iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Dochować tajemnicy

Za chwilę zdradzę Ci sekret.

Czy jesteś ciekawa? Czy chcesz go poznać?

A jeśli Ci go zdradzę - czy dochowasz tajemnicy?

Wiem, że powiesz tak. W myślach zaś dodasz szybko: Jeszcze zależy co to będzie... My, kobiety, mamy fatalną opinię tych, które nie potrafią dotrzymać tajemnicy. Nie wynika to jednak ze złej woli. To raczej kwestia naszej natury.

Istnieje powiedzenie: jeśli chcesz, by ludzie się o czymś szybko dowiedzieli - powiedz to kobiecie. Zapewne gdyby wnikliwie przyjrzeć się historii, okazałoby się, że całe królestwa i cesarstwa wpadały w tarapaty, ponieważ kobiety nie potrafiły utrzymać języka za zębami. Nie robiły tego jednak w złej wierze. Nie wszystkie. Były raczej wykorzystywane. Od czasów starożytnych i średniowiecznych niewiele się zmieniło.

CUDZY SEKRET TRUDNIEJ ZACHOWAĆ DLA SIEBIE

Może powinnam zacząć od samych sekretów. Kobiety zdradzają CUDZE sekrety. Własnych - strzegą jak oka w głowie. Najpilniej strzeżonym sekretem każdej szanującej się damy jest naturalnie jej wiek :). Nie daj Boże, żeby prawdziwa data urodzenia zainteresowanej dostała się do wiadomości publicznej! Aby się przed tym ustrzec kobieta stosuje szereg środków zapobiegawczych. Najczęściej stosowaną metodą jest wprowadzanie rozmówcy w błąd. Najlepiej wielokrotnie. Pod wpływem sprzecznych informacji zbity z tropu partner dyskusji porzuca chęć uzyskania odpowiedzi na nurtujące go pytanie...

Inną, pilnie strzeżoną tajemnicą są przepisy na wypieki. Co prawda w dobie pełnej komputeryzacji wspomniane receptury są strzeżone jakby mniej. Panie dzielą się swoimi osiągnięciami gastronomicznymi dużo chętniej niż dawniej.

Wreszcie jeszcze inne panie posuwają się dużo dalej - i przez lata w tajemnicy trzymają nazwisko ojca swoich dzieci...

Sugerując się tymi przykładami zdawałoby się, że kobieta potrafi dochować tajemnicy jak mało kto. Jednakże kiedy niewiasta poznaje cudzy sekret - sprawy przybierają zupełnie inny obrót. Cudza tajemnica kusi. Cóż za pożytek z poznania jej, jeśli nie można się nią podzielić z innymi?

DLACZEGO KOBIETA NIE UMIE DOCHOWAĆ TAJEMNICY?

Nie każda kobieta zdradza cudze sekrety. I nie zawsze. Muszą zajść pewne okoliczności. Najbardziej niezawodną "okolicznością" jest dobrze zbudowany, czarujący mężczyzna, który potrafi wykorzystać naiwne kobiece serce, by zdobyć informacje. Sprzyja temu otwarta natura kobiety i jej chęć dzielenia się wiedzą z ukochanym.

Inną okolicznością jest samotność. Kobieta wdzięczna za dotrzymanie jej towarzystwa gotowa jest dobrowolnie podzielić się informacjami.

I wreszcie okoliczność trzecia: powierzanie sekretu w sekrecie :). Kobieta, pragnąc udowodnić swe zaufanie i lojalność przyjaciółce czy też członkowi rodziny, w wielkim sekrecie zdradza powierzone jej tajemnice, wierząc iż nie wymkną się one dalej. Niestety, rzeczywistość pokazuje, że informacja szybko obiega całą okolicę. Działa to trochę na zasadzie przewracających się kostek domina. Jeśli przewróci się jedna - przewrócą się wszystkie.

Kobieta ma potrzebę rozmawiać. Skoro nie może mówić o własnych sekretach - wyjawia cudze :).

Tyle z przymrużeniem oka. A Waszym zdaniem kto potrafi lepiej dochować tajemnicy: kobieta czy mężczyzna? Czy kobiety naprawdę nie potrafią zatrzymać dla siebie cudzych sekretów?

Na koniec żart, który był inspiracją tego wpisu.

Na przyjęciu goście spierają się kto jest bardziej godzien zaufania - kobiety czy mężczyźni.
- Żadna kobieta nie potrafi dochować tajemnicy - mówi z wyższością jeden z panów.
- Nie wydaje mi się - odpowiada jego sąsiadka z prawej. - Trzymam w tajemnicy swój wiek, odkąd skończyłam 21 lat
- Któregoś dnia się pani wyda.
- Nie sądzę. Kiedy trzyma się coś w sekrecie 27 lat, to trzyma się to już na wieki.

 

Komentarze (16)
Co najbardziej zniechęca u mężczyzn? Ankieta.

Starając się odwrócić ogólną uwagę od działań na tyłach wroga i próbując schować własne emocje do pudełka z napisem "potem", postanowiłam zamieścić kolejną lekką i niewinną ankietę. Sprawdzałam już, co najbardziej podoba się nam w mężczyznach. Czas dowiedzieć co nas najbardziej do nich zniechęca.

Wiadomo - ile kobiet, tyle zdań na ten temat. Wybrałam kilka cech, zamieściłam w ankiecie i bardzo prosiłabym odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie.

