się być tutaj strzałem w dziesiątkę. A hasło "wolność słowa" proponuję zmienić na "ograniczenie słowa" i przestańmy udawać, że coś takiego istnieje.

 

 

Komentarze (0)
To co najważniejsze

 Wyglądam przez okno. Wiosna...Taka ciepła, zielona. Wciągam powietrze przez nos...cudowny zapach....i już prawie rozpływam się w błogim słońcu, gdy nagle...No tak. Jeszcze tyle jest do zrobienia...Odrywam się więc od tego cudownego powietrza i widoku za oknem i wracam do kuchni. Tutaj mogę już tylko załamać ręce. KIEDY JA TO WSZYSTKO ZROBIĘ????!! Chyba każdy tak czasem ma. Od dziecka uczą nas, że przed świętami trzeba posprzątać cały dom, zrobić generalne porządki, wyszorować podłogi, no i te wszystkie prace w kuchni...Wszystko po to, aby finalnego dnia usiąść do śniadania  - zupełnie bez sił... Czy to naprawdę o to chodzi w tych świętach? O to, żeby stół uginał się pod ciężarem jedzenia, o to żeby mieć czysto w domu? Chyba nie tylko...Uczymy dzieci dekorować jajka - ale czy wiedzą po co to robią? Skąd wziął się ten zwyczaj? Co oznacza? Większość z nas odpowie trzykrotnie: nie, nie wiedzą...

Prawdziwy duch świąt - czy to Wielkanoc czy Boże Narodzenie - zanika. Nie pamiętamy skąd wzięły się nasze tradycje i zwyczaje świąteczne, nie wiemy jakie znaczenie mają symbole - takie jak np. jajka wielkanocne czy siano pod bożonarodzeniowym obrusem. Bezmyślnie idziemy ze święconką do kościoła a Gwiazdka kojarzy się dzieciom głównie z prezentami... A co z miłością i wiarą? co z rodziną? Bo chyba to powinno być najważniejsze. Obchodząc święta celebrujemy zdarzenia, które miały kolosalne znacznie dla nas, dla naszej wiary. Czy pamiętamy o tym jedząc świąteczne smakołyki? Chyba już nie...


Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |