iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

O kilka słów za daleko...

Uważajcie na ludzi, którzy czują się bezsilni. Bo tacy ranią najgłębiej i najmocniej. Atakują na oślep i nie posługują się logicznymi argumentami. Ludzie zdesperowani posuwają się do tanich chwytów i sięgają po ciężkie i ostre słowa aby tylko zranić drugą osobę.

Mam taką rozmowę za sobą... Właśnie teraz. Właśnie przed chwilą. Ktoś powiedział o wiele za dużo. Ktoś kto co jakiś czas przypomina sobie o mnie i upatrzył mnie za cel swojej agresji, bo kiedyś powiedziałam: NIE... Mój były przyjaciel. Czy kiedykolwiek nim był? Zaczynam mieć wątpliwości po tym co dzisiaj od Niego usłyszałam...

Trzeba wybaczać. Więc wybaczam. Niech idzie swoją drogą, ja swoją. Ale tych słów już nie da się cofnąć. Łatwo jest mnie przeprosić i udobruchać. Bo jestem naiwna i wierzę ludziom. Ale tym razem sprawił, że popłynęły łzy. Wybaczam po raz kolejny. Ale tym razem odwracam się i zatykam uszy. Nie będę więcej słuchać i bezczynnie stać, gdy ktoś mnie znieważa i poniża...

Komentarze (11)
Łzy - babska sprawa?

Mówią, że to wstyd. Że nie wypada. Że łzy są oznaką słabości. Że psują wizerunek. I że wolno wszystko, tylko nie to: mężczyznom nie wolno płakać! Bo świat tego nie zrozumie. Bo świat tego nie wybaczy. Bo świat uzna ich za straceńców z powodu jednej małej kropli słonego płynu...

To nie jest prawda, że mężczyźni nie powinni płakać. To jakiś chory stereotyp z pozbawionym uczuć macho w roli głównej. Pytanie: czy facet to nie jest istota ludzka? Mimo wszystkich swoich urazów i uprzedzeń odpowiadam: jest!  Faceci to także ludzie. Może o inaczej skonstruowanej psychice i wyglądzie zewnętrznym - w końcu czymś musimy się różnić - ale są to ludzie z krwi i kości.

Ostatnio ktoś się przy mnie rozkleił. Trochę. Ja, mówiąc o tak trudnych sprawach, pewnie rozbeczałabym się zupełnie, puściłyby mi nerwy i zalałabym się łzami. No, ale ja jestem kobietą. Nam to dozwolone. A facetom nie wolno. A niby dlaczego? Też mają swoje uczucia, przeżycia, doświadczenia. To, że ich nie okazują, nie znaczy, że ich nie mają. Mają. Niektórzy sobie z nimi nie radzą, inni udają, że problemu nie ma. Każdy ma na to jakiś sposób. I raz na sto lat niektórym zdarza się uronić łezkę. Najczęściej w samotności, gdzie nikt ich nie widzi, oczy nagle zaczynają szczypać a po policzku spływa łza. Bo panuje przekonanie, że mężczyzna, który płacze - okazuje w ten sposób swoją słabość. Czyżby??? A może to tylko przejaw wrażliwości? Tak!!! Mężczyźni posiadają i taką cechę! Ale rzadko się z nią obnoszą - większość wręcz wstydzi się jej i wyrzeka by nie wypaść z przeznaczonej im roli twardziela.

Więc mężczyźni nie płaczą. Nie płaczą publicznie, nie płaczą w towarzystwie znajomych, nie pozwalają sobie na łzy nawet (a może zwłaszcza???) w obecności najbliższych. A kiedy w przypływie emocji i uczucia bezsilności łzy zaczynają cisnąć się im do oczu - odwracają się, uciekają, wychodzą - po to by nie stracić wizerunku prawdziwego faceta. Po to by nie okazać słabości, po to by nie pokazać, że nie wiedzą co w danej chwili zrobić.

To nie jest prawda, że faceci nie płaczą w ogóle. Bo zdarza im się. Tyle, że z dala od cudzych oczu. Niektórzy zaciskają wtedy gardło i szczęki, zamykają się w sobie jeszcze bardziej i rzucają w wir pracy. Stereotyp zakorzeniony jest tak mocno, że nawet przed samymi sobą nie chcą słabości okazać.

Łzy to podobno babska sprawa. Może dlatego, że kobiety nie wstydzą się łez. Niektóre wręcz wykorzystują je by osiągnąć własne cele. Smutne, ale prawdziwe. Kobiety wykorzystują to, że mężczyźni nie mogą znieść widoku płaczącej partnerki. Oczywiście nie każda kobieta tak robi, ale zaryzykowałabym stwierdzenie, że co najmniej połowa, jeśli nie większość. Tak wynika z moich obserwacji.