Wiadomo. Po jakimś czasie, gdy poznamy człowieka i jego wady - łatwo jest mówić o tym co nam w nim przeszkadza. Są jednak również cechy, które dają się zauważyć już na pierwszy rzut oka, podczas pierwszego spotkania. Może to być wyjątkowa agresja człowieka lub niechlujny wygląd. Niektórym wystarczy, że dana jednostka pali papierosy lub nadużywa alkoholu. Czasem wydaje nam się to niewielką przeszkodą - bo przecież są to rzeczy "zmienialne", a kobiety lubią wierzyć, że swoją miłością zmienią każdego mężczyznę. Cóż, historia zapewne zna i takie przypadki, ale najczęściej takie próby wprowadzenia zmian kończą się fiaskiem. Mężczyzna mówi "Od samego początku wiedziałaś jaki jestem". I w sumie ma rację... Pomijając dywagacje na ten temat, są kobiety, którym bardziej przeszkadzają inne cechy. Na przykład wulgarne słownictwo lub brak dobrych manier. Inne odrzuca zapaszek sugerujący brak znajomości elementarnych zasad higieny osobistej. Jeszcze inne są poirytowane dyktatorskim sposobem bycia :).

Cóż panowie, różne mogą być powody, dla których kobieta nie chce się z Wami umówić po raz drugi. Albo nawet po raz pierwszy. Zapewne przyglądacie się teraz sobie z zaciekawieniem. Jeśli znacie ten ból, być może będziecie zainteresowani wynikami tejże ankiety. Przekonajmy się więc, które cechy dyskwalifikują Was z miejsca :)

Gorąco zachęcam do udziału w ankiecie. Z góry dziękuję za wszystkie oddane głosy. Pozdrawiam :)

Komentarze (20)
Dobry fryzjer

Wszystkie wiemy jak ważny jest dobry fryzjer. Zajmuje się bowiem naszymi włosami, a włosy - to wizytówka kobiety. Powinny być zadbane, najlepiej ładnie ostrzyżone. Jednak trafić na dobrego fryzjera - nie jest już taką prostą sprawą.

Dobry fryzjer powinien mieć kilka istotnych cech, które pozwolą go za takiego uznać:

  • dobry fryzjer szybko ocenia sytuację - dotyka Twoich włosów, zadaje kilka pytań i już wie jakiego rodzaju pielęgnacji wymagają i czego najbardziej im trzeba;
  • dobry fryzjer umie dobrać fryzurę odpowiednią do kształtu twarzy, rodzaju włosów ale i Twojej osobowości;
  • dobry fryzjer nie forsuje na siłę swojej wizji i nie serwuje wszystkim dokładnie tej samej fryzury, ponieważ najlepiej mu ona wychodzi;
  • dobry fryzjer umie dostosować się do życzenia klienta, wzbogacając jego wizję swoimi spostrzeżeniami - umie znaleźć kompromis między tym czego klient sobie życzy a tym co dla niego najlepsze :))) ;
  • dobry fryzjer potrafi doradzić jak dbać o włosy, jakich środków używać do ich pielęgnacji i stylizacji;
  • dobry fryzjer to taki, który czyta Ci w myślach :) ;
  • dobry fryzjer podczas farbowania włosów umie dobrać kolory farb do koloru oczu i cery;
  • dobry fryzjer umie zaproponować nawet niewielką zmianę w strzyżeniu, która zmieni wiele w Twoim wizerunku;
  • dobry fryzjer idzie z duchem czasu, wciąż się uczy - jego wiedza obejmuje starsze i nowsze trendy, włącznie z najnowszymi technikami strzyżenia i modelowania włosów;
  • dobry fryzjer nie szarpie Twoich włosów podczas mycia, rozczesywania czy układania;
  • dobry fryzjer - mimo że strzyże Cię od lat - wciąż jeszcze potrafi pozytywnie zaskoczyć;
  • wreszcie dobry fryzjer to ktoś z kim można porozmawiać o wszystkim - zna swoich klientów, ich potrzeby, każdego traktuje indywidualnie. Dobry fryzjer jest człowiekiem i po ludzku podchodzi do swoich klientów.

Życzę  Wam takiego właśnie profesjonalisty :)

Komentarze (7)
NIE JESTEŚ SAMA...

Są takie dni, kiedy nic nie układa się po Twojej myśli. Są takie dni, kiedy masz ochotę zapaść się pod ziemię. Zniknąć. Dni, kiedy wydaje Ci się, że cały świat jest przeciw Tobie, kiedy nie widzisz szans na lepsze jutro... Jeśli tak się dzisiaj czujesz - chcę Ci powiedzieć jedną ważną rzecz: NIE JESTEŚ SAMA!

Jeśli czujesz, że spadasz w przepaść, która nie ma dna, chwyć się dłoni, którą podają Ci życzliwi ludzie. Złap się wyrastającego ze skał korzenia, walcz o siebie! Walcz o swoje życie, swoje ja, swoją duszę!!!

Życie jest naprawdę piękne - nawet jeśli trudno Ci w to w tej chwili uwierzyć. Ale jest!!! I przyjdzie dzień, kiedy i Ty to dostrzeżesz. Może jeszcze nie jutro i nie za tydzień. Ale przyjdzie. Bo zawsze przychodzi. I dla takiego dnia naprawdę warto walczyć o siebie. Nie ma sensu czekać na lepsze jutro - bo jutro zaczyna się dziś. I to jakie będzie zależy tylko od Ciebie.

A jeśli czujesz, że nie masz już siły by walczyć o siebie i chcesz spaść w tą przepaść - nie licz na to! Zanim dotkniesz dna - pochwycą Cię dłonie tych wszystkich, którym na Tobie zależy. Bliskich, dalszych bliskich i bliskich dalekich - jak my, tu, w iWoman. Podsuwamy Ci wirtualną poduchę, która zamortyzuje ewentualny upadek - o ile nasze ramiona nie będą w stanie Cię utrzymać. Stanie się tak tylko  jeśli nam na to nie pozwolisz...

