iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

ZAPLANOWAĆ SZCZĘŚCIE

Nie lubię robić planów. Śmieszne, biorąc pod uwagę jak dobrą jestem organizatorką. Kiedy trzeba, zaplanuję wszystko perfekcyjnie co do minuty. A jednak unikam planowania, szczególnie długoterminowego. Uważam, że to nakłada na mnie zbyt sztywne ramy. Skoro nie jestem w stanie przewidzieć tego, co wydarzy się za pół roku - jak mogę robić plan na najbliższych pięć lat??? Co innego marzyć, dążyć do czegoś, a co innego planować.

A jednak ludzie wokół mnie robią to cały czas. Na przykład planują wesela z dwuletnim wyprzedzeniem, licząc na to, że przez ten czas nic się nie zmieni. Wierzą, bo chcą wierzyć. I w niektórych przypadkach rzeczywiście nic się nie  zmienia, uczucie jeszcze się umacnia. Ale w wielu innych sytuacjach zmienia się wszystko. Narzeczony czuje się znudzony, narzeczona szuka pocieszenia w życzliwych ramionach... W życiu nie ma nic stałego ani pewnego. Moja koleżanka, R., wyszła dwa lata temu za mąż. Tuż po ślubie ukochany mężczyzna wyjechał do pracy za granicę, ona została tutaj. Tak uzgodnili. "Jeszcze zdążymy się sobą nacieszyć - mamy całe życie" - powtarzali. Pół roku po jego wyjeździe u R. zdiagnozowano ostrą białaczkę. Nie miała szans. Mąż zdążył się z nią tylko pożegnać. A mieli tyle planów! Miał być dom, dzieci, kariera... Zapomnieli tylko o najważniejszym - o byciu razem, o byciu ze sobą, o czasie dla siebie. Odłożyli go na potem. Ale "potem" nie było...

Rodzimy się z gotowym planem na życie. Nasi rodzice poświęcają dziewięć miesięcy na szczegółowy opis tego, kim będzie ich syn czy córka, jak to przejmie rodzinne interesy, jak będzie kontynuować rodzinną tradycję. Dobrze, jeśli na "gdybaniu" się kończy, a potem pozwalają nam pokierować życiem według własnego "widzimisię". Ale co jeśli to idzie dalej? Od najmłodszych lat wpajają nam ten sam schemat. Układają nam według niego życie, bez pytania czy się na to zgadzamy... Mówią: "Najpierw pójdziesz do szkoły, potem skończysz studia, założysz rodzinę, zrobisz karierę...".  Ta sugestia jest tak silna, że któregoś dnia budzimy się przeświadczeni, że musimy się spieszyć, bo mamy plan do wykonania. Tylko że to nie jest nasz plan. Ileż to razy życie pokazuje, że kolej rzeczy może być zupełnie inna! Szkoła tak, ale studia już nie - bo przyszło urodzić dziecko, bo nie było odpowiedniego zaplecza finansowego, bo przyszła ciężka choroba. Albo po prostu - chcieliśmy INACZEJ. Za przykład niech posłuży inna koleżanka, A., która tak bardzo zasugerowała się słowami rodziny o rychłym zamążpójściu, że całe dni, tygodnie i lata spędzała na poszukiwaniach kandydata. W rezultacie zaniedbała najpierw studia, potem pracę, wszystkich znajomych i samą rodzinę. Żyła jak w transie, o niczym innym nie mówiła. Stało się to jej obsesją, aż zaczęła podejmować desperackie kroki. Skończyło się ciężką depresją i próbą samobójczą, długą terapią. Dziś wie, że to wszystko wcale nie było jej potrzebne do szczęścia. Ona chciała żyć inaczej, ale nie umiała wyzwolić się z narzuconego jej schematu...

Są ludzie, którzy nie potrafią żyć bez grafiku. I nie ma to nic wspólnego z zatłoczonym kalendarzem i setką spotkań. To po prostu ludzie, którzy MUSZĄ mieć plan, aby odnaleźć się w życiu. Gdy nie mają gotowego planu - czują się zagubieni i zagrożeni.Tracą głowę, gdy wydarza się coś niespodziewanego. Nie potrafią reagować natychmiast - bo potrzebują planu działania. I nie wiem, czy takim osobom zazdrościć czy może współczuć...?

Plan jest dobry, jeśli przewiduje różne okoliczności. Plan jest dobry, jeśli potrafimy go dostosować do swoich potrzeb - a nie odwrotnie. Plan jest dobry, jeśli w żaden sposób nas nie ogranicza. I czasem dobrze go mieć, szczególnie w chwilach, kiedy wszystko wali się nam na głowę. Ale trzeba umieć być elastycznym...

Dlatego nie lubię robić długoterminowych planów. Życie mnie tego oduczyło. A jeśli już coś planuję - zawsze mam plan B, C i D, tak na wszelki wypadek. Zawsze biorę pod uwagę to, że będę musiała coś zmienić. Mój plan na życie uległ zmianie już wielokrotnie. I na pewno różni się od tego, co zaplanowali moi rodzice :). A mimo to (albo właśnie dlatego) jestem z tym szczęśliwa.

Robiąc dalekosiężne plany często zapominamy, że życie to wypadkowa wielu zmiennych i niewiadomych. Nigdy nie wiadomo skąd nadejdzie pomoc, ani skąd zawieje wiatr. Dlatego robiąc plany nie wolno zapominać o tym, że żyjemy tu i teraz. I mamy prawo do szczęścia właśnie tu i teraz, a nie za dziesięć lat.

Komentarze (11)
JUŻ JEST!

Już Mam!!!

Czekałam tylko jeden dzień, od wczoraj. Jeszcze w czasie weekendu złożyłam zamówienie, zrobiłam przelew i dzisiaj wreszcie JEST! Z niecierpliwością pilnowałam dzisiaj przyjścia listonosza i... Chyba się trochę przestraszył, że go tak napadłam na klatce schodowej, ale co tam :) Najważniejsze, że już jest :). Co jest? Oczywiście książka wydana przez naszą blogową koleżankę Marietkę! :) Dla tych, którzy jakimś cudem jeszcze nie wiedzą: Marietka wydała książkę! Tak, tak, nasza Marietka :). Tych, którzy chcieliby poczytać na ten temat więcej, odsyłam do źródła, czyli TUTAJ i jeszcze TUTAJ. Na tych stronach sama autorka opowie Wam o wszystkim :).

A ja - zabieram się do czytania :). 

Żeby Was zachęcić, dodam, że książkę otrzymałam z dedykacją :), a dodatkowo dołączone do niej zostało zdjęcie autorki z autografem!!!

Marietko - jesteś wielka! :)

Komentarze (8)