iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

"Zacznijmy od nowa - od tych małych rzeczy"...

Jako dziecko słuchałam opowieści o misjonarzach i byłam nimi zafascynowana. Myślałam wtedy, że ja też tak chcę, chociaż nie miałam jeszcze pojęcia co to właściwie oznacza. Oczami wyobraźni widziałam siebie w afrykańskiej wiosce, z lwami w tle. Dookoła rozpościerała się bezkresna sawanna. Głodne, afrykańskie dzieci przewijały mi się w tych wyobrażeniach dość mgliście... Dekadę później obraz nieco się zmienił, sylwetki dzieci stały się wyraźniejsze a lwy zniknęły z pola widzenia. Tylko wioska i sawanna pozostały bez zmian, a ja trwałam w swoim postanowieniu o dalekich podróżach. Wierzyłam, że któregoś dnia na pewno to zrobię - pojadę, może nie na misję, ale jako wolontariuszka. Z wypiekami na twarzy wysłuchiwałam kolejnych opowieści i żarłocznie czytałam wszystko, co dotyczyło tematu...

Kilka lat temu byłam już nawet zdecydowana. Afrykańska wioska tkwiła w mojej głowie, z tą różnicą, że dzieci z dużymi pustymi brzuszkami stały się prawie namacalne.Wiedziałam już mniej więcej co mnie czeka.Oprócz tego dopadła mnie wizja AIDS, malarii i wszelkiego rodzaju wirusów. To niczego nie zmieniło - nadal chciałam jechać! Szczególnie po tym, co widziałam w Indiach. Myślałam, że jestem przygotowana. Zaparłam się w sobie i postanowiłam, że jadę. Że to ten czas. Kropka. Niestety, w tym samym momencie zmieniły się okoliczności mojego życia. Nie wyszło. Przełożyłam więc na potem. 

Dziś wiem, że dobrze się stało. Oceniając sytuację z perspektywy czasu, jestem pewna, że nie poradziłabym sobie - z życiem, z odpowiedzialnością, a przede wszystkim z ogromem nieszczęścia, które dotknęło tych ludzi... Co innego przeglądać obrazki w książce i czytać, a co innego stanąć twarzą w twarz z chorobą i tym co dla mnie najgorsze - bezsilnością. Nie poradziłabym sobie, bo powody dla których chciałam jechać były niewłaściwe. Pomoc pomocą, ale najbardziej chciałam chyba uciec od samej siebie i problemów, które mnie tu otaczały. Czy w takim wypadku umiałabym poświęcić się sprawie? Szczerze wątpię i nie wstydzę się dzisiaj do tego przyznać. Tych ostatnich kilka lat nauczyło mnie dostrzegać więcej, słuchać pilniej i przyznawać się do swoich błędów i słabości, bo to one stanowią o naszym człowieczeństwie i wrażliwości...

Nieszczęścia dotykają ludzi wszędzie, nie tylko w Afryce i nie tylko dzieci, ale też dorosłych. Nieszczęścia, śmierć, choroba, bieda, głód -są wszechobecne. Także tutaj, w naszym kraju, w tym samym mieście, może tuż za rogiem... Podziwiam ludzi, którzy odbywają dalekie podróże po to, by pomagać innym. Ale podziwiam także takich, którzy pomagają tutaj.Bo w każdym miejscu świata ludzie tej pomocy potrzebują - i to wszelkiego rodzaju. Nauczyłam się, że jednym dobrym uczynkiem nie zmienię od razu całego świata - ale mogę nim odmienić czyjś dzień. Mogę podarować komuś radość, spokój, szczęście bez konieczności wyjeżdżania. Mogę zrobić zakupy chorej starszej osobie, mogę wezwać karetkę do sąsiada, który przewrócił się na schodach, mogę poświęcić noc pocieszając kogoś w potrzebie. Mogę uczestniczyć w zbiórce żywności dla biednych rodzin czy też zorganizować zajęcia grupie dzieci, pomóc im w odrabianiu lekcji... Wreszcie - mogę się przez chwilę zastanowić co zrobić, by było jeszcze lepiej - ale nie mnie, tylko komuś kto ma sto razy gorzej ode mnie. Dziś wiem, że prawdziwe szczęście nie wynika z tego, czego pragniemy dla siebie. Nie wynika z posiadania wszystkiego, co się nam zamarzy. Nie wynika z tego co mamy, tylko z tego czy potrafimy być wdzięczni nawet wtedy kiedy nie mamy nic. Czy potrafimy być wdzięczni mimo tego.  Wdzięczni za co? Za życie, bez względu na to, jakie ono jest. Prawdziwe szczęście to umiejętność dostrzegania pozytywnych rzeczy tam, gdzie inni ich nie dostrzegają, umiejętność dzielenia się dobrą energią. Prawdziwe szczęście to umiejętność dawania go innym, czerpania siły z tego, że mogliśmy komuś pomóc, że ktoś dzięki nam będzie miał lepiej. Prawdziwe szczęście pochodzi od drugiej osoby. I to działa! Niesienie pomocy innym i uszczęśliwianie drugiego człowieka ma największą i najprawdziwszą moc, bez względu na to, gdzie tego dokonujemy. Czasem warto wyjrzeć poza krąg własnych potrzeb i dostrzec także potrzeby innych. Nasze "ogromne problemy" maleją wówczas w mgnieniu oka. Szczęście przychodzi ze szczęściem innych osób, a nie z zazdrością i próbą dorównania im