Więc nie broń się. Wypłacz się w wirtualny rękaw, który podsuwamy, oprzyj na silnym ramieniu kobiet, które przeżyły lub przeżywają to co Ty w tej chwili i potrafią zrozumieć. Śmiej się z nami, płacz  z nami, dziel się z nami swoimi wątpliwościami, żalem, radością, smutkiem, entuzjazmem lub bólem. My to udźwigniemy, pocieszymy Cię, wesprzemy w trudnych chwilach... Daj nam szansę. Daj szansę sobie. I uwierz - NIE JESTEŚ SAMA!

Jeśli ten wpis jest o Tobie - dedykuję Ci dzisiaj tą piosenkę: Nie jesteś sama.

Komentarze (4)
Jedenaste przykazanie: kobiety o wiek nie pytaj!

Od najmłodszych lat słyszałam wokół siebie szepty i głośne zakazy. "Kobiety nie pyta się o wiek". Kiedy miałam lat kilka - sensu to dla mnie nie miało. Z biegiem lat zaczęło nabierać jasności, choć wciąż jestem w takim wieku, do którego śmiało się przyznaję i nie widzę powodu, by go ukrywać. Być może z biegiem lat mi się to zmieni i wtedy zasłyszane zdanie nabierze wreszcie pełnego sensu i brzmienia. Póki co, nie gniewam się na nikogo kiedy zada mi to niegrzeczne pytanie, ale wykorzystuję to przeciwko osobie pytającej. No przyznam się już - trochę bawię się kosztem takiej osoby.

Zauważyłam, że jest kilka typów osób zadających to niezręczne pytanie. Pierwszy typ to taki, który pyta bez ogródek, bez zająknięcia, który w swej bezpośredniości przekracza granice taktu w ramach zainteresowania drugą osobą. Typ drugi to typ nieokrzesany (może nie zna tej złotej zasady dotyczącej wieku kobiety?), który potrafi przy wszystkich wypalić głośne "Ile masz lat?", nawet do pani po sześćdziesiątce i nie zważa na jęki i posykiwania otoczenia ani rozpaloną do czerwoności twarz adresatki tegoż prostego wydawałoby się pytania. Typ trzeci to taki, który zna zasadę, ale ciekawość bierze górę i zanim popełni nietakt uprzedza go nieśmiałym "Może nie powinienem pytać, ale...".  Typ czwarty to taki, który w życiu sam nie zapyta, będzie się domyślał lub wypytywał wszystkich dokoła - znajomych tejże pani, rodzinę, przyjaciół.

Co jakiś czas i mnie zadawane jest to pytanie. Wtedy szybko dopasowuję pytającego do któregoś z wyżej wymienionych typów. Wykorzystuję to, iż popełnił on nietakt i odbijam piłeczkę: "A na ile wyglądam?" (choć pytaniem na pytanie się nie odpowiada :P ). Wyraz zmieszania na większości twarzy, może lekkiego wstydu - wynagradza mi wszystko inne. Niektórzy bronią się przed udzieleniem odpowiedzi jak lwy. No bo co jak pomylą się nie w tą stronę i dadzą więcej niż wypada, więcej niż takowa kobieta faktycznie tych wiosen przeżyła? Wtedy nietakt będzie jeszcze większy. Więc inteligentnie odpowiadają "Nie mam pojęcia, nie podejmuję się odpowiedzenia na to pytanie". Cóż, wówczas i ja "nie podejmuję się" odpowiedzi na pytanie o wiek. Ale co odważniejsi próbują zgadywać. Zwykle pierwszą odpowiedź zaniżają o kilka lat (na wszelki wypadek). Np. kobieta wygląda im na trzydzieści parę lat. Dla bezpieczeństwa podają więc liczbę 30. Dopiero druga odpowiedź jest zwykle tą prawdziwą, którą ktoś tam sobie w głowie zanotował.

A dlaczego kobiet się o wiek nie pyta? Bo wszystkie kobiety chcą się czuć  wiecznie młode i wszelkie pytania naruszające to łagodne przekonanie - są nietaktem, pozbawiającym złudzeń i marzeń. A więc panowie - traktujcie nas tak jakby czas stanął dla nas w miejscu. Dla Was istnieje jedenaste przykazanie: Kobiety o wiek nie pytaj! (bo zemści się to na Tobie podwójnie). Choć niektórzy powiadają, że kobieta jest jak wino - im starsze tym lepsze, bo nabiera mocy ;P.

Komentarze (14)
Kobieta i Dziki Zachód

Zainspirowana pewnym sympatycznym mailem (dziękuję!), który dotarł do mnie przed chwilą, oraz kolejami życia, przywołałam w umyśle scenę ze starego westernu. Widzieliście ją przynajmniej raz, bo pojawia się w każdym filmie tego typu. A jeśli nie - to wyobraźcie ją sobie teraz. Nagle przenosicie się w czasie do małego, starego miasteczka o dwuczłonowej nazwie. Drugi człon brzmi prawdopodobnie Springs. W pierwszy możecie wstawić cokolwiek. Może to być Colorado albo Manitou, albo cokolwiek innego. Tak więc znajdujecie się teraz w starym Colorado/ Manitou/ Soda/ Eden Springs. Nie ma już asfaltowych dróg. Zamiast tego wszędzie ziemia i piach, a kurz wkrada się Wam podstępnie do nozdrzy. Powietrze jest gorące, ostre, suche. Słońce pali skórę i razi w oczy - jest gorąco. Pot spływa Wam spod kapelusza, rosi czoło. Samo południe. Rozglądacie się - oto miasteczko żywcem wyjęte z westernu. Po drugiej stronie drogi, naprzeciwko, tzw. saloon, gdzie mężczyźni litrami wlewają w gardło whisky. Za wahadłowymi drzwiami kryją się kobiety lekkich obyczajów. Przestraszone matki ciągną dzieci do domu na siłę, by oszczędzić im krwawego widoku. W okolicznych domach ludzie wyglądają z okien, bo oto nadszedł TEN CZAS. Pojedynek w samo południe! Dwóch mężczyzn stoi naprzeciw siebie. Niespokojnie, żarliwie, czekają by wyciągnąć broń i pozbawić przeciwnika wszelkich argumentów, w tym - życia.