Dlaczego płaczemy? Z różnych powodów. To jest właściwie pytanie do Was. Po lewej stronie nowa ankieta - zachęcam do wzięcia  w niej udziału. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie z jakiego powodu zdarzyło nam się płakać najwięcej i najczęściej. Może na uroczystościach rodzinnych? A może ze śmiechu? A może nie potrzebujemy żadnego konkretnego powodu, w myśl zasady, że każdy powód jest dobry? Jak to właściwie jest?

Komentarze (14)
Doprowadzona do ostateczności

No i musiałam być brutalna. Nie znoszę kiedy ktoś mnie doprowadza do takiego stanu. Ostatnio i tak żyję w dużym stresie, mam mało czasu na wszystko i chodzę niedospana, w dodatku trochę podchorowana. Moja cierpliwość znacznie zmalała.

I oto dziś, po kolejnych kilku tygodniach ciszy, zadzwonił znowu mój przyjaciel. Tak, tak, dokładnie ten sam, o którym pisałam wcześniej. Myślałam, że sprawa jest załatwiona i zamknięta. Jak widać - myśleć nie powinnam, ponieważ  myślałam źle po raz kolejny. Mój były przyjaciel (ten od zakochania), jakby nigdy nic, zadzwonił. Niewiele rozmawialiśmy, ponieważ był zalany w trupa i nie mogłam go zrozumieć. A jako że miał wiele do powiedzenia, z mojej strony linii wydobywał się  tylko pijacki bełkot. Już samo to podniosło mi ciśnienie, bo prosiłam żeby nie dzwonił do mnie po wspomagaczach i z promilami we krwi. Treść tego, co próbował mi przekazać zirytowała mnie jeszcze bardziej. Nadal mnie kocha. Szkoda, że nie potrafi mnie szanować i tego o co proszę... Ostatecznie po raz kolejny musiałam mu powtórzyć to co zawsze. Tylko, że tym razem to już nie było delikatne. Delikatność jakoś do tej pory nie poskutkowała. Dlatego dzisiaj byłam brutalna, tak bardzo jak nigdy nie chciałam być. Spokojna, ale brutalna w słowach, tłumacząc, że nie odwzajemniam jego uczuć i nie czuję tego co on do mnie. Już nie dawałam mu niczego do zrozumienia - byłam tak bezpośrednia że bardziej nie można.

Zrozumiał.... Po tych słowach powiedział tylko "przepraszam" i "dobranoc" i rozłączył się.

No... Niby z głowy... Ale czuję się paskudnie. Nie znoszę jak ktoś mnie doprowadza do ostateczności.

Komentarze (8)
Jak mówić do mężczyzny, żeby nas słuchał...

Odwieczny problem: Ty mówisz, a On nie słucha. Ty tłumaczysz, a On nie rozumie. Albo przytakuje głową, a potem i tak okazuje się, że nic do Niego nie dotarło. Jakbyście żyli na innych planetach i posługiwali się innymi językami.

Jak mówić do mężczyzny żeby słuchał? Na pewno same macie wiele wypróbowanych sposobów. Od siebie mogę polecić kilka następujących:

