iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Zaczęłam pić... bo warto!

Zaczęłam pić. I to na umór. Upijam się od rana do wieczora a czasem i w nocy. Już widzę niedowierzanie w oczach niektórych z Was i pełne niepokoju kręcenie głową. I słusznie. Tylko ja nie napisałam co zaczęłam pić. Nie alkohol bynajmniej (czyżbym słyszała westchnienie ulgi? ;) ), tylko najzwyklejszą na świecie wodę mineralną - niegazowaną. Też mi coś, woda, może ktoś pomyśleć, wszyscy piją wodę. Zgoda, piją, ale czy aby na pewno w jej czystej postaci? Zastanówcie się, ile razy w ciągu dnia sięgacie po wodę, a ile razy po kawę, herbatę, soki i napoje gazowane? Hmm? Domyślam się, że w większości przypadków wynik jest niekorzystny dla wody. A przecież to woda stanowi 60-70% ogólnej masy ciała.

Na początku było ciężko. Kiedy mieszkałam w Indiach, wodę pompowano we mnie na każdym kroku - restauracja, hotel, uliczne stragany - wszyscy upierali się, że powinnam pić właśnie wodę. Nie potrafili zrozumieć mojego zamiłowania do herbaty (i to bez mleka!), słabości do mleka w czystej postaci ani hektolitrów wypijanych soków. Ja z kolei nie umiałam zrozumieć ich namiętności do wody ani tego, że jest serwowana do każdego posiłku. Ale cóż, przyszedł czas, że zrozumiałam. Tylko że dopiero po powrocie do Polski :).

Sięgnęłam po wodę kilka tygodni temu (to już chyba z 1,5 miesiąca albo i więcej). Na początku delikatnie, bo musiałam się do niej przyzwyczaić. Stopniowo (w ciągu 2 tygodni) odstawiałam wszelkie inne napoje (w tym moją ulubioną herbatę!). W chwili obecnej piję tylko i wyłącznie niegazowaną wodę mineralną. Do każdego posiłku, poza posiłkami, na dzień dobry i na dobranoc. Tylko woda. Doszło do tego, że nie mogę się bez niej obyć :). Dokądkolwiek się udaję - woda idzie ze mną :).

Okazało się, że organizm szybko się przyzwyczaja :). W chwili obecnej potrafię już rozróżnić smak wody. Tak, tak, okazało się, że woda mineralna, zależnie od producenta, może smakować lub nie. Mam już nawet swoje ulubione marki :D.

A najlepsze zostawiłam na koniec. W ostatnich miesiącach mi się przytyło, dość znacznie, z uwagi na problemy zdrowotne (przejściowe). Wcale nie jadłam dużo, a kilogramów i tak przybywało. Kiedy zaczęłam pić wodę, nie wyglądało na to, że coś się zmieni. Na początku wypijałam około 2 butelek dziennie, co daje w sumie 3 litry. Nie widziałam zmian. Ale po 3 tygodniach picia wody coś drgnęło. Obecnie wypijam 3-4 butelki wody dziennie (4,5-6 litrów). W ciągu ostatniego tygodnia zauważyłam ogromną różnicę w wadze ciała. Kilogramy lecą w dół :) Wróciłam do swojego rozmiaru i mieszczę się w sukienkę, którą miałam na sobie na studniówce! :) Nie stosuję żadnej dodatkowej diety, jem to co lubię i wszystko na co mam ochotę. Z tą różnicą, że do wszystkiego piję wodę. A picie wody wymusiło kilka innych zdrowych nawyków.

Generalnie czuję się bardzo dobrze. Przede wszystkim moja skóra wygląda o niebo lepiej (mimo stosowania tych samych kosmetyków co wcześniej) - jest gładziuteńka i delikatna, zero cellulitu, nierówności. Wszelkie dolegliwości zdrowotne, które pojawiały się wcześniej - zniknęły jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nie ma problemów z gardłem, mimo że eksploatuję je tak samo a może nawet bardziej. Zniknęła chrypka, z którą borykałam się co rano. I całkiem nieźle znoszę upały. Po prostu jest dobrze :). O korzyściach można pisać w nieskończoność.

Także moje drogie, serdecznie polecam niegazowaną wodę mineralną. Gdyby istniało panaceum na wszelkie bolączki kobiety, z pewnością byłaby to woda lub coś z nią związane ;). Polecam Wam picie wody do każdego posiłku - sok, kawę czy herbatę można wypić potem. A jeśli nie możecie się zmusić - przynajmniej spróbujcie na początek wypijać szklankę wody z samego rana, zaraz po przebudzeniu. Szczególnie teraz, kiedy tak łatwo się odwodnić. Niech Was nie zniechęcają pewne niedogodności (cóż picie wody w tych ilościach wymusza pewne mechanizmy fizjologiczne), bo najtrudniejsze do zniesienia są tylko na początku. Da się z tym żyć, a w miarę jak organizm się przyzwyczaja, staje się to coraz mnie dokuczliwe. I nie musicie wypijać naraz 4 kubków wody. Wystarczy, że będziecie ją mieć pod ręką i wypijać co chwilę trochę. Mówią, że woda zdrowia doda - a ja mówię, że także i urody :) Warto!!! Rezultaty przeszły moje najśmielsze oczekiwania :)

Komentarze (7)
Zwariowany dzień

Znowu przyczepił się do mnie PECH. Ale nie taki dramatyczny,. tylko ten powodujący komiczne sytuacje. Komiczne dla innych, dla mnie dopiero po czasie.