W tym miejscu proponuję stop-klatkę. Wróćmy do kobiet. Kobieta na Dzikim Zachodzie. Jaka była? Czy potrafimy to sobie dzisiaj wyobrazić? Z pozoru krucha, grzeczna i delikatna. Taką widzimy ją w niektórych filmach. Ale chyba znacznie prawdziwsze będzie stwierdzenie, że kobieta na Dzikim Zachodzie musiała być (i była) silna i niezwykle odważna. Warunki do życia jakie tam wówczas panowały były raczej surowe i trudne, dalekie od tych wielkomiejskich. Poruszano się konno lub dyliżansami, kolej nie wszędzie była obecna, ponieważ dopiero trwały prace nad jej budową. Brakowało żywności, czasem wody. Kobieta na Dzikim Zachodzie musiała umieć sobie poradzić w każdej trudnej sytuacji. Nawet (a może zwłaszcza) bez mężczyzny, który wyjeżdżał często na długo w poszukiwaniu zarobku. Wtedy całe gospodarstwo i dzieci zostawały na głowie naszej biednej bohaterki. A wiele niebezpieczeństw czyhało na pozostawione bez męskiego nadzoru gospodarstwa. Jak nie dzikie zwierzęta, to ludzie, którzy grabili, łupili i mordowali jak najgorsze bestie. Gdyby nasza postać była krucha i delikatna - nie przetrwałaby prób losu. Jednakże w obliczu zagrożenia kobieta na Dzikim Zachodzie potrafiła chwycić broń i strzelać do wszystkiego co się rusza. Jak każda matka, potrafiła stanąć w obronie jej dzieci i tego, co sercu drogie, na co ciężko z mężem pracowali... A jeśli jej mąż nie wrócił ze swej wyprawy, to cały trud utrzymania gospodarstwa, farmy lub rancza i przede wszystkim trud wychowania dzieci - spoczywał na barkach naszej dzielnej postaci.

Taki obraz kobiety malują nam westerny. Ile w tym prawdy? Nie wiem. Wiem natomiast, że życie pionierów nie było łatwe. Wymagało wielu wyrzeczeń i poświęceń, okupione było ogromnym wysiłkiem. Mogli się na to zdobyć tylko odważni ludzie - i tylko bardzo odważne i silne kobiety. Silne zarówno fizycznie jak i w sensie odporności psychicznej. To były kobiety czynu!

Dzisiejszy świat, mimo całej swojej cywilizacji i technologii - jest jak Dziki Zachód. Praca, dom, kariera, rodzina, związki - to wszystko wymaga odwagi i działania. I czasem - jak bohaterka westernu - każda z nas musi sięgnąć po strzelbę (oczywiście w przenośni) i stanąć w obronie siebie i tego, co jej najbliższe - w obronie swoich ideałów, myśli, wartości, wszystkiego, co kochane. I czasem trzeba wziąć udział w pojedynku w samo południe, gdzie po jednej strony stoimy my, kobiety - a po drugiej stronie życie i jego problemy. Wygrana zależy tylko od tego jak szybko zdecydujemy się sięgnąć po broń i wytrącić ją przeciwnikowi z ręki. Nasze istnienie wymaga działania i podejmowania decyzji, zanim zrobi to za nas ktoś inny...

Komentarze (8)
Ankieta - gdy spotykasz mężczyznę pierwszy raz...

Dziewczyny - dziś dodaję typowo kobiecą ankietę. Przedmiotem zainteresowania ankiety są oczywiście mężczyźni, a raczej to, na co my jako kobiety zwracamy uwagę, kiedy spotykamy mężczyznę po raz pierwszy. Pomysł zrodził mi się w głowie wczoraj, kiedy to jeden z moich kolegów zadał mi to trudne pytanie. Trudne - bo nie umiałam na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Wiem o czym się rozmawia w damskim gronie. Ale co innego rozmawiać, a co innego stosować to w rzeczywistości. Dlatego też zamieszczam ankietę, żeby było się na czym oprzeć. Dlaczego ankieta? Dlatego że anonimowo wypowiada się dużo łatwiej jak zauważyłam. A tu - nawet nie wymaga pisania, trzeba tylko odhaczyć odpowiedź :)))

Na co ja zwracam uwagę - zadałam sobie to pytanie - i wiecie... trudno tak jednoznacznie odpowiedzieć. Bo facet musi mieć to "coś". To pierwsze wrażenie jest przecież bardzo ważne. W pierwszej chwili stwierdziłam, że nie da rady się tak określić - no bo ważne są i dłonie, i zapach, i głos, który bardzo na mnie działa. Ostatecznie jednak ograniczyłam się do dwóch cech, które są istotne dla mnie podczas pierwszego spotkania - oczy i głos. Oczy jako zwierciadło duszy mówią wszystko (tylko ja chyba dobrze czytać nie potrafię ;P), a głos to już poniekąd skrzywienie hobbystyczno-zawodowe. Dźwięki działają na mnie niesamowicie. Z tym że... no cóż - słowa kłamią i własnym uszom zawierzać nie powinnam. Następne w kolejności byłyby chyba dłonie... ech... no i cała reszta :))) A tak naprawdę to chciałoby się napisać, że facet musi być po prostu wyjątkowy :). Musi mieć pewne cechy osobowości, które przyciągają jak magnes...