  • MÓW KRÓTKO - my kobiety mamy tendencje do rozwijania każdego tematu ponad miarę. Coś, co można przedstawić w kilku zdaniach, potrafimy omawiać godzinę. A mężczyzna już po kilku minutach przestaje słuchać. Przygotowuje się na kolejne "kazanie".
  • MÓW KONKRETNIE - najlepiej od razu przejść do meritum sprawy. W kilku zdaniach wyjaśnić o czym chcemy rozmawiać i dlaczego.
  • BĄDŹ BEZPOŚREDNIA - daruj sobie wszelkie aluzje. Choćbyś nie wiem jak pięknie nawiązywała do tematu, który naprawdę Cię interesuje - rzadko kiedy coś z tego wychodzi. Mężczyzna zmęczy się już samymi aluzjami i zachodzeniem w głowę, o co właściwie Ci chodzi, po co to wszystko i gdzie jest haczyk. Lepiej w prostych słowach powiedzieć w czym rzecz - sobie zaoszczędzisz czasu, a swojemu mężczyźnie bólu głowy.
  • BĄDŹ SZCZERA - nigdy nie próbuj udawać, że coś Ci odpowiada, kiedy tak nie jest. Bo prędzej czy później to "coś" stanie między Wami, a On zarzuci Ci nieszczerość. I będzie miał rację! Jeśli boisz się, że to co masz do powiedzenia zrani Jego uczucia, pomyśl, jak będzie się czuł, kiedy okaże się, że nie byłaś z Nim do końca szczera? Pewne Jego zachowania irytują Cię - więc powiedz Mu o tym. Nie każ Mu się domyślać. W przeciwnym razie, kiedy nie zgadnie, pretensje możesz mieć tylko do samej siebie...
  • BĄDŹ SPOKOJNA - nie atakuj Go. Jeśli napastliwie zaczniesz rozmowę, to z pewnością nie skończy się ona happy end'em. Agresja rodzi agresję. Choćby nie wiem jak trudny był temat - bądź opanowana i spokojna do samego końca rozmowy.
  • NIE PŁACZ - kiedyś przyjaciel powiedział mi, że łzy to najgorszy element kobiety. Bywają odbierane właściwie, jako przejaw silnych emocji. Często jednak mężczyźnie wydaje się, że za pomocą łez próbujemy osiągnąć cel i wymusić na Nim zmiany lub podjęcie pewnej decyzji. I nawet jeśli Nam ulegnie - zatrzyma to w pamięci jako przejaw własnej słabości i presję z naszej strony. Jeśli musisz płakać, wyjdź na chwilę i zrób to tak, by tego nie widział. I nie histeryzuj w Jego obecności - mężczyzna czuje się wtedy bezsilny i jedyne na co ma ochotę to ucieczka.
  • BĄDŹ RZECZOWA - przede wszystkim trzymaj się tematu. Nie pozwól by rozmowa przerodziła się w kłótnię typu "a Ty zeszłego lata zrobiłeś to i to..". Nikomu to nie pomoże. Przeszłość zostaw przeszłości, skup się na tym co tu i teraz. Nie zostawiaj miejsca na niedomówienia i domysły.
  • NIE WYOLBRZYMIAJ PROBLEMÓW - nie rób z igły wideł. Skup się na rozwiązaniu problemu. Nie roztrząsaj tego kto jest winny w ogóle lub kto bardziej. To niczego nie zmieni.
  • BĄDŹ CIERPLIWA - czasem trzeba coś powtórzyć dwa razy lub trzy. Nie irytuj się i nie trać panowania nad sobą. Wyjaśniaj tyle razy, by żadne z Was nie miało wątpliwości. Mężczyznę może irytować Twój spokój. Będzie doszukiwał się podstępu, drugiego dna. Niech to przetrawi. W końcu zrozumie, że masz czyste intencje, tylko daj Mu na to czas.
  • BĄDŹ WYROZUMIAŁA - jeśli chcesz by mężczyzna Cię zrozumiał, spróbuj postawić się w Jego położeniu i spojrzeć na sytuację Jego oczami. Może z Jego perspektywy wygląda ona zupełnie inaczej?
  • WYBIERZ ODPOWIEDNI CZAS - pamiętaj, że każda rozmowa powinna odbywać się w odpowiednim czasie i miejscu. Jeśli temat jest poważny, postaraj się byście byli sami i by nikt Wam nie przeszkadzał. Miej możliwość patrzenia Mu głęboko w oczy i trzymania Go za rękę. To daje więcej szans na porozumienie. Nie naskakuj na Niego przy znajomych czy kolegach, bo tylko pogorszysz sytuację. Wasze sprawy powinniście załatwiać między sobą, a nie publicznie. Nie mieszaj w nie innych, bo zostanie to źle odebrane.
  • DOCENIAJ GO - jeśli widzisz, że się stara, powiedz Mu to. Daj do zrozumienia, że bardzo liczysz się z Jego zdaniem i szanujesz Je, nawet jeśli się z Nim nie zgadzasz. Powtarzaj, że rozmowa z Nim jest dla Ciebie ważna, tak samo jak to, byście doszli do porozumienia i znaleźli wspólne rozwiązanie problemu.
  • ZNAJDŹ RÓWNOWAGĘ - Nie unikaj trudnych tematów - bo to do niczego nie prowadzi. Staraj się jednak aby były one zrównoważone przez tematy przyjemne. Rozmawiaj z Nim o tym co jest dla Niego ważne, co sprawia Mu przyjemność, o jego hobby, pracy, kolegach. Bądź nie tylko partnerką. Bądź Jego przyjacielem na dobre i na złe - takim, który zawsze stara się rozumieć. Takim, któremu można powiedzieć wszystko i nie zrobi za to awantury.
  • NAJPIERW DAWAJ, POTEM OCZEKUJ - przede wszystkim dawaj dobry przykład. Jeśli chcesz żeby On Ciebie słuchał - Ty słuchaj Jego. Chcesz żeby rozumiał - Ty staraj się rozumieć Jego punkt widzenia. Chcesz żeby był cierpliwy - bądź cierpliwa, spokojna i opanowana.