Nieszczęścia dotykają ludzi wszędzie. Nie ma potrzeby jechać na koniec świata, żeby się o tym przekonać. Ważne jest to, co możemy zrobić. Ważne jest to, co możemy dać z siebie innym. Nawet jeśli nie wyjdzie od razu, to kiedyś wreszcie się uda i jednym gestem możemy zmienić czyjeś życie na lepsze. Szczęście to dawanie szczęścia innym. I nikt mnie nie przekona, że można je kupić. Pieniądze ułatwiają życie - to bezsporna kwestia. I mogą zdziałać wiele w kwestii pomocy. Jednak nic nie zastąpi dłoni wyciągniętej w kierunku potrzebującego, życzliwego gestu, słowa czy uśmiechu. Nic nie zastąpi ludzkich odruchów. Szczęścia nie da się kupić, bo gdyby tak było, to wielu bogaczy tego świata dawno by to zrobiło. A życie pokazuje, że do szczęścia brakuje im całych lat świetlnych. Pieniądze nie gwarantują szczęścia. I można być bez nich szczęśliwym, jeśli tylko potrafimy cieszyć się z małych rzeczy. Wystarczy pamiętać, że są ludzie, którzy mają o wiele gorzej. Wystarczy doceniać codzienne drobnostki i ludzi, którzy są wokół nas. Wystarczy spojrzeć szerzej, by wiedzieć że szczęście jest w nas i możemy je dać innym. Wystarczy jeden prosty gest....Dzień, w którym zrobimy coś dobrego dla innych nigdy nie będzie dniem straconym! Dziś, kiedy kierują mną właściwe pobudki, mogłabym jechać na koniec świata. Rzecz w tym, że teraz rozumiem, że wcale nie muszę jechać tak daleko by komuś pomóc :).

Sylwia Grzeszczak - Małe rzeczy

 

Komentarze (1)
Gdzie byłam jak mnie nie było czyli Nie obiecuję niczego

Na ulicy zaczepiła mnie koleżanka. Zdenerwowana szarpnęła mnie za ramię, kiedy przeszłam obok nie zauważywszy jej.." Słuchaj, co się z Tobą dzieje? Nigdzie cię nie ma!" Przez chwilę nie wiedziałam o co kobiecie chodzi. No bo jak to - nie ma mnie? Przecież jestem, wszędzie jestem, biegam to tu, to tam, ciągle coś załatwiam. Jestem! Zrozumiałam chwilę później, wysłuchawszy długiej listy zarzutów i pretensji. No tak. Nie ma mnie. Nie piszę bloga, nie można się do mnie dodzwonić, nigdy nie mam czasu, a spotkać byłoby chyba łatwiej samego króla. Nie ma mnie... Połowa znajomych myśli, że wyjechałam z Polski. Cóż...

Jest w tym trochę racji. Ciężko mnie złapać. Ale znajomych nie unikam. Ani się nie ukrywam. Utrzymuję kontakty z tymi, którzy utrzymują je  ze mną. A blog....zaniedbałam. Wiele razy obiecywałam sobie, że wrócę, ale prawda jest taka, że nie było kiedy. A jak było, to brakowało natchnienia. Wciąż brakuje mi dawnej atmosfery, ludzi... Wszystko jest inne. Ja jestem inna. Wciąż tu zaglądam, podczytuję niektórych, bywa, że zostawię komentarz. Ale już nie łudzę się, że będzie jak wcześniej. Musiałabym zacząć zupełnie nowego bloga - z nowymi pytaniami, rozterkami, wnioskami, opiniami...Czy to realne? Może....

Ten rok był niezwykle intensywny. Ciągle próbuję nowych rzeczy. Przede wszystkim - ułożyć swoje życie wedle własnego widzimisię. Nie pod dyktando. A dyktujących znalazłoby się wielu :). Musiałam wyprostować wiele zaległych spraw. Szczęście wcale nie przychodzi łatwo :) Trzeba sobie na nie zapracować :). 

Widziałam informację o kolejnym konkursie iWoman:) I trzymam kciuki za swoich ulubieńców :). A ja? Ja niczego nie obiecuję. Jeśli wróci atmosfera sprzed lat - to czemu nie? Poznałam wtedy fantastyczne osoby, z niektórymi kontakt mam do dziś, a z jedną spotkałam się niedawno osobiście. I wiem, że zawdzięczam to pobytowi tutaj. Nie zapomniałam. I nie zapomnę. Dziękuję iWoman! :)

A teraz żyję nadchodzącymi wakacjami i wyjazdem, który mi się należy. Został tydzień i odliczam dni. Złota Praga czeka! Nie obiecuję niczego - ale będę zaglądać tu do Was!

Miłego popołudnia!

Komentarze (9)