A na co Wy zwracacie uwagę przy pierwszym spotkaniu? Zachęcam do wzięcia udziału w ankiecie jak i do wypowiadania się w komentarzach. Jeśli pominęłam jakąś istotną cechę - to bardzo proszę zwróćcie mi uwagę - naprawimy ten błąd :)))

Komentarze (9)
Bucikowy Dylemat Kopciuszka

No i już - wizyta u stomatologa odpracowana i na pół roku spokój. Boli.... Nie, nie ząb bynajmniej, ale noga od buta, czy też raczej nogi od niewygodnych butów, które postanowiłam włożyć mimo tego iż wiedziałam że jest spory kawałek do przejścia. Buty okazały się niewygodne dopiero po którymś kilometrze i zaalarmowały mnie krwawiącą piętą... Podstępne!

W mojej szafie bardzo ważne są tzw. cichobiegi - . Ma to swoje uzasadnienie, ponieważ na co dzień dużo i często chodzę, przy czym poruszam się energicznie i szybko. Dlatego nie lubię kiedy but mnie ogranicza. Stąd cichobiegi :))). Oprócz nich obecne są oczywiście klasyczne szpilki, które kocham nad życie. Wkładam je przynajmniej raz w tygodniu jeśli nie częściej - głównie w celach reprezentacyjnych :DD. Szpilki mają 8cm obcasiki i są bardzo wygodne - niestety do czasu. Po około 6-8 godzinach stania w nich mój kręgosłup mówi "pas". Wtedy szpilki zostają wymienione na równie reprezentacyjne czółenka, ale z delikatnym obcasikiem 2cm, który podobno dla kręgosłupa jest najzdrowszy (czasem też na tzw. baleriny z podeszwą płaską). To umożliwia mi "wystanie" kolejnych kilku, kilkunastu godzin.
Oprócz tego w szafie goszczą jeszcze buciki sportowe na wypadek gdybym zechciała wyjść do lasu, pospacerować nad rzeką lub pobiegać, trzewiki na niepogodę, klapki i sandały na słoneczne ciepłe dni - te ulubione to wiązane w okolicach kostki :D.

Mam kilka tez jeśli chodzi o buty :

1. BUT MUSI BYĆ WYGODNY. To jest warunek konieczny. Jeśli but jest niewygodny to choćby nie wiem jak był piękny - nie kupię go. Niestety niektóre okazują się nieodpowiednie dopiero po fakcie zakupu :/ i przeważnie nic już nie można z tym zrobić. Kupując buty zwracam uwagę przede wszystkim na:
- wysokość obcasa. Jeśli będzie bardzo wysoki, to kręgosłup się zbuntuje. Nogi również - po roku wkładania szpilek codziennie na kilka godzin, musiałam sięgnąć po krem przeciwko obrzękom i żylakom. Nogi puchły mi w okolicach kostek i łydek. O kolanach to już nawet nie wspomnę... Zupełnie płaska podeszwa podobno również nie jest zdrowa. Więc zawsze staram się wybrać coś po środku :)
- dobre wyprofilowanie - zdarzyło mi się kupić buty, które były dobre kiedy mierzyłam je w sklepie. Rozmiar pasował, ale jak się potem okazało cały ciężar ciała przenosił się do tyłu na pięty - nie było to zbyt wygodne:/

2. BUT MUSI BYĆ ZGRABNY I ŁADNY - a najlepiej także lekki. Tego chyba nie muszę tłumaczyć. Jeśli coś mi się nie podoba, to tego nie noszę. Chociaż zdarzyło mi się kilka razy w życiu pójść na wyjątkowy kompromis ze względu na wygodę butów.

3. BUT MUSI PASOWAĆ DO STROJU - i ładnie i elegancko dopełniać całość. Za pomocą odpowiednio dobranych butów można korygować i maskować nasze niedoskonałości. Polecam znakomity artykuł na ten temat na poniższej stronie:

www.pressmedia.com.pl/sn/index.php
 

I teraz już wiem dlaczego Kopciuszek zgubił pantofelek. BAJKI KŁAMIĄ! Po pierwsze uciekał z balu, bo buty były niewygodne - nie miał czasu kupić odpowiednich, bo przecież zajmował się garderobą sióstr. A po drugie to tak naprawdę Kopciuszek nie zgubił bucika, tylko łapał stopa, a ponieważ żaden pojazd się nie zatrzymał - rzucał za nimi butami ze złości ;). Wyszło to Kopciuszkowi na dobre - może ja też powinnam zacząć rzucać butami w stanie uniesienia??? Nie liczę na to, że znajdzie je książę, ale może trafię jakiegoś przystojniaka w głowę i w ramach przeprosin będę mogła zaciągnąć go na jakąś kawę :D.

Biorąc to wszystko pod uwagę szanse na to, że kupię sobie wreszcie buty idealne jest znikoma...:)
Więc póki co eksperymentuję pomiędzy wygodne, ładne i modne :D

Komentarze (13)
Kobieta inteligentna i związki

Kobietą bądź. I to głupią kobietą. Wtedy wszystko Ci się uda.
No, może przesadziłam nieco z tym odkrywczym stwierdzeniem. Ale faktem jest, że jak pokażesz swoją inteligencję (bo przecież wszystkie jesteśmy inteligentne), zwłaszcza w męskim gronie, to od razu żyje się trudniej. Najlepiej nic nie widzieć, nic nie słyszeć i tylko potakiwać głową.