To tylko kilka myśli, które nasuwają mi się w tym temacie. Nikt nie ma zdolności jasnowidzenia. Dlatego jeśli czegoś oczekujemy - musimy o tym mówić i to otwarcie, najlepiej wprost, żeby unikać nieporozumień. Do mężczyzny również. I nie oczekujmy natychmiastowej reakcji. Jeśli my miałyśmy czas przemyśleć sprawę - przedstawmy Mu swój punkt widzenia i dajmy czas do namysłu. Niech dobrze rozważy to co usłyszał. Niech ma czas to zrozumieć. Niech wie, że może pytać i nie urwiemy Mu za to głowy. Niech wie, że czekamy na Jego opinię w danej kwestii, bo liczymy się z tym co myśli i czuje. Niech czuje, że jest dla Nas ważny. Może nie wszystko zmieni się od razu, ale wiem, że zmiana nastawienia kobiety, daje dużą szansę na zmianę nastawienia mężczyzny. Jeśli postaramy się Go zrozumieć, On postara się nas słuchać.

Komentarze (21)
Mężczyzna jest jak rozpędzony pociąg...

Czepiają się mnie pociagi ostatnio, chociaż żadnym od dawna nie jechałam. A jeżdżą mi po głowie i do każdej myśli doczepiają wagonik. I dzisiaj znowu o pociągach. O pociągach i mężczyznach tym razem, bo porównanie nasuwa się samo.

Mężczyzna, który pragnie kobiety - jest jak pociąg. Jeśli pozwolimy mu się rozpędzić, to ciężko będzie go zatrzymać. Droga hamowania będzie długa a zderzenie z rzeczywistością bardzo bolesne i grozi katastrofą. Siła, która napędza mężczyznę w takim momencie, wspierana przez ukochany testosteron i inne hormony, sprawia, że mężczyzna głuchnie na wszelkie logiczne argumenty. Ślepnie i nie widzi znaków ostrzegawczych. Ignoruje informacje o zagrożeniu. I nie widzi, że tory nagle zmieniły bieg, a przed nim wyrasta ściana. Nie rozumie - a może nie chce rozumieć - że grozi mu wykolejenie. 

Mężczyzna, który pragnie kobiety, jeśli w ogóle potrafi się kontrolować, to tylko dopóki kobieta nie machnie mu chorągiewką. Drogie Panie - jeśli już to zrobimy, liczmy się z konsekwencjami :). Nie wystarczy potem powiedzieć "STOP". Trzeba będzie to powtórzyć przynajmniej kilka razy, żeby do mężczyzny dotarło chociaż echo naszych słów. Nie wyobrażajmy sobie, że mężczyzna zatrzyma się ot tak, jakby nigdy nic. Trzeba mu będzie przykręcić śrubę tu i tam, a czasem po prostu wykoleić, żeby mógł wrócić do rzeczywistości.

Pamiętajmy więc, że rozpędzonego pociągu nie zatrzymamy w miejscu. Jeśli nie jesteśmy zdecydowane jechać do końca - lepiej w ogóle go nie rozpędzać. Pozostaje pytanie - jak to jest z nami, kobietami? Jeśli mężczyzna jest jak rozpędzony pociąg - to do czego porównać kobietę???

Komentarze (16)
Historii przyjaciela ciąg dalszy...

Historii przyjaciela ciąg dalszy nastąpił. Wyobraźcie sobie - K. który jeszcze niedawno twierdził, że jest we mnie tak rozpaczliwie zakochany, zdążył już zmienić zdanie. Nie, nie na lepsze. Nie wróciliśmy do tego co było. Dzisiaj K. mi ogłosił, że mam się od Niego odczepić (że niby ja, wyobraźcie sobie...), że Go nudzę i nie ma ochoty ze mną gadać. Był niegrzeczny, opryskliwy i w ogóle nie dało się z Nim rozmawiać. Zachował się tak jakbym to ja męczyła Go irytującymi telefonami tyle czasu, jakbym to ja zrobiła Mu krzywdę. Aaaaaaaaa - zapomniałam dodać, że K. nie chce mnie znać i ogłosił, że mam się do Niego nie odzywać. Oczywiście to wszystko moja wina. Ale ja nie poczułam się winna. Było mi tylko cholernie przykro.

Wiem - ja wiem, że to nie on tylko ten żal przez Niego przemawia. Ale co On chciał w ten sposób osiągnąć? Agresja wywołuje u mnie agresję tuż po tym jak wyczerpie mi się cierpliwość. A tej teraz jakby mniej. A może nawet dużo mniej. Bo zdrowo została nadszarpnięta ostatnimi czasy przez różne ciekawe osobowości...

Po czym - K. zmienił ton, przeprosił mnie i już. Wiecie co? Jeśli kiedyś zrozumiem zachowanie jakiegoś faceta - partnera albo przyjaciela albo chociaż kolegę, to napiszę petycję z prośbą o ustalenie tego dnia święta narodowego. I takie święto powinno trwać przynajmniej tydzień.