Zaczęło się wczoraj. Dzięki mojej sklerozie zablokowałam sobie internetowy dostęp do konta bankowego. Wystarczyło trzykrotnie wpisać błędne hasło. No właśnie błędne, to dlaczego mnie zablokowało? Przecież wpisywałam właściwe! Zweryfikowałam w pamięci wykonywane czynności i po chwili mnie olśniło. Myślałam dobrze, ale pisałam źle. Pomyliłam ze sobą dwie cyfry i trzykrotnie popełniłam ten sam błąd. Moje gratulacje dla samej siebie. Gdyby istniał jakiś konkurs na roztargnienie to wygraną miałabym w kieszeni. Z drugiej strony czy to już ten wiek, że będę o wszystkim zapominać??? Czy to już ten wiek, że muszę sobie wszystko zapisywać, w przeciwnym razie uleci? Zresztą - pamiętałam dobrze, źle klepałam klawiaturę, to jak to nazwać? Roztargnienie, ślepota? Nazwałabym to brakiem łączności ośrodka decydującego z wykonawczym....

Z wysiłkiem wystukałam numer infolinii i pytam tego biednego pana po drugiej stronie co ja mam teraz zrobić? A ten biedny pan ani na chwilę nie stracił powagi (myślałam, że mnie wyśmieje, ale jednak nie) i tym samym spokojnym głosem poinstruował gdzie mam się zgłosić. No to dzisiaj podreptałam do najbliższego oddziału banku i z pokorą bijąc się w piersi wyznałam popełniony błąd. O dziwo nikt się nie śmiał, chociaż od wczoraj nawet ja sama nie mogłam wyjść z podziwu dla samej siebie i śmiałam się do granic możliwości. Z roztargnienia, czy jak to tam zwał.

Dostęp internetowy odzyskałam.

Wróciwszy do domu, postanowiłam zjeść szybki obiad. Popełniłam błąd kardynalny robiąc sałatkę i łącząc składniki w niedozwolony sposób, co wydało się dopiero przy jej spożywaniu. Znowu roztargnienie... Tym razem nieco mnie otrzeźwiło.

No i wreszcie wychodzę z domu, a tu ściana deszczu (plus jest taki, że błyskawicznie wymiotło panów ocieplających budynek i zrobiło się cicho). Mam parasolkę, ale zalało całą ulicę, woda sięga powyżej kostek. Co robię? Oczywiście włażę tam gdzie jest najgłębiej i nie robię tego celowo - przypadek. Nie wracam do domu bo skoro już i tak jestem mokra, jest mi wszystko jedno. Biegnę na przystanek. Akurat jedzie busik. No to wyjmuję pieniążek, a w drugiej ręce dzierżę parasolkę. Wchodzę do busa, ktoś mnie potrąca i pieniążek wypada. No wypada, tylko gdzie? Rozglądam się, nie widzę nigdzie, wyjmuję z portfela drugi i płacę. Po czym siadam i analizuję sytuację. Gdzieś ten pieniążek musi być. Sprawdzam u siebie w rękawie - nie ma. Zaglądam do złożonej parasolki - JEST! Próbuję go wyciągnąć, ale parasolka jest z tych długich, nie da się bez rozkładania, a gdzie ja ją w tym busiku rozłożę?! NO to przechylam parasolkę, żeby pieniążek wypadł. Cel osiągnęłam, wypadł, tylko znowu nie wiem gdzie! Patrzę pod nogi, na siedzeniu obok. Nie ma i nie ma. Przez chwilę daję spokój, po czym doznaję kolejnego oświecenia. Może moneta spadła gdzieś za mną. Oglądam się. JEST! Próbuję przełożyć rękę przez fotele - ale się nie da. No to pomagam sobie parasolką. Kiedy pieniążek jest tuż - sięgam ręką i... pieniądz leci w drugą stronę... Znowu pomagam sobie parasolką. Wreszcie kładę się na siedzeniu i podnoszę zgubę. Nareszcie!

Oczywiście żadnemu pasażerowi nie umknęły moje zmagania. Scena, której sam Jaś Fasola by się nie powstydził, ech...

Ale najważniejsze jest to, że ani deszcz, ani uciekający pieniądz, ani blokada konta nie wyprowadziły mnie z równowagi. Okazało się, że potrafię się z siebie śmiać i traktować siebie z dystansem. To ważne. Dzień był zwariowany, ale sporo mnie nauczył. Między innymi tego, że kałuża jest zawsze najgłębsza tam, gdzie wydaje się być najpłytsza ;P. Jaś Fasola byłby ze mnie dumny ;).

Życzę Wam miłego wieczoru i tego, by każdy pech objawiał się tylko w postaci komicznych zdarzeń :) Pozdrawiam :)

 

Komentarze (11)