Najtrudniejsze to być inteligentną w związku - inteligentniejszą niż Twój partner. Kiedy zdarza mu się "niewinne" kłamstwo - powinnaś potakiwać głową na znak, że w to kłamstwo wierzysz. Naturalnie jako inteligentna kobieta wiesz jak, gdzie i kiedy skłamał, wiesz nawet dlaczego - ale jeśli dasz mu to do zrozumienia  - będzie RED ALERT, czerwony alarm, czytaj: kłopoty! Mężczyzna - to stworzenie proste i dość prymitywne, toteż wyobraźnią nie grzeszy. Co za tym idzie kłamstwa jego do wyrafinowanych nie należą, a on sam jeszcze mniej uwagi poświęca zacieraniu śladów i uwiarygodnieniu bzdur, które podaje Ci na talerzu. Doprawdy szczytem ignorancji jest powiedzieć kobiecie, że się wyjechało z miasta - po czym wpaść na nią pół godziny później przypadkiem tuż pod jej domem (pod rękę z inną kobietą). Jeśli już mężczyzna kłamie - mógłby się postarać o to by kłamstwo było wiarygodne i nie wydało się. Tymczasem znaczną większość męskich kłamstw jako kobieta inteligentna odkrywasz od razu. Pojawia się dylemat - przyszpilić go czy nie. Naturalnie wybierasz opcję pierwszą, ponieważ nie możesz oprzeć się pokusie, żeby mu pokazać, że WIESZ! Poza tym sam fakt, iż ośmielił się skłamać sprawia, że szlag Cię trafia, czujesz się zraniona i żądasz wyjaśnień. I to jest droga pani BŁĄD. Bo kiedy on wie, że Ty wiesz (trochę skomplikowane :/), jego nieobeznany z intensywnym wysiłkiem mózg zaczyna nagle pracować na wysokich obrotach i zanim dojdzie do konfrontacji - znajduje wymówkę. Jeśli  jednak mimo ustawicznego myślenia nie udaje mu się takowej wynaleźć na czas, stosuje metodę numer dwa - odwracanie kota ogonem. W myśl powiedzenia, że najlepszą obroną jest atak - mężczyzna odwraca Twoją uwagę od własnego "wykroczenia". Uważaj - kiedy Ty będziesz próbowała dowiedzieć się o co chodzi usłyszysz jedną z następujących wersji:
1. jest bardzo zajęty, nie ma teraz czasu, przez Ciebie zaniedbał sprawy firmowe, odezwie się jak znajdzie wolną chwilę
2. naciskasz go, zaczyna czuć się jak w klatce, potrzebuje więcej swobody
3. robi ci awanturę o jakiś drobiazg i sprawia że czujesz się totalnie winna wszystkiemu, zapominasz o sprawie.

Naturalnie świetnie na tym wychodzi, kłamstwo idzie w niepamięć i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Jeśli jednak - jako kobieta inteligentna - widzisz co jest grane i nie odpuszczasz - mężczyzna posunie się dalej. Nagle okaże się, że wcale szczęśliwy w tym związku nie jest, bo Ty się ciągle "czepiasz", masz jakieś "nieuzasadnione" pretensje a on biedny nic złego przecież nie robi. Czuje się przez Ciebie zaszczuty i jest zmęczony związkiem.
Tak więc jako kobieta inteligenta powinnaś wybrać opcję drugą - pokiwać głową na znak, iż wierzysz w jego kłamstwa, po czym bacznie go obserwować, tak, by nie stał się podejrzliwy.  Jeśli bowiem mężczyzna zacznie choćby podejrzewać, że ma do czynienia z kobietą inteligentną - zejdzie z prostej ścieżki na zupełnie dziką, będzie knuł i wyobrażał sobie rzeczy, do których jakoby jesteś zdolna. Wreszcie popadnie w manię prześladowczą i z byle powodu będzie atakował.
Ba! zdarzają się tacy, którzy w kłamstwie są prawdziwymi wirtuozami, ale tylko wtedy gdy doceniają Cię w kwestii intelektualnej i traktują jak godnego przeciwnika.
Nie ma nic gorszego niż rozwścieczony własną pomyłką mężczyzna - pomyłką w ocenie Ciebie i Twojej inteligencji. Przysparza mu to bowiem mnóstwa problemów, nawet takich, o których wcześniej nigdy nie śnił.
Jako kobieta inteligentna jesteś przeważnie obiektem niepożądanym, ponieważ zadajesz trudne pytania i oczekujesz odpowiedzi, a konwersacja z Tobą wymaga szybkiej pracy trybików w mózgu, co w przypadku mężczyzn zaprogramowanych na śledzenie piłki na ekranie telewizora jest dość trudne. Powiem więcej - konwersacja z Tobą wymaga nie tylko zwykłego myślenia, ale i inwencji twórczej oraz choćby odrobiny błyskotliwości. To już wykracza poza standardowe "cześć, jak się masz" i wymaga uruchomienia najgłębszych pokładów wiedzy. Przychodzi rozmowa o sztuce, kulturze, muzyce... Większość mężczyzn w tej trudnej sytuacji zmierza ku temu by jak najszybciej zamknąć Ci usta - w sposób wiadomy.
Kobieta inteligentna to wyzwanie, ale i postrach. Kiedy patrzysz w oczy mężczyźnie, Twoja pewność siebie i lekkośc poruszania wielu tematów zwyczajnie go przeraża. Odnosi wrażenie, że wiesz do czego zmierza i nawet o czym myśli (co w 90% przypadków jest zupełną prawdą). Czuje, że przejrzałaś jego samego i jego intencje na wylot (zwykle się nie myli). Toteż Twoje randkowanie jako kobiety inteligentnej należy do średnio udanych.
Wniosek z tego taki,że jako kobieta inteligentna nie powinnaś tej inteligencji w żaden sposób przejawiać, ponieważ cecha ta stwarza wiele zagrożeń w pojęciu mężczyzny.