A dziś będę w podróży i w biegu. Zamówiona pogoda widzę jest :). Więc odreaguję sobie gdzieś w drodze. Żeby mnie szlag nie trafił do końca.

Komentarze (11)
Alergia na rozmowę

Bo jak mnie zaraz coś trafi...!!!! Trafia. Od wczoraj. Ludzie nie rozumieją po polsku, ani nawet "po polskiemu" - czyli jak się tłumaczy najprościej jak można. I nie wolno być dobrym nawet jak się chce - bo po prostu Twoje słowa będą człowieku lekceważone.

To mój kolega. Pisałam o nim niedawno. Były przyjaciel. Już teraz były, bo wcale nie zachowuje się jak przyjaciel. Nie mogę z nim normalnie porozmawiać, już się nie da. Z przyjaciela zamienił się w adoratora. No i wszystko diabli wzięli. Każda próba kontaktu kończy się awanturą. Nie odwzajemniam Jego uczuć, zdaje się, że On tego nie łapie. Ale to co mnie irytuje najbardziej to fakt, że nie słucha. Słyszy, ale nie słucha. Ja sobie, On sobie. Jedyne czego mi trzeba to święty spokój - i to jedyne, co nie jest mi dane. K. wymusza na mnie rozmowy, wymianę smsów, przypiera do muru - a ja nie lubię stać pod ścianą. Nie lubię przymusu. Źle znoszę presję. Ale nie w sensie źle, że się poddaję - tylko wręcz odwrotnie. Reaguję agresją i irytacją. Jak na człowieka, który twierdzi, że mnie zna - to K. nie popisuje się jakoś swoją wiedzą. Jest na świetnej drodze do wyczerpania mojej cierpliwości. Pali za sobą mosty i chyba nawet tego nie dostrzega.

Wszyscy moi znajomi wiedzą, że w nocy bardzo staram się spać. Od jakiegoś czasu śpię, zmieniło się z dnia na dzień. Teraz przeżywam etap Śpiącej Królewny. Śpię nawet na stojąco. Wszystko co wypróbowałam wcześniej, żeby pozbyć się bezsenności zawiodło. I zanim wypróbowałam kolejne środki - wszystko się odwróciło. Tyle że znów popadłam w skrajność. Ale już wolę w ten sposób. Warunkiem udanego wypoczynku jest brak stresu wieczorem. Brak kłótni i nieuzasadnionych pretensji. Przestałam nawet odbierać telefony po Wiadomościach.

Wczoraj przed 23 dostałam smsa z pytaniem czy śpię. Odpisałam że próbuję. No i nie skończyło się na tym, bo zostałam poinformowana, że K. musi ze mną pilnie porozmawiać, bo coś strasznego Mu się przydarzyło i to nie może czekać. W końcu jakby nie było między nami teraz - dla mnie wciąż jest przyjacielem, nawet jeśli niewiele go przypomina. Więc odebrałam ten telefon. No i się zaczęło. Okazało się, że to tylko pretekst, żeby porozmawiać w wiadomej sprawie. W dodatku był nietrzeźwy i irytujący do granic możliwości. Połowy z tego co mówił nie mogłam zrozumieć, bo alkohol nie mówi, alkohol bełkocze. Druga połowa nie miała większego sensu składniowego. Skończyło się awanturą. No i pół nocy znowu z głowy. Bo jeszcze słał mi wiadomości. I dziś od rana znowu. Więc trafia mnie i w końcu trafi! Wtedy naprawdę wyjdę z siebie. I K. zrozumie co to znaczy burza z piorunami.

Na razie ręce mi opadają. Znowu wybił mnie z rytmu snu, który już tak ładnie zaczął się ustalać. Normalnie budzą się we mnie mordercze instynkty. Nie wiem, może ja mam wadę wymowy, albo nie precyzuję swoich myśli i słów wystarczająco dokładnie, żeby zrozumiał, że to co robi działa w drugą stronę. Odpycha mnie. I tak - teraz już świadomie zaczynam Go unikać, co kiedyś wydawało mi się niemożliwe. Bo burzy mój spokój i uderza w równowagę, nad którą wciąż pracuję. Szkodzi mi i szkodzi sobie.

Wiedziałam, że tak będzie. Upór maniaka w tym przypadku zniechęca mnie maksymalnie. Duszę się. Miłość jednak u niektórych graniczy z szaleństwem. Ale K. był ostatnią osobą, po której się tego spodziewałam. Zawsze taki zrównoważony, rozsądny.... A tu masz babo placek. I to przy całkowitej bierności z mojej strony.