Jedynym źródłem i inspiracją tego wpisu są moje własne wieloletnie doświadczenia z naciskiem położonym na na ostatni tydzień, kiedy to zachciało mi się niefortunnie pokazać, że WIEM!

Miłego dnia wszystkim życzę!

Komentarze (19)
Broń się!

Scena: parking pod blokiem, samochód
Otoczenie: dość duże osiedle, nieopodal ruchliwa ulica.
Aktorzy: kobieta, mężczyzna, ja i mój kolega M.
Czas: koło północy


Wracam do domu, kolega M. mnie odprowadza, ponieważ nie wypada, żeby kobieta sama chodziła po ulicach w nocy. Tak więc dla mojego bezpieczeństwa (albo swojego???) zaoferował swoje towarzystwo i teraz idzie obok, niosąc torbę z moimi papierami. Nie idziemy główną ulicą, ale równoległą do niej osiedlową uliczką. Właśnie mijamy jeden z zaparkowanych samochodów. W środku - kobieta i mężczyzna. Dość głośno rozmawiają. Po chwili zaczynają się kłócić. My jesteśmy już kawałek dalej, kiedy ze wspomnianego samochodu zaczynają dobiegać krzyki i wyraźne odgłosy bicia. Kobieta zaczyna wołać o pomoc. Niewiele myśląc, zawracam i biegnę w stronę samochodu. M. łapie mnie za rękę, zatrzymuje i pyta co zrobię jak już tam dobiegnę? Bo skoro facet uderzył jedną kobietę, to druga nie zrobi mu różnicy. Wyrywam się, ale M. każe mi się uspokoić. Wyjmuje telefon i dzwoni po policję. Tam przyjmują zgłoszenie. Czekamy.
Kobieta krzyczy coraz głośniej, nie mogę tego znieść i proszę M. żebyśmy coś zrobili. M. spokojnie tłumaczy mi, że jest ciemno, nie wie czy mu gość z nożem nie wyskoczy, poza tym uważa, że nasza interwencja może tylko pogorszyć sprawę. Nikt z okolicznych bloków nie reaguje, gdzieś uchyla się okno na chwilę i zaraz zamyka z trzaskiem. Nikt nic nie widzi. Nikt nic nie słyszy. Ponownie dzwonimy na policję i otrzymujemy informację, że wysłano patrol. Teraz już nawet M. robi się niespokojny. W samochodzie robi się dziwnie cicho. Do głowy zaczynają mi przychodzić najgorsze myśli. "Zabił! A ja tu stoję, nic nie robię, tylko czekam!"
Widzę po M., że i on myśli to samo. Jednak za chwilę znów dobiegają nas głośne krzyki. Po kolejnych 10 minutach przyjeżdża patrol policji. Interweniują.
Biorę głęboki wdech - już, po sprawie...

Cała sytuacja miała miejsce jakiś czas temu. Zostały mi tylko wspomnienia tamtych chwil. Z całego zamieszania bardzo dobrze zapamiętałam to, co stało się potem. Policja poprosiła napastnika o to, by wysiadł, zrewidowali go. Kobieta, która błagała o pomoc jeszcze w czasie interwencji, miała pobitą twarz, rozmazany od łez makijaż, krew na bluzce z rozciętej wargi. Sprawa była oczywista. Jednak już za chwilę ofiara twierdziła, że nic się nie stało. Oskarżenia nie wniosła. Mężczyzna odgrażał jej się cały czas i tylko dlatego oraz za to, że stawiał opór - zabrano go na komisariat...
Sprawa zamknięta....

Jednak od tamtej pory bałam się chodzić sama po ulicach. Nie chciałam paść ofiarą jakiejkolwiek przemocy czy nie w pełni zrównoważonego osobnika. Nie chciałam być bezbronną kobietą. Zaczęłam czytać. Co zrobić, jak się bronić... Okazało się, że możliwości samoobrony są - ale czy takie znów wielkie? Oto co zapamiętałam:

1. Jeśli nosisz szpilki - można ich użyć! Silne przydeptanie obcasem stopy napastnika będzie dla niego bardzo bolesne. Zaboli, ale nie obezwładni - o ile w ogóle uda się użyć szpilek. Dlatego jak podaje artykuł

www.dziennik.pl/kobieta/uroda/article313920/W_wysokich_obcasach_na_zlamanie_karku.html

w przypadku samoobrony po zadaniu ciosu, trzeba zadać następny - lub uciekać, co w szpilkach jest wyjątkowo trudne.