No i jeszcze dostałam wysypki. Czyżbym dostała alergii na wszelkie rozmowy z K.? Może. Ale z całą pewnością jest to alergia na ośli upór, który K. serwuje mi od jakiegoś czasu. Objawia się wysypką i irytacją.

Komentarze (19)
Bitwa o planetę Ziemia

Kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa - tak zwykło się mawiać. Niby ten sam gatunek i tylko płeć inna, a różnice zasadnicze :). W mowie, stylu bycia, zachowaniu. Ludzie są różni. Różnie odbierani. Nie ma dwóch jednakowych egzemplarzy i żadna astrologia tego nie zmieni :). Nawet bliźnięta różnią się co najmniej detalami. Jakby tej różnorodności było mało -  od wieków toczy się wojna - między kobietami i mężczyznami. I rodzą się odwieczne pytania - która płeć lepsza, która silniejsza, która rozważniejsza, która powinna mieć większe prawa,  która jest bardziej...ludzka? To tak jak wybierać między lwicami a lwami, gdy jedno bez drugiego istnieć nie będzie. Chcąc nie chcąc tworzymy jedną wspólną całość. Możemy funkcjonować osobno, ale by zapewnić istnienie gatunku - niezbędny jest pewien rodzaj współdziałania. Każdy musi dać coś z siebie :). Dosłownie :).

I tak od wieków i tysięcy lat trwa bitwa o planetę Ziemia. W tej bitwie nie będzie zwycięzcy, bo całkowite zwycięstwo oznaczałoby zagładę gatunku. Jest to walka o dominację i władzę, a szala przechyla się to na jedną, to na drugą stronę. Walka o to, kto kogo bardziej upokorzy i odniesie przy tym mniejsze obrażenia :). A wszystko i tak zmierza do wypracowania pewnego rodzaju równowagi. To tak jak w dyskusji - podsumowanie powinno zawierać wspólne wnioski. I tak jak w życiu - nie jest sztuką żyć obok siebie. Sztuką jest żyć ze sobą.

Czekam więc na ten dzień, kiedy zamiast ze sobą walczyć, Marsjanie i Wenusjanki zawrą rozejm i skończy się bitwa o Ziemię :). Wszak nie mogą istnieć osobno, jedyny ratunek we współdziałaniu. Wydaje mi się, że tu w iWoman poczyniliśmy już pierwszy krok ku temu :).

W razie gdyby kogoś dopadły nagłe wątpliwości zaznaczam, że wpis  należy potraktować z przymrużeniem oka (zarówno kobiecego jak i męskiego).

pozdrawiam i życzę lekkiego popołudnia :))

Komentarze (42)
Zaglądamy w męskie dusze! (wyniki ankiety)

Drogie Koleżanki (i Ewentualni Koledzy)!

(strasznie oficjalnie to brzmi)

Jak zauważyłyście, w lewej kolumnie mojego bloga zamieszczona była ankieta. Była - ponieważ z dniem dzisiejszym uznałam, iż jej czas minął :D. A wiem, że zauważyłyście, ponieważ część z Was wzięła w niej udział :). Dzięki temu mogę teraz podać oficjalne wyniki.

Ogółem w ankiecie wzięło udział sto osób. Bardzo dziękuję za wszystkie oddane głosy (teraz poczułam się jakbym przemawiała dla wyborców ;P ).

Przypominam, że przedmiotem ankiety były cechy mężczyzn, na które my, kobiety, zwracamy uwagę podczas pierwszego spotkania. I teraz drodzy Panowie możecie zacząć się bać, ponieważ 24% z nas (najwięcej oddanych głosów) będzie zaglądać Wam głęboko w duszę. Tyle kobiet bowiem odpowiedziało, że w czasie pierwszego spotkania z mężczyzną zwraca uwagę przede wszystkim na jego oczy i brwi. Oczy jak wiadomo są zwierciadłem duszy i mówią wszystko co kobieta chce wiedzieć, a mężczyzna próbuje ukryć. Ważne są nie tylko same oczy, ale również ich wyraz i spojrzenie. Dlaczego? My kobiety wiemy, a Panów odsyłam do podręcznika psychologii.

Ci z panów, którzy nie lubią czytać, powinni natychmiast udać się do siłowni, bo aż 18% ankietowanych kobiet zwraca uwagę na budowę ciała mężczyzny. Jako że pora letnia sprzyja (zazwyczaj) publicznemu obnażaniu torsów lub ich partii, warto zadbać o to, by było co zaprezentować. W tym roku, z racji zbliżającego się powoli potopu, a także po sezonie, można dumnie prężyć muskuły na krytych basenach i na plażach w krajach zagranicznych. Piękną postawą i sylwetką Panowie mogą zabłysnąć także w każdych innych okolicznościach, bowiem my kobiety jesteśmy niezwykle spostrzegawcze. Przy okazji pracy nad ciałem warto poświęcić nieco uwagi pośladkom, które już na początku znajomości przyciągają wzrok 6% ankietowanych kobiet.