2. warto nosić w torebce mały dezodorant (lepszy byłby gaz paraliżujący, ale gdzie to dostać???), aby w razie czego psiknąć nim w oczy napastnika. Fachowcy radzą, aby wieczorową porą ukryć go w rękawie, ponieważ przede wszystkim liczy się szybka reakcja.
3. klucze mogą być doskonałym narzędziem obrony

A tutaj jeszcze kilka rad, które znakomicie gromadzą niezbędne informacje, znalezione na forum Netkobiety.pl (bardzo mi się spodobało, więc przytaczam w całości! :) ):

  • nie wychodź późnym wieczorem sama; jeśli nie masz wyboru, weź taksówkę;
  • w każdym mieście są tzw. "strefy zagrożenia" - ciemne uliczki, miejsca gdzie zbiera się podejrzane towarzystwo, miejsca o złej opinii etc. - unikaj takich miejsc, nawet jeśli musiałabyś obejść pół miasta - Twoje zdrowie jest ważniejsze;
  • nie wsiadaj do pustego przedziału w pociągu;
  • jeśli idziesz ulicą i czujesz, że dzieje się coś niedobrego - uciekaj - jeśli masz buty na wysokim obcasie, zdejmij je i uciekaj - wykorzystaj swój strach - wierz mi, w chwili zagrożenia Twój organizm da Ci taki zastrzyk adrenaliny, że będziesz biec szybciej niż nie jeden olimpijczyk;
  • jeśli nie masz jak uciec, bo na przykład zasłonił Ci drogę - zaatakuj - napastnik zakłada, że nie będziesz się czynnie bronić - rzuć w niego czymś (torebką, kluczami, kamieniem z chodnika, butelką - cokolwiek ciężkiego trafi Ci się pod rękę)  - celuj w twarz - i uciekaj;
  • nie kop go w krocze - wszyscy faceci zdają sobie sprawę, że kobiety najczęściej atakują ich "klejnoty" - napastnik prawdopodobnie będzie się tego spodziewał - lepiej już kopnij go z całej siły w kolano, rań paznokciami oczy, uderz w krtań - i uciekaj;
  • jeśli założyłaś buty na szpilkach - zdejmij but i uderz go z całej siły obcasem w głowę - i oczywiście, uciekaj;
  • wyszłaś z parasolką? - bardzo dobrze - zaatakuj go parasolką, najlepiej taką ze szpikulcem - tylko nie wal parasolką na oślep jak cepem, tylko mocno, prosto dźgaj - w twarz - i nie miej litości - pamiętaj, to on Cię zaatakował;
  • jeśli chodzi tylko o Twój portfel - oddaj mu go, a potem zgłoś sprawę na policję - Twoje zdrowie jest cenniejsze;
  • jeśli wokół są jeszcze jacyś postronni ludzie - wołaj o pomoc - tylko pamiętaj, niech to nie będzie wołanie do nikogo - zapewniam Cię, nikt nie będzie chciał się w to mieszać i nikt Ci nie pomoże - znajdź szybko konkretną osobę, jakiegoś mężczyznę i poproś go o pomoc :"Proszę, niech pan mi pomoże!" - pamiętaj, konkretna osoba - jeśli nie ma facetów, idzie tylko jakaś kobieta - poproś ją o pomoc: "Niech pani mi pomoże!" - dwie kobiety to już nie jedna - napastnik powinien zwątpić;
  • i chyba najskuteczniejsza broń: GWIZDEK - kup sobie taki gwizdek - najlepiej duży, metalowy, taki jak mają sędziowie na meczach piłkarskich - jeśli coś będzie nie tak, zacznij z całych sił gwizdać - po pierwsze, na Twoje wołanie "pomocy!", nawet nikt nie wyjrzy przez okno (już lepiej krzyczeć "pali się!") - znieczulica? - tak, taki jest już ten świat - nikt nie chce mieć problemów, a przy gwizdaniu, wszyscy mieszkańcy pobliskich domostw wybiegną zobaczyć co się dzieje - po drugie, napastnik będzie tak zdezorientowany, że najprawdopodobniej ucieknie - gwizdek będzie mu się kojarzył z policją - i uwaga, nie noś gwizdka na sznurku przewieszonym przez szyję - jeśli napastnikowi uda się złapać ten gwizdek, jesteś przegrana, pociągnie Cię na nim jak na smyczy - lepiej już, trzymać gwizdek w kieszeni (nie w torebce - nie będzie czasu, żeby go odnaleźć), albo jako breloczek do kluczy; po trzecie, możesz taki metalowy gwizdek wsadzić mu w oko."

Niektóre punkty nawet mi wydają się nieco drastyczne, ale faktem jest, że to napastnik atakuje - i na pewno nie ma dobrych zamiarów. Jeśli nie będziemy bronić się skutecznie - czyli tak aby napastnika obezwładnić - obróci się to przeciwko nam.

A ja już od dawna obiecuję sobie pójść na normalny kurs samoobrony dla kobiet. Póki co, oglądam filmiki instruktażowe. Podaję linki także Wam:

www.spryciarze.pl/zobacz/jak-bronic-sie-przed-napastnikiem-czesc-1
www.spryciarze.pl/zobacz/jak-bronic-sie-przed-napastnikiem-czesc-2
www.spryciarze.pl/zobacz/jak-bronic-sie-przed-napastnikiem-czesc-3

Sama świadomość, że ktoś mógłby mnie zaczepić, złapać, uderzyć może paraliżować. Mnie napawa raczej wstrętem, zwłaszcza, że znalazłam się kiedyś w podobnej sytuacji (może kiedyś o tym napiszę) i nie chciałabym już nigdy więcej czuć się tak bezsilna jak wtedy. Cokolwiek się dzieje - nie musimy pozostawać bezbronne i zdane na łaskę potencjalnych przechodniów. Ludzie boją się interweniować - nikt nie chce ryzykować. Znieczulica i obojętność, strach i obawy - skutecznie powstrzymują ludzi od niesienia pomocy innym. Może czasem trafi się ktoś, kto nam pomoże, ale zamiast liczyć na taki cud - lepiej już dziś nauczyć się bronić. A więc brońmy się - mamy do tego prawo!

P.S. Idę kupić gwizdek...

Komentarze (9)
1 | 2 |