Jeśli namiętne spojrzenia i siłownia zawiodą to wciąż można nas do siebie przekonać pięknym uśmiechem. 14% biorących udział w ankiecie odpowiedziało, że cechy, na które zwracają uwagę to uśmiech i zęby. U niektórych ssaków (np. psów) silnie wyszczerzone zęby, w połączeniu ze specyficznym warczeniem, służą do odstraszania rywali oraz jako ostrzeżenie. Zjawisko to spotykane jest również wśród ludzi, nie powinno mieć jednak miejsca w kontaktach damsko-męskich. Uśmiech to bardzo specyficzna krzywa, która ułatwia życie. Warto, żeby był szczery i naturalny. Trening przed lustrem wskazany :). Przy okazji warto przyjrzeć się ustom, które przyciągają uwagę 3% kobiet biorących udział w ankiecie.

Przed wyjściem z domu Panowie powinni sprawdzać stan garderoby, butów i ogólną kompozycję stroju, ponieważ 9% ankietowanych na to właśnie zwraca uwagę podczas pierwszego spotkania. Elegancja, kolorystyka, dodatki.. No i przede wszystkim czystość :D

8% biorących udział w ankiecie podczas pierwszego spotkania z mężczyzną przygląda się głównie jego dłoniom i paznokciom. Obgryzione, połamane, a już zwłaszcza brudne paznokcie nie wzbudzają zachwytu. Natomiast dłonie męskie zauroczą zarówno gdy są męskie jak i delikatne, ponieważ jest to kwestia indywidualnych preferencji każdej kobiety. Mówiąc o dłoniach nie sposób nie wspomnieć o uścisku. Panowie powinni pamiętać, że ten ostatni bardzo wiele mówi o ich zdecydowaniu i zainteresowaniu. Jeśli nie zdradzą Was oczy drodzy Panowie, zrobi to uścisk dłoni.

Ściskając nasze dłonie Panowie powinni pamiętać, że znajdują się w odległości na tyle bliskiej, byśmy poczuły ich zapach. Zapach mężczyzny to cecha, na którą zwraca uwagę kolejne 8% ankietowanych. Może on zarówno przyciągnąć płeć piękną, jak i skutecznie na zawsze odstraszyć. Warto więc pamiętać w pierwszej kolejności o wodzie z mydłem, a dopiero potem o wynalazkach przemysłu kosmetycznego, ponieważ nawet najlepszy specyfik tejże branży nie zabije woni trzydniowego, spracowanego mężczyzny.

Ważne jest również to, jak Panowie do nas mówią. 6% ankietowanych podczas pierwszego spotkania wsłuchuje się w głos mężczyzny, jego tembr i brzmienie. Nie umiem podać żadnych wskazówek, ponieważ podobnie jak z muzyką jest to kwestia osobistych preferencji każdej kobiety. Można jednak poćwiczyć sposób mówienia. Zwroty typu "yyyyyy", "uuuuhm", "eeeeeee" - mogą nas zniechęcić ze względu na trudności w ich odczytywaniu, co uniemożliwia poprawną komunikację.

4% ankietowanych pozostanie dla wszystkich na zawsze tajemnicą, ponieważ są to kobiety które wybrały opcję: inne. Na jakież to inne cechy zwracamy uwagę podczas pierwszego spotkania? Panowie muszą dojść drogą eliminacji. Zapewne będzie to coś pomiędzy fryzurą a sposobem poruszania się. Chętnie umieściłabym w ankiecie opcję: inne, czyli jakie (dopisz), ale nie było takiej możliwości. Jest to więc miejsce na dowolną interpretację.

Poniżej zamieszczam wykres ilustrujący wyniki omawianej ankiety.

Napisawszy to wszystko uświadomiłam sobie, że mężczyźni wcale nie mają z nami lekkiego życia. Podczas pierwszego spotkania są lustrowani od stóp do głów - i nawet mała usterka w niewłaściwym miejscu może ich zdyskwalifikować.

Mężczyzna, znając swoje mocne i słabe strony, powinien zaprezentować się jak najlepiej, co wcale nie gwarantuje mu sukcesu :).

Komentarze (19)
Bo kobiety to istoty myślące!

Chyba mam dzisiaj dzień na żarty, bo przychodzą mi do głowy same śmieszne rzeczy. Jednak nawet w tych śmiesznych często kryje się dużo prawdy. Niedawno usłyszałam kawał, który utkwił mi w pamięci nie tyle jako zabawny, co jako bardzo prawdziwy. Przytoczę poniżej:

Młoda dziewczyna cierpiała bardzo z powodu silnych bólów głowy. Wreszcie udała się do doktora. Seria badań wykazała, że dziewczyna ma dużego guza mózgu. Kiedy jej o tym powiedziano, zaczęła płakać i mówić, że jest jeszcze młoda i nie chce umierać. Doktorowi zrobiło się jej żal, więc powiedział jej o nowej eksperymentalnej technice przeszczepu mózgu, ale zaznaczył, że nie daje ona żadnej gwarancji. Matka dziewczyny zapytała o koszt. Lekarz odparł iż zależy to od mózgu - za męski trzeba zapłacić milion dolarów, a za damski - tylko 25 tysięcy dolarów.
- Ale panie doktorze, dlaczego męski mózg jest droższy od kobiecego?
- Bo kobiecy jest używany - odparł lekarz....
No tak... Coś ostatnio moje myślenie zaczyna zahaczać o teorie feministyczne. Ale z wszystkiego na świecie najbardziej nie lubię, kiedy się mnie nie docenia. Kiedy nie doceniają mnie wrogowie - to pół biedy, ale kiedy nie docenia mnie ktoś bliski - to budzi to bardzo różne moje odczucia. Raczej mało pozytywne. Najbardziej oburza mnie fakt, że człowiek, który podobno dobrze mnie zna, obraża moją inteligencję idiotycznymi kłamstwami i spodziewa się, że ślepo we wszystko uwierzę. Czasem mam ochotę powiedzieć: "Skoro już kłamiesz to wysil się na jakieś ambitne oszustwo, bo te brednie którymi mnie częstujesz są po prostu żałosne". No niestety. Podobno każdy sądzi według siebie (z kim ja się zadaję w takim razie?!). Widocznie niektórym nawet łatwe do przejrzenia kłamstwo wystarcza jako wymówka. Mnie nie wystarcza. Mało tego - mniej boli mnie sam fakt kłamstwa (chociaż nie toleruję go w żadnej postaci i żaden powód go nie usprawiedliwia moim zdaniem) niż to, że jest to kłamstwo nieudolne. Szlag mnie trafia jak facet spodziewa się, że trzy czułe słowa i piękna bajeczka uśpi moją czujność.

Zresztą - nie będę się powtarzać, ponieważ wpis na temat kobiecej inteligencji i związków dodałam już jakiś czas temu. Jednakże temat ten wciąż przewija się w moim życiu w mniejszym lub większym stopniu. I czasem naprawdę odnoszę wrażenie, że mężczyźni z mózgów użytku nie robią. No bo po co, skoro naiwna zakochana kobieta uwierzy we wszystko? Tymczasem naiwna kobieta potakuje głową - już nie robi awantur. Zbiera dowody winy, kolekcjonuje coraz to nowe bzdurne bajeczki, wymówki i niewiarygodne historie. Któregoś dnia je wykorzysta. W momencie kiedy on najmniej będzie się tego spodziewał....Wszak mężczyzna może być głową rodziny - ale kobieta jest szyją i to ona tą głową kieruje.....

A odnośnie myślenia - naturalnie kobiety myślą więcej, częściej i intensywniej. Bo dwa razy - za siebie i za partnera niejednokrotnie. Począwszy od zastanawiania się co zrobić na obiad, pamiętaniu o zapłaceniu rachunków, zrobieniu zakupów, umówieniu dziecka na wizytę u dentysty, na pracy kończąc. Aha  - no i jeszcze zamartwianie się o różne rzeczy... Tak - kobiety zdecydowanie myślą więcej i gdyby im na to pozwolono, byłyby też dużo bardziej kreatywne i twórcze. Niestety lata historii i męskiej dominacji ograniczyły nasze możliwości i narzuciły pewien schemat zachowań. Przyjęło się sprowadzać istnienie kobiet tylko i wyłącznie do roli żon i matek. Na tyle pozwala nam świat. Na szczęście dla nas i na nieszczęście dla mężczyzn okazało się, że my także mamy ambicje, genialne pomysły i zdolność logicznego wnioskowania. Okazało się, że nie tylko potrafimy dorównać mężczyznom w wielu kategoriach, ale nawet przewyższać ich błyskotliwością, dokładnością i dociekliwością. Ale nie osiągamy takich sukcesów na jakie zasługujemy, bo niejednokrotnie pozwalamy, by rozum szedł w parze z sercem i okazujemy niepotrzebne współczucie. A w interesach - jak mawia mój kolega - nie ma miejsca na sentymenty.

Chciałabym kiedyś spotkać mężczyznę, który nie będzie obrażał mojej inteligencji banałami i patrząc mi w oczy będzie potrafił przyznać się do błędu. Jeśli mi się to kiedyś zdarzy - na pewno nie omieszkam tego opublikować!

Komentarze (12)
1 | 2 |